poniedziałek, 8 lutego 2016

Tusen takk:)



Zabieram się za napisanie czegokolwiek od soboty, ale najpierw nie miałam odwagi tu zaglądać, a potem nie wiedziałam jak się zachować.
Ale żyję:)

Wdzięczność pomieszana nadal ze wstydem, moralniak i chęć udawania, że nic nie napisałam i że nic się przecież nie stało. 
Takiej burzy w moim domniemanym mózgu nie miałam już dawno. 
Myślę, że o zaburzeniach odżywiania napiszę jeszcze wiele razy, ale wolę przedstawiać to jako osoba, która pracuje nad sobą i jej się udaje...
Dlatego weekend poświęciłam na przemyślenia i planowanie.
Emocje są najważniejsze- i równowaga, a mnie potrafi z niej wyprowadzić nawet błaha rzecz.
Ale drobnostka do drobnostki i nagle sprawa robi się poważna...
Postanowiłam wrócić do mojej starej metody- pisania. 
Od dziś noszę ze sobą zeszyt, w którym notuję to jak się czuję, w jakim nastroju wstałam, co mnie ucieszyło/zdenerwowało i dlaczego. 
Ale najważniejsze jest zapisywanie posiłków- nie mam na myśli wyliczania co dokładnie i w jakiej ilości jadłam, ale jak się po tym czułam. 
A po co tak? Głównie chodzi o to aby "przepracować" w ten sposób negatywne odczucia- bo pisząc zawsze poświęcam tę chwilę na zastanowienie się co ewentualnie poszło nie tak i w jaki sposób mogłam albo mogę następnym razem temu zapobiec. 
A może najważniejsze jest poczucie, że coś się w ogóle robi w kierunku poprawy?

W każdym razie ja do tego teraz dążę i dzięki Waszemu wsparciu na prawdę poczułam się dużo lepiej! 
Tusen takk- dziękuję bardzo!

Żeby nie było tak poważnie wrzucam zdjęcia z ostatnich kilku dni, które minęły mi na przygotowaniach...:)


Standardowe pobojowisko w kuchni gdy ja "wkraczam do akcji"...Po bezmięsnym tygodniu w sobotę przyszła pora na konkretny obiad- wegetarianie- wybaczcie:)


W międzyczasie piekłam "Góry Świętokrzyskie"- bo Karpaty toto na pewno nie są...jeszcze nigdy nie udało mi się upiec wyrośniętej karpatki...Ale to nie waaadzi- i tak smakowała:)


A to wszystko dla mojego Przystojniaka, który w niedzielę miał URODZINY!!!:*


Ale niedziela to Jego dzień gotowania- nie ma przeproś! Biedak musiał maszerować do kuchni, ale akurat bez bólu bo on uwielbia wyczarowywać takie smakołyki:


Mi zupa buraczkowa nigdy taka nie wychodzi- w sumie to nawet nie próbuję jej robić bo wiem, że i tak nie mam się co równać z Adamem w kuchni. Musieliśmy sobie jakoś weekend uprzyjemnić bo to co się dzieje za oknem przyprawia o ciarki- szaro buro, wieje i pada...po białej zimie ani śladu. Nawet skoki na Holmenkollen odwołali buuu.

Co poza tym... jestem heppi bo zupełnie przypadkiem trafiłam na niepaloną kaszę gryczaną:) Już nie muszę się obawiać, że mi się skończy i będę musiała czekać do czerwca aż ją znowu dorwę w Polsce. Tzn nie żeby to mi się w jakichś koszmarach śniło czy nerwy mocno szarpało- po prostu dobrze wiedzieć, że mogę ją kupić na miejscu bo z kaszami w Norwegii nie jest tak łatwo. Po pierwsze trzeba rozszyfrować jak może się nazywać, bo norwesko- polski translator mocno kuleje, po drugie nie są tak popularne jak u nas. Jaglanki na przykład jeszcze nie spotkałam...

A na koniec moje dwa nowe "bziki": 
BZIK nr 1. PIECZENIE CHLEBA
W ciągu 2 tygodni powstały już trzy chlebki z czego jeden to mój ideał. Na dniach pewnie wrzucę przepisy:)


BZIK nr 2. DOMOWE MASŁO ORZECHOWE!
Czemu wcześniej go nie odkryłam???? Skład- orzeszki ziemne niesolone, odrobina soli morskiej:)


A już całkiem na koniec- zdaję sobie sprawę, ze pewnie nie będzie się Wam chciało kliknąć, ale w sumie wrzucam też dla siebie- piosenka, która wiele razy pomogła mi się podnieść:

Katarzyna Łaska "Bądź jak kamień"

Pozdrawiam!

