czwartek, 26 stycznia 2017

"Glutenowe kłamstwo i inne mity o tym, co jemy"

W ciągu ostatnich kilku miesięcy nabyłam sporo książek dotyczących odżywiania.
Sporo?
W sumie całą masę.
Kilka już przeczytałam i w końcu zabieram się za ich omawianie a zacznę od dopiero co ukończonej, bo tę mam najbardziej w pamięci i...w zasadzie mam o niej najmniej do powiedzenia.
Dlaczego?




Zacznijmy od tego, że miałam co do tej książki spore oczekiwania.
Okładka informuje, że w środku znajdziemy "całą prawdę o: soli, cukrze, tłuszczu, węglowodanach i popularnym glutenie"
Mi osobiście najbardziej zależało na tym ostatnim bo białego cukru praktycznie nie stosuję już od kilku lat, tłuszcze mnie nie przerażają a i z węglowodanami już teraz nawet się lubimy.
A gluten to gluten, coś nowego, coś o czym istnieniu jeszcze kilka lat temu nie miałam pojęcia.
Wiem jedno- nie choruję na celiakię i nie odczuwam żadnego dyskomfortu po spożyciu pszenicy i innych zbóż zawierających gluten lub nim skażonych.
Lubię produkty pszenne razowe, lubię kuskus, uwielbiam kaszę jęczmienną ale gdybym dowiedziała się, że gluten conajmniej może mnie zabić, napewno bym zrezygnowała z moich ulubionych produktów.
Miałam cichą nadzieję, że autor mnie uspokoi, napisze "nic się nie martw, jedz gluten do woli".
I faktycznie! Nie muszę z niego rezygnować, nie jest dla mnie niebezpieczny, nie wywoła raka, zespołu jelita drażliwego ani nie sprawi że wyskoczą mi gigantyczne pryszcze.
Powinnam być zatem zadowolona...a nie jestem.
Dlaczego?


 Bo brakło mi w tej książce dowodów, wyjaśnień.
Nie jest nawet napisane czym faktycznie jest gluten.
Autor bardziej skupia się na całym procesie odkąd gluten zaczął stawać się groźnym elementem diety, pisze o tym, że celiakia nie była praktycznie diagnozowana a cierpiący chorzy poddawani byli eksperymentalnym dietom.
Wszystko to jest oczywiście ciekawe i tylko dlatego skończyłam czytać tą książkę, ale moja osobista ciekawość nie została zaspokojona tak odnośnie glutenu jak i pozostałych składników diety.





Przy każdym elemencie obalanie mitów wygląda tak samo:
Gluten jest be- nie prawda! 
Gluten wcale nie szkodzi bo jakieś tam badania nie wykazały żadnych negatywnych skutków a zwykła nietolerancja glutenu jest po prostu urojona.
Tłuszcze są be- nie prawda! Żadne badania nie potwierdziły związku tłuszczu z występowaniem chorób serca i układu krążenia- wszystko to manipulacja! (ale czy jakieś badania potwierdziły, że jest całkowicie nieszkodliwy a może nawet zdrowy dla organizmu?)
Cukier powoduje próchnicę i sprzyja powstawaniu nadwagi- e tam! wcale nie udowodniono, że cukier jest zły, nie znaczy to że mamy się nim objadać oczywiście ale nie ma też co sobie odmawiać...
Sól powoduje nadciśnienie- nie prawda! Wcale tego nie udowodniono. Tylko osoby ze stwierdzoną nadwrażliwością na sól muszą ją ograniczać.

I każdy rozdział tak wygląda- mit i jego obalanie czyli zaprzeczanie z przywołaniem mnóstwa ciężkich do zapamiętania nazwisk badaczy i ludzi, którzy tylko namieszali i okryli złą sławą wyżej wymienione składniki diety po to aby samemu zarobić na rozgłosie.

Wszystkie cztery rozdziały opisane po to aby w ostatnim podsumowującym stwierdzić, że powinniśmy po prostu jeść to na co mamy ochotę, czerpać z tego przyjemność i skupiać się tylko na lepszej kulturze jedzenia- powoli delektować się każdym kęsem, nie oglądać w tym czasie tv, nie rozpraszać się itp. 


