wtorek, 31 maja 2016

Maju! Dlaczego byłeś totalnie do bani?

Dostałam jakiejś totalnej głupawki i przeraża mnie świadomość czasu, który kompletnie niewykorzystany ucieka w błyskawicznym tempie!
Czuję jakby dopiero był 1 maja i planowanie co takiego zdziałam w tym pięknym miesiącu...
Mam też wrażenie, że nie zdziałałam absolutnie nic, a ktoś mi ten miesiąc po prostu ukradł.
Ej, to ja sama go sobie ukradłam przez nicnierobienie...
Też tak czasem macie?
Z majowych postanowień nie wykonałam nic...
Miała być nauka, rzeźbienie sylwetki, uporządkowanie zdjęć i kilku innych rzeczy w moim życiu...
Ach, no i pisać miałam regularnie, a tymczasem notka o Dniu Mamy wisi od tygodnia wprowadzając tutaj jakiegoś totalnego zamuła, a ja przecież nie siedzę i nie płaczę w poduszkę...
Przynajmniej o Adaśka dbałam, ale to akurat robię zawsze więc nie ma się czym szczycić:)
A dlaczego w maju totalnie olałam swoje postanowienia?




NAUKA...została w lesie
Dwa tygodnie temu skończyłam kurs, a przynajmniej jakiś tam poziom w szkole i teoretycznie nie muszę już do niej chodzić. Praktycznie od września uderzę pewnie na kolejny level, jeśli takowy utworzą. 
W każdym razie strasznie mi przykro i tęskni mi się do szkoły. 
Te dwa dni w tygodniu kiedy człowiek robił coś innego niż zazwyczaj, wychodził do ludzi i przez bite 2 godziny prawie non stop się śmiał, jednak bardzo dużo mi dawały- i dla poprawy samopoczucia i dla postępów w nauce.
Kurs się skończył, energia uleciała- dosłownie...
W dodatku mam wrażenie, że tępa pała nic się nie nauczyłam. Czasem powiem coś super hiper błyskotliwie i całkowicie poprawnie...a czasem banalnego zdania nie sklecę bez tony błędów...
Ale tutaj rozwiązanie jest jedno- po prostu UCZ SIĘ BARANIE!

KUCHARKI też ze mnie nie będzie...
Czasem mam tak, że każdego dnia próbowałabym czegoś nowego, czego nigdy wcześniej nie jadłam...ale teraz tak nie mam xD
Gotuję, piekę, nie głodzę ukochanego (on i tak gotuje milion razy lepiej), ale jakiejkolwiek inwencji twórczej brak.
Nawet jak upichcę coś całkiem fajnego to i tak myślę, że nie jest warte pokazywania na blogu- no ok, mam totalnego lenia i nie chce mi się iść po aparat aby cyknąć fotki przed konsumpcją...
Myślę, że to się zmieni ale chyba dopiero w Polsce, jak będę miała dostęp do naszych krajowych świeżych produktów. 
Mówcie co chcecie ale w Polsce wszystko smakuje lepiej!

Z AKCJI BIKINI też nic raczej nie wyjdzie, chyba, że w 3 tygodnie nadrobię grzechy z 12 miesięcy...
To jest akurat coś co poważnie spędza mi sen z powiek i dołuje- a im bardziej dołuje tym bardziej mam ochotę na ciastko...i tak to trwa od 2-3 miesięcy, zawalanie po całości.
Odpuszczam...ale tylko po to aby nie czuć już spiny, odpuszczam po to aby ćwiczyć dla siebie, a nie dla paradowania dumnie w skąpych kawałkach materiału i dla spadającej wagi.
Przecież i tak jestem zajebista xD
I polubiłam trening z gumą power band:) Może jeszcze kiedyś pomoże mi wyrzeźbić brazylijskie poślady:)



