poniedziałek, 14 marca 2016

7 NORWESKICH BZIKÓW del 4

Dzień dobry poniedziałku! 
Nowy tydzień, nowe możliwości i czwarta notka o norweskich dziwactwach.
Na razie ostatnia, choć nie obiecuję:)
Poprzednie notki TU, TU i TU

A dziś zaczynamy od czegoś bardzo, bardzo norweskiego!

1. Bunad, czyli tradycyjny strój ludowy.
Mi osobiście polski strój ludowy kojarzy się z góralami i starymi babciami na wsiach.
A tutaj "bunady" posiada wielu, żeby nie powiedzieć większość Norwegów.
Są specjalne mini wersje dla dzieci, wielu nastolatków występuje w nich już na swoim norweskim "bierzmowaniu" i bardzo często zachowują go na wiele wiele lat- bo to nie jest szatka, którą się kupuje w pierwszym lepszym sklepie za kilka koron.
Każde "fylke", czyli województwo posiada swój szczególny wzór bunadu...



W ten sposób rozpoznajemy kto skąd pochodzi, choć i tak nie jest to łatwe bo występuje ponad 500 typów strojów narodowych.
W Oslo podobno wybiera się po prostu te najładniejsze i często najdroższe kostiumy- stolica w końcu:)
Norwedzy zakładają te stroje przede wszystkim na 17 maja- Święto Konstytucji, o którym pisałam w poprzednim poście TU.
Normalne też jest przychodzenie w nich na chrzciny, bierzmowania, a nawet śluby.
Zdecydowanie popularniejsze są kobiece wersje strojów- panowie mogą po prostu przyjść w gajerku:)
Do czego zmierzam...do ceny!
Bo tu chyba największa ciekawostka, która w zasadzie wcale mnie nie dziwi.
W kraju, w którym wynajęcie mieszkania w stolicy kosztuje przynajmniej 6 tys zł miesięcznie, taki bunad z ręcznie wyszywanymi haftami, koronkami i biżuterią musi się odpowiednio cenić...
"Tanie" wersje kosztują ok 17- 25...tysięcy koron- czyli ok 8 -12 tys zł.
Te "droższe" dostaniemy i za 60- 80 tysięcy koron:)
Toż to kilka torebek Szanel...a mimo to chyba każda Norweżka chce mieć piękny bunad w swojej szafie...torebki i tak sobie kupi, najwyżej troszkę później:)

2. Dialekty
Pamiętam jak pierwszy raz w życiu usłyszałam na żywo prawdziwego Ślązaka...heee?
No ok, z Góralami też mam czasami problem, a Kaszubi to już w ogóle inna bajka.
Przyznam, że i na mojej rodzinnej wiosce nie każdego rozumiem:)
Ale Norwegia to już inna bajka.
Występuje tutaj 5 głównych dialektów podzielonych wg części kraju- wschód, zachód, północ południe i środkowa Norwegia.
Ale to nie wszystko, między każdym większym miastem występują różnice w wymowie, akcencie, intonacji...a wieś to już w ogóle swoim językiem gada:)
Znalazłam bardzo fajną stronkę z porównaniem tego samego tekstu w 55 różnych miejscach- TUTAJ Wiem, że Ci się nie chce ale to zajmie 10 sekund- sprawdź na 2 dowolnych przykładach jakie są różnice w wymowie:)
...powiem jedno- MASAKRA.
Ja już nie dziwię się, dlaczego Norweg Norwega zrozumieć nie może i przestałam się przejmować jeśli ja nie wiem co mówi przybysz z innego województwa:)

3. Bomstasjon
Zmora kierowców xD
W Norwegii, jak w większość krajów, niektóre odcinki dróg są płatne.
W brew pozorom podróżowanie po tym kraju jest tańsze niż przejazd Autostradą "Wolności" z Łodzi do Poznania...
Ale... no właśnie, zawsze jest jakieś ale:)
Na rogatkach każdego większego miasta znajdują się "bramki"- punkty automatycznego poboru opłat za wjazd i wyjazd z miasta.
Koszt to 32 korony lub 16 za "bramkę połówkę".
Te opłaty są stałe- tzn nie zostaną zniesione np gdy koszt budowy drogi się zwróci- one mają na celu zniechęcić kierowców do poruszania się własnymi autami xD.
Tak, tak, Norwedzy to eko-świry, chcą skłonić podróżujących do korzystania z transportu publicznego i powiem szczerze, że w bardzo wielu przypadkach właśnie tak to działa.
Jeżdżąc każdego z obrzeży miasta do centrum musimy się liczyć z ok 1000 koron opłaty za przejazd, doliczając paliwo i ewentualny parking dużo taniej wychodzi kupić bilet miesięczny, zwłaszcza że transport publiczny jest bardzo dobrze zorganizowany.
My na szczęście jadąc do centrum nie mamy na swojej drodze bramki, ale chcąc odwiedzić np Holmenkollen zaliczamy 1,5 bomstasjon- czyli płacimy 48 koron (ok 22 zł)
Szukając mieszkania ważnym czynnikiem jest to czy znajduje się ono przed czy za bramkami:)
Każdy mieszkający tu na stałe zamawia specjalny czujnik mocowany na szybie oraz  rejestruje się na stronie poboru opłat. W ten sposób bramki naliczane są automatycznie podczas przejazdu (świeci się zielony +) a rachunek przychodzi na norweski adres.
Gdy jesteśmy przejazdem i nie mamy czujnika zapala się czerwony +, a rachunek przychodzi do kraju zameldowania.