Klem, klem:)

15 komentarzy:

  1. Zupq buraczkowa wygląda przepysznie, uwielbiam ten kolor :), ale Twoje góry jeszcze lepiej, ja tam widzę Karpaty :D
    Co do chleba to już tyle czasu planuję go upiec i ciągle nie mogę się zebrać, może spróbuję w najbliższy weekend.

    I wierzę, że Ci się uda, ale to już wiesz. Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam zupę z buraków, ogólnie kocham buraki pod każdą postacią :) A taką karpatkę zjadłbym z chęcią, bo uwielbiam ją, a tak dawno nie jadłem Ps. Trzymam za Ciebie mocno kciuki :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Skąd ten refleksyjno-negatywny nastrój ?? Pogoda czy nadmiar jedzenia ?? A do zupy z burakami używam kiszonych buraków - jest wtedy genialna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z kiszonymi ogórkami nigdy nie próbowałam- wiem, że Adam dodaje tylko sok z cytryny, ale to wystarczy, żeby było pycha:)

      Usuń
    2. HALO!! Nie ogórkami tylko BURACZKAMI :) Też kwaśne ... Może Ci się nastrój poprawi

      Usuń
    3. ahahaha, czytanie ze zrozumieniem się kłania:):)

      Usuń
    4. :) Spróbuj zakisić buraki :) To nic trudnego

      Usuń
  4. Kochana! Będę Cię wspierać już zawsze. Myślami i duchem. :*

    Zupę buraczkową lubię, ale sama robić nie potrafię. :D Może kiedyś się nauczę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Domowe masło orzechowe to jedno z najlepszych rzeczy jakie mogą być. <3
    Kurczę, na przepis czekam bardzo! Podrzucę pewnie babci i cioci, może w końcu znów co jakiś czas zacznę jeść pieczywo. :D
    Co do poprzedniego wpisu - zrobiłaś chyba najlepszą rzecz, przyznanie się / wyduszenie z siebie, czegoś takiego daje dobrego kopa i zdecydowanie wprowadza na dobrą drogę. Trzymam kciuki! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Kryję w sobie tajemnicę. Dziś ją zdradzę. Mam przygotowane 22 artykuły. Później będzie (prawie) koniec. Może będę pisał 1 artkuł raz na tydzień lub dwa tygodnie. Ciągłe pisanie źle działa na moje zdrowie, na mój wzrok. Po opublikowani tych 22 artów (nie częściej niż 1 dziennie) nie usunę bloga, lecz pozostanę z Tobą. Będę tu wpadał nadal. Może uruchomię projekt uboczny, czyli otworzę innego bloga i na nim pisał o moich treningach. Od kilku dni to chodzi mi po głowie. Jeszcze wczoraj stworzyłem jeden artykuł. Dziś się obudziłem i po prosu wyszedłem na miasto. Czułem się wolny. Już nie muszę przez kilka godzin pisać. Mogę robić co chcę. A tak w ogóle. Niespełna rok temu rozwaliłem porządnie kolano, a teraz jest już zdrowe, więc pewnie w piątek wrócę na siłownię. Mojego bloga raczej nie chcę zaśmiecać wpisami z treningów, ale nowy blog już utworzony...

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam karpatkę! Ale juz nie pamiętam kiedy ostatni raz ja jadłam, ten krem jest przepyszny i moja ciotka robi najsmaczniejszy pod słońcem!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mniam karpatka <3 nie gadaj, wygląda świetnie :D
    świetny plan przepracowanie problemów :-) trzymaj się :-) i dawaj znać :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z tymi kaszami to współczuję i nieco się dziwię, że są trudno dostępne.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chciałabym umieć tak szaleć w kuchni :) Chociaż dzisiaj zaszalałam w ramach śniadania i upiekłam placuszki. Kiedyś w życiu bym nie pomyślała, że rano będę zdolna do takich kulinarnych wyczynów i eksperymentów ^^ Zrobienie domowego masła orzechowego chodzi mi po głowie, boję się tylko, że mój blender mógłby nie dać rady i skończyć w ten sposób swój żywot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam blender "adzię badzię" i świetnie daje radę ale robię dłuższe przerwy- zresztą nie trzeba wcale długo mielić, wystarczy 3 razy po minucie:)

      Usuń