poniedziałek, 13 czerwca 2016

BIEGANIE, jezioro i placek z RABARBAREM:)

Kiedy zaczynałam pisać tego bloga we wrześniu zeszłego roku, nawet nie przypuszczałam, że kiedykolwiek zagości tutaj temat biegania.
W szkole tego nie znosiłam!
Biegłam bo musiałam, wyników złych nie miałam, ale do dziś pamiętam wyścig na 3 km kiedy to myślałam, że płuca wypluję. 
A tu w marcu pierwsze 5 km, potem 7, 8, 10, 12...i pierwsza kontuzja xD
Ale nie wracajmy do tego:)
Najważniejsze, że znalazłam coś co uwielbiam, co pozwala mi się wyżyć, naładować pozytywną energią i co sprawia mi ogromną satysfakcję!
Już nie muszę się ścigać- wiem, ze zawody nie są dla mnie.
Czemu?
Bo nie lubię rywalizacji?
Bo fizycznie nie dałabym rady?
Nie.
Bo na zawodach nie mogłabym się zatrzymać, porobić zdjęć i nacieszyć się widokami kiedy tylko mam ochotę.
A to jest dla mnie nieodłącznym elementem mojej biegowej przygody!



W zeszłym tygodniu postanowiłam poszukać nowych tras do biegania.
Zbadałam już południe i zachód od domu, przyszedł czas na wschód.
Ruszyłam pod górę pełna nerwów bo nie pamiętałam dokładnie jak wielka to góra i ile km się ciągnie.
Znałam tylko cel biegu- jezioro Lutvann, nad którym byliśmy z Adaśkiem raz i obiecałam sobie, że tam wrócę.
No i wróciłam:) 
Po 5 km dosyć ciężkiej trasy moim oczom okazały się takie właśnie widoki:)
Warto było?
PEWNIE!




Jak tylko pokazałam Adamowi zdjęcia postanowiliśmy wybrać się tam ponownie w niedzielę, tym razem na hulajnogach:) 
Teraz dosyć często jest tak, że ja biegam i odkrywam nowe, lub na nowo stare miejsca, po czym wyciągam tam Adama:)
Na szczęście prosić się go nie trzeba, oboje mamy takie charaktery, że nie potrafimy usiedzieć w domu.




Czas sprawić sobie nową czapkę:)


Chcąc nie chcąc możecie się jeszcze spodziewać notek z dziesiątkami podobnych zdjęć:)
Z każdego biegania przynoszę przynajmniej kilkanaście nowych fotek, a że biegam 4-5 razy w tygodniu...uzbierało się tego trochę:)

A na koniec najpyszniejszy placuszek jaki ostatnio dla siebie upiekłam.
Dla siebie bo Adam moich wynalazków nie rusza- i dobrze:) Zostaje więcej dla mnie:)
A to brzydkie coś poniżej do całkowity spontan, który niespodziewanie wyszedł na prawdę przepyszny!

PLACEK Z RABARBAREM

50g zmielonych płatków owsianych 
50g mąki kokosowej
30g mielonego siemienia lnianego
1 jajko
łyżka oleju kokosowego
dowolne słodzidło 
ok 200 ml wody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łodyga rabarbaru

KRUSZONKA

30g zmieloych płatków owsianych
łyżka oleju kokosowego
łyżeczka nasion chia (opcjonalnie)
dowolne słodzidło



Wszystkie składniki na ciasto (poza rabarbarem) wymieszać i wyrobić rękoma. Mąka kokosowa chłonie bardzo dużo wody dlatego należy stopniowo dolewać i sprawdzać konsystencję- ciasto ma być "kruche", rozpadające się ale i nie za bardzo suche.
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.
Małą keksówkę (wymiary sprawdzę i dopiszę jutro) wyłożyć papierem, rozłożyć ciasto i wylepić nim brzegi. Podbiec 10-15 min aż się leciutko zrumieni.
Po tym czasie wyłożyć na wierzch pokrojony w drobną kosteczkę i wymieszany z odrobiną słodzidła rabarbar.
Na rabarbar wyłożyć kruszonkę.
Piec dalej w 180 stopniach przez ok 30 minut.
Kruszonkę przygotowujemy ugniatając w palcach mąkę owsianą, chia, olej i dowolne sodzidło.


Wiem, że wizualnie nie powala, ale na prawdę dawno nie jadłam takiego dobrego, kruchego ciasta!
Zmielone siemię jest delikatnie wyczuwalne i mi osobiście bardzo to odpowiada.
No i rabarbar! słodko-kwaśny, mniam!
Jak na "stanęłam w kuchni, wyjęłam z szafki co mi wpadło w ręce, to zmieliłam, tamto dosypałam i gotowe", to ta improwizacja wyszła na prawdę super!

Ach i jeszcze chciałam podziękować!
Za tyle ciepłych komentarzy!
Od razu jakoś tak lżej na serduchu:*
I chce się iść dalej, starać się i ulepszać życie swoje i bliskich:)

Pozdrawiam gorąc!