4. Loppemarked
To moim zdaniem bardzo pozytywny bzik.
Norwedzy nie lubią wyrzucać rzeczy- co tylko się da oddają do miejsc, gdzie mogą zostać ponownie wykorzystane.
Do tego właśnie służy loppemarked.
A co to takiego? PCHLI TARG:)
Są one najczęściej organizowane przez szkoły, dochód przeznaczany jest na określone cele szkolne.
Na takim loppemarkedzie znaleźć można prawdziwe skarby- począwszy od mebli, ubrań, akrykułów do kuchni, po książki, obrazy i całą tonę innych rzeczy, które sprzedawane są za symboliczne kwoty a mogą posiadać w rzeczywistości sporą wartość.
My "zajrzeliśmy" na takie wydarzenie raz, ale to był ostatni dzień i wszystko co ciekawsze zostało wyprzedane bo løpy cieszą się w Norwegii dużą popularnością.
O najbliższych organizowanych pchlich targach dowiedzieć się można przede wszystkim na stronach internetowych i z rozklejanych wcześniej ulotek:)


5. Tacofredag- taco-piątek:)
Dla mnie to totalnie niepojęte...Norwedzy uważają taco, za swoje danie narodowe...
Mało tego każdy piątek należy do tej meksykańskiej (a nie norweskiej xD) potrawy...
W każdym sklepie znajdziesz cały regał z tortillami, przyprawami, sosami itp
A najlepsze jest to, że nigdy w życiu tego nie jadłam:) 
Nie wiem nawet dokładnie jak się toto przygotowuje, jakich przypraw używa a widok tych żółtych, sztywnych muszli z ciasta czy taco-chipsów mnie po prostu odstrasza. 
Nie lubię też tortilli xD 
Niech sobie Norwedzy urządzają taco-piątki, ja pozostanę przy rybce:)


6. Barnehage- norweskie przedszkole
Do przedszkola chodzi każde norweskie dziecko.
Większość z nich trafia tam zaraz po zakończeniu urlopu macierzyńskiego czy tacierzyńskiego- czyli najczęściej jako roczniak:)
Niektórzy rodzice czekają do 2 urodzin pociechy ale to już ostatni dzwonek.
Państwo musi zadbać aby każde dziecko dostało miejsce z barnehage.
Jak tylko taki mały smerf nauczy się chodzić zaczynają się wycieczki- bo dzieci rzadko siedzą w budynku przedszkola. 
Widok maszerujących (w niewiadomym mi celu) grup takich maluchów nie jest niczym dziwnym.
Dzieci noszą specjalne wodoodporne kombinezony ponieważ chodzą ciągle na wycieczki, przesiadują w piaskownicy, taplają się w wodzie- żyć nie umierać!
Życie w barnehage to ciągła zabawa, dzieci są wychowywane bardzo delikatnie. 
Nie można na nie podnieść głosu, trzeba spokojnie wyperswadować pewne zachowania, wyjaśnić czemu tak i tak się nie postępuje...
Tak nam opowiadała nauczycielka na kursie. 
Stwierdziła też, że swojego przyszłego dziecka chyba do barnehage nie odda, bo wyrośnie z niego zbyt wrażliwy mazgaj:)
Ale ona jest wybuchową Pakistanką a nie stateczną Norweżką, więc się nie dziwię:)

