poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Rok z Chrupem!

Z jednej strony nie dociera do mnie, że to już rok,
z drugiej wydaje mi się, że jest w moim życiu od wielu wielu lat.
Siódmego sierpnia przybył do Potarganej Chałupki w kieszeni spodni mojego brata.
Dokładnie rok temu ten mały promyczek pojawił się i zmienił tak wiele.
Czasem gdy zaczynam się zastanawiać jak wiele szczęścia wniósł w moje życie,
zaczynam się bać, że jest coś ze mną nie tak.
Bo to przecież "tylko królik", jak mówią mi niektórzy.
A dla mnie to moja mała kochana kuleczka, 
mój pocieszacz, rozweselacz, najlepszy antydepresant.

Nie zliczę ile przez ten rok przegryzionych kabli było, 
ile zasikanych pościeli i bobków na kanapie.
Nie zliczę też ile razy przez ten rok uśmiechnęłam się dzięki niemu,
ile razy zostałam polizana i ile razy ciepłe puchate ciałko wtuliło się w moje ręce.

Nie przypuszczałam, że taki mały smrodek tak wiele w moim życiu zmieni.
To dzięki niemu zaczęłam inaczej patrzeć na mięso i zostałam wegetarianką.
Dzięki niemu uwrażliwiłam się bardzo na los zwierząt, natury i moje relacje z otoczeniem.
To jego biorę na ręce gdy jest mi źle a on mnie po tych rękach liże zamykając oczka.

Chrupek, zwany Chrupencjuszkiem i Kemensem (klem, klem:)), zwany też czasem dupkiem, smrodkiem i gałgankiem:)
Jak ja się cieszę, żeś ty się Chrupu w moim życiu pojawił!:):)
Bardzo, bardzo!



piątek, 4 sierpnia 2017

Dolina Chochołowska, Zakopane i moja miłość do GÓR:)

Urodziłam się z widokiem na Góry Świętokrzyskie.
Niskie bo niskie ale bardzo urokliwe.
I tak przywykłam do tych pagórków moich kochanych, 
że wszystkie wycieczki i nowe miejsca oceniałam pod kątem "czy było płasko czy nie".
"Za młodu" nie podróżowałam jednak wiele.
Pierwsza moja wycieczka w polskie góry to były Pieniny, Niedzica i taras widokowy na Tatry.
I jak ja wlazłam na ten taras i pierwszy raz na żywo zobaczyłam ośnieżone szczyty, 
stałam zamurowana.
Inne dzieci rozbiegły się szybko po straganach a ja stałam i gapiłam się dalej.
Bo miałam fioła na punkcie gór.

Potem była wycieczka do Zakopanego.
Nie pojechałam bo wiedziałam, że mama nie ma kasy a ja nie chciałam jej obciążać dodatkowym wydatkiem.
Powiedziałam, że klasa idzie do kina ale na głupi film i ja wolę zostać w domu.
Ależ to przeżywałam! 
Jak mi było szkoda!
Dlatego gdy 4 lata temu Adam pierwszy raz zabrał mnie do Zakopanego zakochałam się na maxa.

Mieliśmy w tym roku jechać na Chorwację.
Stwierdziliśmy jednak, że nie chce nam się gonić 1200 km.
A do Zakopca jest przecież tylko 200:)
To już prawie nasza coroczna tradycja i jestem pewna, że nigdy mi się nie znudzi:)