czwartek, 23 lutego 2017

Tydzień w zdjęciach

I znowu mnie nie było a być miałam!
Znowu gdzieś tam lenia blogowego złapałam i jestem o to zła na siebie strasznie ale z drugiej strony tak sobie myślę, że nie jest to też jakiś wielki problem dla mnie:)
Tak to już jest, że raz coś nam się chce a raz nie, nie ma co dramatyzować:)
Mam teraz przynajmniej kilka rzeczy do pokazania, zwierza jednego szczególnego też zobaczycie obowiązkowo, trochę dobrego jedzonka i norweskich klimatów.
Tydzień, a w zasadzie prawie 10 dni w zdjęciach.
No to goł:)



Na początek musi iść shepherd's pie w wersji wegańskiej, obiecany już tydzień temu Ervishy:):)
Nie żebym kiedykolwiek jadła mięsną wersję i chciała porównywać-bo nie jadłam, ale byłam w posiadaniu wszystkich składników więc stwierdziłam, że upiekę tego paja:)
Jakie to pyszne wyszło!
Oryginalny przepis znajdziecie TU




SHEPHERD'S PIE w wersji wegańskiej

FARSZ:
1 szkl suchej soczewicy (użyłam zielonej)
1 średni batat (lub 2 marchewki)
2 łodygi selera naciowego
pół szklanki mrożonego groszku (zapomniałam dodać xD)
2 cebule
2 ząbki czosnku
2 łyżki koncentratu pomidorowego
1 łyżka sosu sojowego
odrobina oleju do podsmażenia
pół łyżeczki suszonego tymianku (lub cała świeżego)
szczypta wędzonej papryki
woda lub wywar warzywny do podlewania (ok 200ml)

WIERZCH:
300 g ziemniaków
100 ml mleka sojowego
odrobina wegańskiej margaryny (pominęłam)
2 szczypty gałki muszkatołowej
sól, pieprz



Soczewicę namocz na kilka godzin, wypłukaj i ugotuj al dente w osolonej wodzie.
Cebule pokrój w półplastry, podsmaż na odrobinie oleju. 
Dodaj pokrojonego w kostkę batata i seler naciowy i duś pod przykryciem na małym ogniu podlewając od czasu do czasu wodą lub bulionem.
Gdy warzywa lekko zmiękną dodaj soczewicę, drobno posiekany czosnek, opcjonalnie groszek, sos sojowy, paprykę wędzoną, tymianek i przecier pomidorowy. 
Duś pod przykryciem ok 15 minut.
W osobnym garnku ugotuj ziemniaki i dokładnie utłucz lub zmiksuj dodając mleko sojowe, gałkę muszkatołową i opcjonalnie margarynę (ja dałam łyżeczkę oleju)
Piekarnik nagrzej do 180 stopi.
Do naczynia żaroodpornego wyłóż gotowy farsz a na to rozprowadź puree ziemniaczane.
Piecz ok 25 minut aż puree zacznie brązowieć i chrupać niczym Chrupek:)
Zajadaj!


Adam nie chciał tknąć mojej zapiekanki mimo, że zapewniałam go, że wyszła pyszna.
Zapodałam więc focha na cały wieczór.
Następnego dnia po pracy przyszedł i sprawił, że szybko się odgniewałam.
"owocki ci przyniosłem"
On wie jak mnie udobruchać:)



Aż trudno uwierzyć, że czekałam na walentynki a tu już prawie 10 dni temu były.
Jak ten czas leci!
Na walonetynki poczyniłam placek, rzadko się to w środku tygodnia zdarza i równie rzadko placek jest w kształcie serca:) 
Wyszedł brzydki, był totalną improwizacją i Adam zjadł tylko 1 kawałek ale i tak wart jest pokazania bo smakował świetnie- ale dopiero na drugi dzień:)
Dałam 200 gram mąki orkiszowej, 50 gram zwykłej pszennej, 80 g ksylitolu, łyżeczkę proszku do pieczenia, 4 łyżki oleju kokosowego, garść suszonej żurawiny, pół szklanki mleka roślinnego (sojowe z kauflanda), pół szklanki wody, duuużo kakao (przynajmniej 5 łyżek dałam), łyżka kruszonego kakao. Wszystko wymieszałam i wlałam do silikonowej formy z ikei:)
A polewa to pół tabliczki czekolady truskawkowej, łyżka kakao i łyżka oleju koko.
W dniu pieczenia czyli w walonetynki smakował mi jakoś tak mdło, nie czułam kakao mimo, że dałam go sporo. 
Ale następnego dnia...mniam!
Może czasu potrzebowało:)
Adam już nie chciał próbować więc zjedliśmy cały ja i współlokator:)



