czwartek, 15 października 2015

Słów kilka o tym JAK RZUCIŁAM PALENIE

Nigdy nie paliliście papierosów? I chwała Wam za to! Nie sięgajcie nawet po jednego "żeby zobaczyć jak to jest", "bo koledzy patrzą", "żeby przyszpanować" itp

Paliliście ale rzuciliście? SZACUN!!!

Jesteście w szponach nałogu? Współczuję,...

 Odkąd pamiętam byłam wielką przeciwniczką tego (w zasadzie każdego) nałogu. Jako dziecko nawdychałam się wystarczająco dużo dymu bo mama paliła. Rzuciła jak miałam 10 lat, poszła na akupunkturę gdzie przebijali jej ucho cieniutkimi igłami. Pomogło mimo, iż po latach przyznała się, że i tak  było jej bardzo ciężko, ale silna wola zwyciężyła. Bardzo często powtarzała mi: "Lenka pamiętaj, nigdy przenigdy nie bierz się za ten wstrętny nałóg, wychodzenie z niego jest bardzo trudne"..."No co ty mamo, ja tego nie cierpię, wiesz dobrze, że duszę się jak ktoś przy mnie pali..."

Taaa...

Zaczęłam palić mając prawie 21 lat i wcale tego nie planowałam, nikt mnie nie namawiał, nie próbowałam nikomu w ten sposób zaimponować...
Nawet pamiętam datę- 23 stycznia 2009 roku. Papieros leżał w domu na lodówce- mój brat go tam zostawił- przy mamie nigdy by tak nie zrobił ale właśnie mijały 2 tygodnie od kiedy ją pożegnaliśmy...Nie zaczęłam palić z rozpaczy- tylko żeby wkurzyć mamę, żeby ją sprowokować. Teraz wydaje mi się to głupie ale wtedy....wtedy mój mózg nie funkcjonował jak należy. Pomyślałam, że jak zapalę to mama mi się przyśni- po to żeby na mnie nakrzyczeć ale przynajmniej ją zobaczę. Byłam w totalnej rozsypce. Jasne, że to nic nie dało- nie przyśniła mi się tamtego wieczoru a dopiero kilka miesięcy później i nawet nie była zła, uśmiechała się mimo, że ja wciągnęłam się  palenie na dobre.
Przez pierwszy rok to było max 6 fajek dziennie. Kiedy po 2 latach zorientowałam się, że wypalam już prawie paczkę kupiłam polecanego przez kuzynkę E-PAPIEROSA

Myślałam, że e-papieros pomoże mi w rzuceniu palenia. 
Nie tylko NIE POMÓGŁ a uzależnił mnie jeszcze bardziej! Musiałam mieć go ciągle przy sobie a najchętniej to bym go od ust nie odejmowała...I co z tego jak potrafiłam palić liquid bez nikotyny jeśli i tak czułam przymus "palenia" a płyny były pełne chemii.

Gdy przeglądam stare zdjęcia na 80% trzymam w dłoni e- papierosa:



Rok temu, gdy po wakacjach wyjazd do Norwegii zbliżał się wielkimi krokami, postanowiłam "coś z tym fantem zrobić". Nie miałam ochoty znowu zamawiać tony liquidów, grzałek i martwić się czy nie będzie kontroli na granicy ( płyny do e-papierosa traktowane są jak zwykłe fajki) i czy czasem w Norwegii mi tych liquidów nie braknie, czy bateria się nie zepsuje bo co ja wtedy zrobię- w Norwegii sprzedaż e-papierosów jest zakazana.

Jestem leniem, nie chciało mi się samej męczyć. Poszłam więc bez namysłu i planowania do apteki i kupiłam Desmoxan.
Teraz wiem, że opinie są podzielone- wcześniej kierowałam się tylko ciągłymi reklamami tego środka w tv, Stwierdziłam, że o 50 zł (podobno teraz kosztuje 90) nie zbiednieję w razie niepowodzenia. 
Jedni mówili, że tabletki nic mi nie pomogą, drudzy, że co to za "oszukane" rzucanie- powinnam odstawić e-papierosa bez gadania i tyle- jednym słowem chyba nikt we mnie nie wierzył hehe:)
Przez pierwsze 3 dni kuracji mogłam palić ale ograniczać. Specjalnie na ten czas odstawiłam elektronika na rzecz zwykłych fajek żeby widzieć ile faktycznie wypalam. Pierwszy dzień- 10, drugi- 6, trzeci- 3, czwarty- ZERO!!! I tak do dziś!

Jasne, że chciało mi się "jarać" ale zdecydowanie mniej niż przy moich próbach rzucania bez tabletek. Pierwszego dnia bez papierosa spakowałam wszystkie swoje bajery do e-palenia i zawiozłam cioci- ona ucieszona bo zaoszczędziła trochę pieniędzy a ja spokojniejsza bo ten elektroniczny dziad nie będzie kusił:)

To były ostatnie wakacje z e- papierosem w ręce:



Do Norwegii zamiast liquidów zabrałam tony landrynek (tutaj bardzo ciężko kupić "twarde" cukierki) 2 kg pestek słonecznika i 2 kg pestek dyni:)
Przez pierwsze 2 miesiące non stop musiałam coś "skubać", było ciągłe podjadanie ale i dużo ruchu dlatego przytyłam max 5 kg i uważam, że to genialny wynik:) 
Po ponad roku zapomniałam, że w ogóle paliłam. Co z tego, że te 5 kg wisi na mnie nadal- JESTEM WOLNA!
Czasem myślę, że może to i lepiej, że zaczęłam palić bo uczucie po rzuceniu zakończonym sukcesem jest FENOMENALNE. To jak dostać nowe życie! Nie śmierdzę, nie mam poplamionych spodni liquidem, nie muszę już biegać z ładowarką do e-papierosa a do tego zaoszczędziłam przez ten rok kupę kasy!