Ale tym co uczyniło kwiecień beznadziejnym, a teraz również i maj jest..
BIEGANIE!
Zaczynam się zastanawiać czy nie lepiej było nigdy się za to nie brać...nie zaczynać swojej usianej łzami przygody z bieganiem...
W kwietniu 3 tygodnie przesiedziałam, a jak już łaziłam to ledwo, ledwo, bo kostka nie dawała mi żyć.
W maju jak na razie tydzień kurowania za mną...
Tym razem druga, lewa kostka żeby nie było zbyt monotonnie.
Nie boli tak jak poprzednio, mogę całkowicie normalnie chodzić, ale okazuje się, że biegać nie dam rady.
W niedzielę spróbowałam i po kilometrze zawróciłam z płaczem.
Nie, nie ryczałam z bólu tylko ze złości.
Bo bieganie to w moim przypadku lek na zmartwienia, negatywne emocje i zaburzenia odżywiania.
Jak kontuzja zabiera mi moje lekarstwo, wszystkie objawy nasilają się 100krotnie...
Uzależniłam się, moje dobre samopoczucie zależy od tego czy mogę odreagować w ruchu czy nie.
Trening w domu nie daje mi nawet 5% tej satysfakcji jaką mam po 10 kilometrach w nogach.
Tylko te nogi szwankują mimo rozgrzewek i rozciągania.
Może to wina butów? 
Może nie służy mi takie zróżnicowanie terenu po jaki biegam?
Nie wiem, teraz myślę tylko o tym, żeby w końcu przestało boleć i abym znowu mogła poczuć ten wspaniały pęd powietrze podczas biegu...
I aby móc robić zdjęcia w terenie a nie na ławce przed domem...



Ale żeby nie było tak totalnie smętnie...
Dorwałam w norweskim lumpexie HARRYEGO POTTERA!
za całe 33nok sztuka czyli max 15 zł:)
Czyta się trochę dziwnie przez zmiany w nazwach ale i tak, po kilku(nastu?) latach od ostatniego trzymania w rękach "Kamienia Filozoficznego", lektura mnie pochłonęła:)
Norweski Hogwart to Galtvort, olbrzym Hagrid zwie się Gygrid (co oni mają z tym G?:) A profesor Dumbledore został przetłumaczony jako Albus Humlesnurr:)
Nie wspominając o MUGOLACH, którzy dla Norwegów są GOMPERami:) (i nowu G xD)
Przy moim tempie czytania po norwesku mam zapewnioną lekturę na całe wakacje albo i dalej, bo widziałam też "Zakon Fenixa" i "Księcia Półkrwi" i raczej się skuszę:)



I na pewno wracam do regularnego blogowania!
Choćbym miała pisać tylko o pogodzie w Oslo
(nomen omen przepięknej dziś i iście LETNIEJ- 28 stopni, żar z nieba i pot na mym wielkim czole, bajka:)
I pomyśleć, że 2 dni temu było tak:



To tyle o pogodzie:)
A teraz panna Magdalena łaskawie nadrobi zaległości u Was.Wstyd i hańba żeby takiego lenia złapać i nawet jednego bloga przez ostatnie kilka dni nie "odwiedzić"...

Pozdrawiam!
Klem, klem:)



Już niedługo moje kaczuszki wrócę do was na moją ukochaną trasę biegową!
Do zobaczenia za kilka dni:)

20 komentarzy:

  1. No cóż.. chyba każdy tak ma, ja przynajmniej na pewno :) Coś sobie założę, zaplanuję a potem jakoś odwleka się to w czasie :) A Harrego Pottera czytałam z namiętnością :P Widać, że wersja norweska to prawdziwe wyzwanie :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Nam też maj uciekł gdzieś prawie niezauważony :/ Z naszych postanowień też nie wszystko wyszło ale głównie przez naukę. Musimy poczekać do wakacji aby spełnić wszystkie plany :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też nie zrealizowałam większości planów na maj, jedynie na rowerze więcej jeździłam.
    Życzę dużo zdrowia Twoim nogom :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też nie zrealizowałam większości planów na maj, jedynie na rowerze więcej jeździłam.
    Życzę dużo zdrowia Twoim nogom :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz rację - czas biegnie nieubłaganie