Niedziela, dzień celebrowania posiłków, na których przygotowanie i zjedzenie mamy więcej czasu niż zwykle.
I tak oto pierwszy raz przygotowałam TOFUcznicę czyli wegańską wersję jajecznicy.
Sekret tkwi w czarnej soli, która ma jajeczny posmak i płatkach drożdżowych przypominających troszkę ser.
Oczekiwania były duże i chyba za duże bo jednak tofu będzie u mnie gościć w zapiekankach, gulaszach czy po prostu smażone w kawałkach.
Tofucznicy podziękuję:)
Ale spróbowałam a to się liczy:)



W niedzielę musi być u nas obowiązkowo spacer.
8-kilometrowy po mojej ulubionej trasie biegowej.
Teraz niestety nie biegam (nie mam kompletnie weny) ale musiała zobaczyć moje jezioro skute lodem.
Dziwne to wrażenie zamiast kaczek podziwiać pielgrzymki Norwegów spacerujących przez jezioro:)



No i musi być rosół.
Odkąd nie jem mięsa widok pływającego tłuszczu z kurczaka jakoś mnie odpycha, dlatego nie mam ochoty na coniedzielny rytuał każdego Polaka.
Ale wyłowionymi warzywami nie pogardzę:)
Także taka jest moja wersja rosołu:)



A już na koniec moje świrowanie z tego tygodnia.
Puste metro, można siadać gdzie się chce choć mnie taki widok trochę przeraża- metro widmo:)
Ps. wagony zaprojektowane przez Porsche Design Studio xD
I albo nie są niszczone albo wszelkie ślady wandalizmu są bardzo szybko usuwane ale domyślam się, że nikt nie chce ryzykować bo wagony są okamerowane a i ochrona często niespodziewanie się pojawia.
Ciekawostką jest to, że tylko kilka przystanków w ścisłym centrum jest pod ziemią. 
Tam łączą się wszystkie spośród 5 linii. 
80% tras jest naziemnych i można napawać się na prawdę pięknymi widokami:)
Znam je na pamięć a i tak się napawam xD



Poniżej reklama jednej z dwóch (tylko 2!) firm mleczarskich w Norwegii.
Kiedyś nie zwróciłabym na nią uwagi, teraz gdy unikam krowiego mleka jestem wyczulona na manipulacje.
Norwedzy uwielbiają mleko i nabiał ogólnie.
Uwielbiają też dlatego, że jest tylko norweski a wszystko co norweskie jest najlepsze, najzdrowsze itp
Dlatego czytamy:
"Być może najlepsze mleko na świecie- w drodze do ciebie"
I tu nikt nie zwróci uwagi na to asekuracyjne "być może":)
Ja dziękuję.



Poniedziałkowe zakupy na ulubionym targu:)
To stąd pochodzą wszystkie warzywa i owocki jakie widać na moich selfie z Chrupem hehe.
No prawie wszystkie, jabłka i marchewki kupuję w supermarkecie:)
Ale dziś się zdenerwowałam.
To co się da pakuję luzem bez foliówek.
Dziś byłam w pobliżu i przy okazji zrobiłam malutkie jak na mnie zakupy bo dosłownie 4 pomarańcze, z 5 pomidorków i 3 sztuki kiwi.
Przy kasie jedna z pań (za którą akurat nie przepadam) powiedziała, abym następym razem zapakowała produkty w torebki.
Jesssu, człowiek stara się nie produkować tylu śmieci, a tutaj babie przeszkadza, że musi zgarnąć ręką 4 pomarańcze na wagę...
Następnym razem wezmę kilka starych foliówek z domu...