To nie jest reklama tabletek- ale mi akurat one pomogły i polecałam je już wielu moim znjomym. 
Uwierzcie mi- każdy sposób jest dobry żeby rzucić to dziadostwo- a jeśli jakiś się sprawdza to trzeba się nim dzielić z innymi bo najważniejsze to próbować! Ci, którzy we mnie nie wierzyli, "wróżyli" mi rychły powrót do nałogu i wyśmiewali to, że sama nie potrafię rzucić tylko ratuję się jakimiś przereklamowanymi tabletkami- wiele z tych osób paliło i pali nadal a mi teraz po cichu zazdroszczą bo...
od 1 roku, 2 miesięcy i 5 dni NIE PALĘ!!!

A ja jestem z siebie dumna:):)

Klem, klem:)









14 komentarzy:

  1. Dobrze, że nie palisz, jest to największe świństwo jakie może być!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę tylko pogratulować, ale alkohol jeszcze gorszy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję zerwania z nałogiem, ja na szczęście nigdy nie skusiłam sie by zacząć palić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Paliłam 6,5 roku i rzuciłam na 1,5 całkowicie i tylko i wyłącznie z własnej woli, od zeszłego roku niestety zjadał mnie stres sesyjny i inne wymówki i zaczęłam popalać, co prawda rzadko kupuję paczkę, ale jednak. Teraz od kilku tygodni nie palę i mam nadzieję, ze tak już zostanie. Gratuluję! Wiem jak wredny jest to nałóg

    OdpowiedzUsuń
  5. No kochana - paliłam paliłam od liceum , doszłam do półtorej paczki dziennie i ponad 10 lat temu rzuciliśmy razem z mężem z dnia na dzień i od tego czasu nie miałam papierosa na twarzy :))))) I wrócił smak, węch , apetyt (niestety) i ogólnie mam lepszą kondycję i samopoczucie

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zaczęłam palić pod koniec liceum, tak dla towarzystwa. Po papierosy sięgałam głównie na imprezach i spotkaniach ze znajomymi i trwało to gdzieś z 2 lata, aż wreszcie powiedziałam sobie dość. Bo po co mam palić na imprezie skoro potrafiłam nie kurzyc przez dwa tygodnie przed nią? Na początku od czasu do czasu jeszcze zdarzało mi się wychodzić na "dymka" ze znajomymi, ale ostatecznie ostatniego papierosa zapaliłam w zeszłoroczne wakacje i od tamtej pory zdecydowanie lepiej się czuję, przede wszystkim psychicznie, gdyż w pewnym momencie zaczęł mnie dopadac nieprzyjemne myśli o chorobach związanych z paleniem :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja paliłam po półtorej paczki dziennie - więc wyobraź sobie moje męki przy rzucaniu

      Usuń
  7. Podobnie jak Jaspis, popalałam w liceum i rok po. Jednak nigdy nieczułam się uzależniona. Paliłam raczej w przerwach między lekcjami, na imprezach - dla towarzystwa. Jestem kompletnie uodporniona na odżywki - obym przekazała to w genach :P A Tobie gratuluję, oby tak dalej! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, ja też nigdy nie czułam się uzależniona, nie miałam tego odruchu, że mogę zapalić. Jak pisałam, mogłam nie palić nawet i miesiąc, od powiedzmy jednego spotkania ze znajomymi do drugiego. Nieco to dziwne. Może to uzależnienie po prostu tak bardzo powolutku sobie kiełkowało? W takim razie cieszę się, że nawet z tym okazyjnym popalaniem udało mi się przestać w odpowiednim momencie :)

      Usuń
  8. Ja na dobre rzuciłam na krótko przed ciążą, wcześniej też kopciłam elektryka. U mnie zwolnił metabolizm, musiałam leżeć w ciązy w łóżku, bo była zagrożona i przytyłam :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja na szczęście nauczyłam się na błędach rodziców i od 22 lat, czyli od urodzenia, nie palę :) I nie zamierzam. Tobie gratuluję, bo wiem, że to ciężkie wyzwanie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też jestem z Ciebie dumna :*! to straszne uzależnienie. Mój chłopak walczy z nim raz na jakiś czas i ciągle wraca. Ja się nigdy nie wciągnęłam, więc mogę się tylko wczuć jak to jest.

    OdpowiedzUsuń
  11. brawo! ja nie paląca od zawsze i marzę by moi teściowie rzucili papierosy ale niestety nie są reformowalni

    OdpowiedzUsuń
  12. Zafajczyłam raz jeden, siostra miała potwornego doła i tak się krztusiłyśmy jednym papierosem ;) Nieraz sobie pomyślę, że jak stres jest duży, to może by coś...ale jednak nie. Za duży smród, szkoda zdrowia a i kasy na nałóg brak :D Gratuluję porzucenia tego świństwa :)

    OdpowiedzUsuń