Klem, klem:)

20 komentarzy:

  1. Placek, cudo! :) Wprosiła bym się na kawę i kawałeczek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Placek z pewnoscią pyszny :) A co do biegania, nie mogę przekonać się do tego sportu i nie wyobrażam sobie, że miałabym to robić, choć biegaczy zawsze podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Placek z pewnoscią pyszny :) A co do biegania, nie mogę przekonać się do tego sportu i nie wyobrażam sobie, że miałabym to robić, choć biegaczy zawsze podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Potruchtać lubię, ale żadnych zawodów maratonów ani innej rywalizacji..... BRAWO TY !! Placków nie potrafię piec :(( za to rzuć okiem u mnie zaraz chleb z truskawkami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bieganie powinno przede wszystkim stać się przyjemnością, sposobem na dostrzeżenie piękna otaczającej nas przyrody. Oh hulajnogi, nie widziałam ich na oczy od kilku lat! Piękne zdjęcia, to 3 od dołu z kaczuszkami wygląda jak obraz, chętnie zawiesiłabym taki w swoim pokoju :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla takich widoków to warto "przymusić się" do biegania :D Kurcze jedna z nas kocha jogginowe szaleństwo a druga wręcz nienawidzi... tu się różnimy :P
    Ciacho na spontanie! Jego smak zawsze jest wprost proporcjonalny do "brzydoty" tzn. im brzydsze wyjdzie tym lepsze w smaku :D U nas jest tak samo ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ładne to jeziorko :) to jest fajne w Norwegii, że w którą stronę od domu się człowiek nie ruszy, zawsze odkryje coś ciekawego :) więcej takich odkryć cudów natury wokół domu podczas biegania życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale ładne widoki! Już tylko dla takich tras biegowych warto zamieszkać w Norwegii :) A ciasto dla mnie wygląda bardzo smakowicie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Rabarbar to cudowna roślina - uwielbiam!!! A placuszek wygląda znakomicie PS. Ja wystartowałam w kilku biegach, ponieważ stanowiło to mój cel (jeden z wielu) do osiągnięcia własnej satysfakcji. Udało mi się przełamać po 15 latach biegania - brawo ja :D :D

    OdpowiedzUsuń
  10. O jeny jakie wspaniałe krajobrazy! Aż oczu nie mogę oderwać od zdjęć, coś cudownego! W realu muszą zapierać dech w piersiach.
    A placuszek zacny, to nie wygląd ma się liczyć tylko smak ;) a że był smaczny nie wątpię :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetne zdjęcia, a woda jaka piękna - coś niespotykanego u nas :D Płatki mam, rabarbar mam - mogę wypróbować przepis, bo akurat nie mam pomysłu na ciasto a znajomi wpadają :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Więc cóż powiem szczerze, że ja biegania do dzisiaj nie lubię, gdybym miała takie tereny blisko siebie to raczej wybrałabym się na spacer aniżeli na bieganie. Do tej formy aktywności chyba mnie już nikt nie namówi.
    Co do rabarbaru, jest to super warzywo jednak muszą na nie uważać osoby, które mają problemy z kamieniami nerkowymi. Kwas szczawiowy, który jest w rabarbarze powoduje odkładanie się tych kamieni w nerkach (choć udowodniono, że kamienie nerkowe powstają tylko u osób, które mają dziwnie zbudowane nerki, a budowa ta umożliwia powstawanie kamieni). Ponadto powoduje, że bóle reumatyczne są też silniejsze u osób starszych. Trzeba uważać komu podaje się rzeczy zrobione z rabarbaru. A ja akurat uwielbiam kompot z rabarbaru!

    OdpowiedzUsuń
  13. Śliczniutka jesteś! Piękna! :) No i powiem Ci, że cudne zdjęcia ;)

    Tak wiele mam rzeczy, o których na początku pisania bloga, także myślałam "never ever". Na mojej liście też znalazło się bieganie, jak i u Ciebie. Ciekawa jest nasza przemiana i rozwój, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Więcej takich postów, uwielbiam patrzeć na takie piękne miejsca :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nowe trasy to, to co w bieganiu lubię najbardziej. Placek wygląda pysznie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dopiero w tym roku polubiłam ciasto z rabarbarem i zajadam się nim tak, że pewnie się przejem. Bieganie to jedyna aktywność, którą szczerze lubię, ale sama nie zapuszczam się na odległe trasy, ze strachu przed spotkaniem kogoś z odchyłami a też i przed błąkającymi się psami - to u nas dość popularne, że psy na wsi biegają sobie wolno.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zazdroszczę tak pięknych miejsc! Więcej takich zdjęć ;) Jak nie mogę tam pojechać to przynajmniej fotki pooglądam.

    OdpowiedzUsuń
  19. placek pierwsza klasa, a i zdjęcia piękne ;)

    OdpowiedzUsuń