A tak przywitała nas środa!
A ja dosłownie dzień wcześniej rozmyślałam nad tym, że już wiosnę w powietrzu czuję:)
Dziś już trochę stopniało ale zanim wyczekiwana wiosna się pojawi to jeszcze sporo takich śnieżnych dni może nas tu w Oslo czekać. 
Takie są uroku Skandynawii:)






No i Chrupek!
Chrup zawsze musi być:)





Na Panciu mu się bardzo wygodnie siedzi:)
O dziwo Pancio lubi jak go tak Chrup ugniata.
Na początku udawał że Chrupa nie lubi a teraz tylko "no wpuść go na łóżko".
Cieszy mnie ta zmiana podejścia i nawet jestem wstanie zaakceptować fakt, że Adam przechrzcił Chrupa na Kemensa i nie ma zamiaru słuchać moich protestów:)
Więc oto przed Wami (Chrupek) Klemens:)



A już tak całkowicie na koniec tłustoczwartkowe wegańskie faworki smażone w środę:)
Wyszły naprawdę super bez dodania żółtek i alkoholu z mlekiem roślinnym zamiast zwykłego.
A co najlepsze- zjadłam tylko 3 sztuki i wcale nie mam chrapki na więcej mimo, ze faworki bardzo lubię:)
Czyżbym jednak posiadała jakieś minimalne ilości silnej woli?:)
Biedni Norwedzy nie mają pączkowo-chrustowego zwyczaju.
Oni jedzą swoje "fastelavnsboller" czyli bułeczki drożdżowe przełożone kremem ze śmietanki i dżemem.
Nie wiem, nie jadłam, nawet jednej bułeczki dziś nie widziałam więc nie miałam jak spróbować a piec jakoś mi się nie chce:)
Mam faworki:)



Dziś nie zjadłam nawet jednego ale nadrobiłam podjadanymi nerkowcami:)

A Wy ile dziś słodkości zjedliście????:)

Pozdrawiamy!
Klem, klem:)

22 komentarze:

  1. Shepherd's pie wygląda obłędnie, dawno nie robiłam. Ciastem też bym nie pogardziła - patrząc na składniki by mi chyba smakowało, podobnie jak tofucznica :)
    A w czasach gdy jeszcze jadłam mięso, też wyjadałam warzywa z rosołu, sam rosół średnio mi smakował i wolałam makaron z cukrem :)

    A co do pączków, to dzisiaj nie jadłam (jadłam 2 pieczone, ale to bardziej drożdżòwki), ale na jutro mam 1 wegańskiego :D
    I pozdrowienia dla Chrupka Klemensa ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wegańskie pączki są łatwe do zrobienia ale nie miałam alkoholu i bałam się ze za bardzo nasiąkną tłuszczem. Kiedyś spróbuję jak trochę wódki uchowam:)

      Usuń
  2. Ważne, żeby blogowanie cieszyło. A czasem nawet taki mały leniwiec w człowieku jest potrzebny, aby złapać oddech, zdystansować się i powrócić z nową energią.
    Oooo, ileż tam śniegu! Ja już zapomniałam o jego istnieniu i mam nadzieję nie będę sobie przypominała do następnego sezonu zimowego.
    A Chrupek - słodziak przeuroczy! Mój kotek (właściwie to kotka) też najbardziej lubi "ugniatać" pancia i pancie ;) Skąd ja to znam. Och, te nasze zwierzaki przesłodkie.
    Ja na pączka i faworki się skusiła, ale nie objadłam niemiłosiernie, więc nie mam wyrzutów sumienia.
    Pozdrowionka cieplutkie i udanego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też nie objadłam się faworkami-aż się dziwię:):)

      Usuń
  3. No jasne jak foch to foch ale ja bym sama tej zapiekanki spróbowała - zmulił mnie tłusty czwartek - za dużo pączków

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem każdemu się nie chcę :D Nie trzeba siebie zmuszać, zwłaszcza jeśli ma się inne sprawy na głowie. Poza tym blogowanie ma być przyjemnością :)

    Dziękuję za przepis - to miłe, że pamiętałaś :) Teraz sobie przypominam, ze już jadłam taką zapiekankę, ale w innej wersji.
    Twoja wygląda bardzo smacznie - z przyjemnością zjadłabym spory kawałek a nawet i kilka :D Już sam farsz przed zapieczeniem wygląda "mniam, mniam" i chce się go zjesć a już nie mówi się po zapieczeniu... z pewnoscią niebo w ustach :D
    Szkoda, że Adam nie chciał jej spróbować.... nie warto być uprzedzonym :) A niech żałuje, że ominęły go takie frykasy :D Teraz ja z przyjemnością taką przygotuję i będę się nią zajadać:D

    Twój placek również mi się podoba - nie mam nic do zarzucenia. No może jedno: nie miałam możliwości go spróbować :P Za daleko się zadomowiłaś :P (w temacie ciast: niektóre muszą się "przegryźć":D)