7. Brunost
Na koniec moje ukochane, najpyszniejsze!
Tak lubię norweski "brązowy ser", że aż go nie kupuję:)
Bo to grozi jedzeniem go na śniadanie, obiad i kolację!
W sumie to nie pamiętam czy czasem o brunoście już nie pisałam w poprzednich bzikach? 
Być może:) Nie chce mi się sprawdzić bo już mi się oczy kleją:)
W każdym razie- Ty Polaku, który nigdy w Norwegii nie byłeś i nie miałeś możliwości spróbowania tego cuda- ŻAŁUJ!:)
Ser ten jest słodkawy, karmelowy- wykonany z mleka krowiego i częściowo koziego. 
Jest bardziej miękki niż żółty ser i dosłownie rozpływa się w ustach.
Nigdy nie jadłam go na kanapce- zawsze plasterki solo:)
Tego sera nie produkuje się nigdzie indziej- tylko w Norwegii i jest on prawdziwą dumą tego kraju:)
Być w kraju fiordów i nie spróbować brunosta to jak pojechać do Londynu i nie widzieć Big Bena;)
Aaaaaj, smaka sobie narobiłam!

TASTY!


Co sądzicie o Norwegach?
Dadzą się lubić?:)

Pozdrawiam!
Klem, klem:)

17 komentarzy:

  1. Mija ulubiona seria! :D
    Mogłabym spędzić każdy piątek w Norwegii ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przesłuchałam wszystkie ścieżki z tej strony, i faktycznie ciężko się połapać :D Chociaż ja przyzwyczajona jestem, na Podlasisu mówi się po chachłacku i w każdej wsi inaczej. Mieszanka polskiego, białoruskiego, ukraińskiego i rosyjskiego, hawarymo pa swajomu! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Znowu wiele ciekawych rzeczy się dowiedziałam o Norwegii :)
    Brunost bardzo mnie ciekawi, chociaż nie lubię słodkich serów ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brązowy ser? Ach szkoda, że nie ma go w Polsce :( musi ciekawie smakować. Co do norweskiego taco piatku to nie totalnie zaskoczyłaś, kto by pomyslał, że to danie narodowe ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam rodzinę z Podlasia, mówią całkiem inaczej niż mówi się na Śląsku, gdzie sama mieszkam ;) Więc z tymi dialektami się nie dziwię. Pracowałam też kiedyś w wakacje z Kaszubami i śmieszne sytuacje z tego wychodziły ;)
    Stroje ludowe mają naprawdę piękne, najbardziej podoba mi się chyba opcja 1 i 7, chociaż nie wyobrażam sobie dać za coś takiego taką sumę pieniędzy. Ale jak wiadomo, co kraj to obyczaj ;)
    O taco-piątkach słyszałam, a że sama uwielbiam meksykańskie jedzenie to pewnie bym tam z głodu nie umarła ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też lubię mega bardzo tę serię!
    Brązowy ser o takim smaku…? Kurczę, aż jestem w stanie sobie wyobrazić, że mógłby on być pierwszym serem, który mogłabym zjeść!
    Piątkowe taco? :D Mi się to podoba! :D Meksykańską kuchnię bardzo lubię! Głównie dlatego, że sporo w niej pikantności. :D
    Odpaliłam te dialekty - ludzie to naprawdę utrudniają sobie życie. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię sery więc i ten przypadł by mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja czasami nie rozumiem jak mój sąsiad mówi do mnie a on jest poznaniakiem i ja jestem poznanianką. Podoba mi się fakt kultywowania języków mniejszościowych oraz dialektów. Tak jak w Walii. Nagle ludzie zaczęli uważać walijski ja coś co jest dla nich ważne. I tak powinno być!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna garść ciekawostek :) Norwegia to jak dla mnie kraj-zagadka :D

    OdpowiedzUsuń
  10. O! ale tym serem nam smaka narobiłaś! Nie jadamy serów ale kozie wyroby kochamy oraz wszystkie niebanalne produkty, więc czujemy, że i nam by zasmakował :D

    OdpowiedzUsuń
  11. kozi ser bym zjadła, uwielbiam norwegię, czytać o niej, oglądać zdjęcia, jest w niej jakaś magia.


    PS u wilksyty wspominałaś o brownie w proszku, o jakim pisałaś jeśli mogę spytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to brownie, które nie jest raczej w Polsce dostępne bo nie mamy firmy Toro
      Dokładnie takie:
      http://www.toro.no/Vaare-produkter/Dessert-og-bake/Toro-Brownies

      Usuń
  12. sery seru i jeszcze raz sery ! Lubię to

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo chętnie odwiedziłabym Norwegię! :) Jakoś mnie ciągnie w te skandynawskie strony. Nawet często porzeglądam ceny lotów razem z przyjaciółką :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Od niedzieli miałem poważne problemy z siecią, ale wróciłem i znów będą mnie wszyscy nienawidzić!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta seria jest świetna, zawsze z chęcią czytam :-)
    staram się nie jeść nabiału, ale taki serek z chęcią bym spróbowała :D

    OdpowiedzUsuń