Czegoś mi tu brakło po prostu.
Przeczytałam książkę i nie stałam się bardziej lub mniej pewna. 
Jedyne co stwierdziłam to to, że będę jadła to co do tej pory i nie mam zamiaru delektować się puszką kokakoli bo nie pijam takich napojów od lat.
Czyli nic się nie zmieniło, czyli można powiedzieć że jest ok, że warto przeczytać książkę bo nie wywołała u mnie rewolucji typu "jesssu jadłam pszenicę a ona mnie zabija, muszę z niej zrezygnować".
Ale ja lubię rewolucje i konkretne odpowiedzi poparte faktami a nie zostawanie ze znakami zapytania.
W zasadzie to skończyłam czytać książkę już kilka dni temu i tak na prawdę już średnio pamiętam o czym dokładnie autor w niej rozprawiał a to znaczy dla mnie tylko jedno- nie była na tyle interesująca i przekonująca aby miała zagościć na dłużej w mej pamięci.
Dlatego jeśli planowaliście ją kupić to lepiej zainwestujcie w inne pozycje, np w te, które zrecenzuję niebawem, bo w nich się dużo dzieje! 
A po "Gutenowych kłamstwach..." będę co najwyżej już zawsze kojarzyć zwykłego tosta z czaszką xD


Pozdrawiam!
Klem, klem:)





10 komentarzy:

  1. Szczerze mówiąc nie znoszę, gdy książka, która ma być dla mnie kopalnią wiedzy nie daje mi jednoznacznych odpowiedzi i sensownych porad. W dodatku, gdy nie jest w stanie do mnie przemówić - tym bardziej nie lubię. Nie dla mnie :)
    O ile o glutenie warto widzieć więcej, o tyle może niekoniecznie z tej książki.
    Pozdrawiam! Miłego wieczoru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też nie znoszę dlatego cieszę się, że czytanie mam już za sobą i że nie kosztowała majątku jak niektóre poradniki- ale i te 20 zł mogłam wydać na coś sensowniejszego. pozdrawiam!

      Usuń
  2. W kwestii glutenu ostatnio zamówiłam książkę pt. "Gluten na widelcu" i jestem ciekawa co w niej ciekawego wyczytam :D Tą tylko przeglądałam i specjalnie mnie nie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i dobrze że jej nie kupiłaś:) Daj znać jak z tym glutenem na widelcu jak już przeczytasz:)

      Usuń
    2. Ok, ale trochę to potrwa, bo teraz czytam "Mięso nas zabija" :)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Rzeczywiście sporo tych książek. Według mnie takie publikacje są ciekawe, jednak to taka lektura, ze aby ją przeczytać trzeba mieć "nastrój", ochotę bo inaczej lektura nie pójdzie, nawet pomimo tego, ze chcemy poszerzyć swoją wiedzę. Inna kwestia to taka, ze trzeba trafić na odpowiednia książkę aby nie wyczytać jakiś bzdur bo i takie trafiają się książki (niestety ;/)/
    Szkoda i przykro mi, ze książka nie sprostała Twoim oczekiwaniom... szkoda, że nie wyjaśniła wszystkich Twoich oczekiwań... wydaje mi się, że nie tylko Twoich ale również innych, którzy po nią sięgnęli. Wydaje mi się, ze jest ona trochę naciągana - autor zamiast udzielić odpowiedzi na wszystkie pytania, które pewnie zadaje sobie wiele osób interesujących się tym tematem, mówi o tym o czym mówiły już media (np. telewizje śniadaniowe), pisze internet, prasa... czyli tak jak wspomniałaś nic nowego... a szkoda..

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie, że piszesz o takich niuansach książkowych :) Czasem jakaś pozycja wydaje się interesująca, a tylko przebiega po temacie, bez głębszego wgłębiania się. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na temat glutenu polecam 'Zbozowa glowa' oraz 'Wolni od glutenu' - napisana przez lekarzy medycyny, wiele naukowej i merytorycznej wiedzy. Mam nadzieje, ze zaspokoja Twoja ciekawosc :)

    Dodaje do obserwowanych! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fakt, takie teorie bez pokrycia są mało wiarygodne. To już ksiażka o szkodliwości glutenu (do której też mamy umiarkowane podejście bo w niej glutek jest odpowiedzialny za całe zło tego świata) była poparta jakimiś dowodami mniej lub bardziej wiarygodnymi.

    OdpowiedzUsuń