    Zakupy w takim miejscu to raj dla wegetarian i wegan :)
    Ta miseczka dobroci to dla Chrupka? Sama bym zjadła :D Łobuziak z niego... zabrał widelec abyś nie miała czym wyjeść jego smakołyków :D Mój Tuptuś też lubił mnie "ugniatać" i wylegiwać się na brzuszku panci :D

    Tłustego Czwartku u mnie nie było. Nigdy nie lubiłam pączków, faworków nigdy nie jadłam, ale jeśli najdzie mnie ochota na coś słodkiego to pewnie wybiorę orzechy w surowej czekoladzie albo batonika daktylowego (jeszcze mam kilka w zapasach) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też nie jestem fanką pączków:) To chyba jedne z niewielu słodyczy do których się nie ślinię:) Za to faworków musisz spróbować!:)

      Usuń
    2. Chyba kiedyś je zrobię :D

      PS Dzisiaj na Twoim blogu znalazłam rysunki Twojego autorstwa...Piękne ♥
      Od jakiegoś czasu zastanawiam się co oznacza "Klem klem" na końcu każdego postu ;)

      Usuń
    3. Dziękuję:)
      Klem to takie norweskie "ściskam", "uściski":) i bardzo często widziałam że Norwedzy tak do siebie czy na blogach pisali używając właśnie "klem klem":) Tak mi się to spodobało że sobie przejęłam:)
      Chciałam aby nazwa bloga też była norweska i pierwsze co mi przyszło do głowy to może głupie "ściskam mocno"-stor klem, ale tutaj to jest bardzo popularne określenie i tak mi jakoś w ucho wpadło:)

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Na prawdę masz ogromny talent. Pisze to szczerze. Powinnaś wrócić do rysowania :)

      Tak właśnie przypuszczałam, ze to coś z norweskiego, ale nie wiedziałam co. Teraz już wiem. Dziękuję ;) Według mnie to bardzo fajne określenie i ciesze się, że postanowiłaś wykorzystać je na blogu :) Między innymi tym wyróżnia się Twój blog (oprócz ciepła, przyjemnej rodzinnej atmosfery, uroczego Chrupka, Ciebie jako osoby :) ) I nazwa wcale nie jest głupia - również uważam ją za świetną. Całość ma sens i cudownie współgra ze sobą :) Chyba lepiej nie mogłaś tego wymyślić. Poza tym najczęściej pierwsza myśl jest najlepsza - w tym przypadku tak było :)
      Dziękuję, że mi o tym opowiedziałaś :)

      Usuń
    6. :*:*
      zawsze do usług:)

      Usuń
  5. Super, że pokazałaś, jak robisz shepherd's pie, na pewno niedługo sobie zrobię:) A ciasto wygląda smakowicie bardzo, muszę dziś coś słodkiego upiec - będę mieć "słodki weekend" zamiast tłustego czwartku.
    Chrupcio jest cudny, ale ciekawa jestem, co się stało dalej z widelcem?;)
    I niezmiennie zachwycają mnie obrazki z hurtową ilością warzyw i owoców w Twojej kuchni - u mnie jak na razie banany w różnych stanach dojrzałości przeważają, choć warzyw też trochę leży, najwięcej marchewki:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widelec wypadł Chrupolkowi z pyska i poleciał pod kanapę więc zafundował i małą gimnastykę z wyciąganiem. Chrup lubi obgryzać drewienka a że widelec bambusowy to chciał ukraść sobie skonsumować:)
      Marchewka idzie u mnie oj idzie ekspresowo i to o dziwo nie dla Chrupka bo on marchewką gardzi xD
      Nic mnie tak pozytywie nie nastraja jak te kolory na blacie!

      Usuń
  6. Same pyszności i świetne przepisy! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Smakowicie i biało u Ciebie. Podoba mi się
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgłodniałam od tych pyszności. Chrupcio piękny. My się zastanawiamy nad sprawieniem sobie jako towarzysza -jakiego "kuzyna" Chrupcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam, wspaniale jest mieć zwierzątko w domu:)

      Usuń
  9. No i jest to czekoladowe serce! Ono musiało zgromadzić w sobie tą miłość żeby być smacznym ;P
    Tofucznica i nas nie urzekła więc zdecydowanie chętniej robimy tofu-pasty :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja lubię smażone tofu w jakimś dobrym sosiku koniecznie w towarzystwie warzyw:)

      Usuń