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie się zastanawiałam gdzie byłaś gdy Cię nie było :P dobrze, że już wróciłaś ;)
    Często tak jest, że z nowym miesiącem coś postanawiamy, jakieś przełomowe zmiany w swoim życiu, nie skłamię że mnie to nie dotyka :P dziś pierwszy czerwca więc jak zwykle obiecuję sobie, że zacznę regularnie ćwiczyć, nie podjadać słodyczy, uczyć się norweskiego, sprzątać też regularnie, eksperymentować w kuchni, odchudzać się, bla bla bla... a energii starcza na kilka dni a potem od nowa to samo :P ale warto próbować a jak się nie uda, nie ma się co załamywać i pomimo tego znaleźć powód do uśmiechu i bycia szczęśliwą ;) może nie jestem mistrzynią w dotrzymywaniu postanowień ale podobnie jak Ty, o swoim lubym nie zapominam gdy na inne rzeczy brakuje mi motywacji więc chyba nie jest tak źle ;) w końcu to sprawa najważniejsza, więc tak, masz się czym szczycić, że mimo że maj do bani to wiesz o co dbać należy :D ;)
    lipa straszna z tą kostką że uniemożliwia Ci bieganie :( może rzeczywiście kwestia butów lub podłoża po którym biegasz...
    słonecznego czerwca życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój maj też nie należał do najlepszych:/ W ciągu ostatniego 1,5 tygodnia byłam na siłowni zaledwie 3 razy :/ rozłożyło mnie zapalenie gardła, a teraz zwyczajnie nie mogę się zebrać w sobie, żeby cokolwiek ze sobą zrobić :/ Ale mam nadzieję, że czerwiec będzie dla nas łaskawszy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam dosłownie to samo uczucie, ktoś mi strasznie zniszczył maj a dodatkowo zabrał go w try-miga. HP - świetny łup :)

    OdpowiedzUsuń
  9. o ja! Da się ze sobą coś zrobić w 3 tygodnie i to na luzie, grunt to trzymać czystą michę i pamiętać o treningu! :) Zamiast dołować się sięgając po kolejne ciastko odpal laptopa i poskacz do niego choćby 15 minut, uwierz- więcej endorfin, więcej szczęścia :D
    o z nauką chyba każdy z nas tak ma- ja jakby nie musiała to chyba w ogóle bym się nie uczyła :O
    także totalnie cię rozumiem.. i wspieram :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Na koniec świata się nie zapowiada, dlatego głowa do góry i idziemy dalej! Takie podsumowanie miesiąca, w którym dostrzega się niezrealizowane plany jest najmocniejszym kopniakiem i motywacją do działania. Moim zdaniem należy ćwiczyć dla zdrowia a nie dla jakiegoś głupiego sezonu bikini :) Życzę powodzenia w realizacji planów!

    OdpowiedzUsuń
  11. Raz jest lepiej, a raz gorzej. Skoro maj był kiepski to trzeba się skupić na czerwcu :D Życzę powodzenia i wytrwałości ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam Harry`ego, to kwintesencja mojego dzieciństwa i często do niego wracam jak mam zły dzień :)
    Nic się nie przejmuj. Maj nie do końca był taki jak zaplanowałaś? Ok, teraz jest czerwiec, więc dajesz dajesz :) Z majem już nic nie zrobisz, więc nie ma sensu o nim myśleć czy mieć gorszy nastrój przez uczucie straconego czasu, jest już nowy miesiąc, gdzie czasu masz pod dostatkiem :)
    U mnie maj był jakąś katastrofą, pierwszy miesiąc od półtoraroku wcale nie ćwiczyłam, ani się nie uczyłam, ani też nie specjalnie przykładałam się w pracy. To kontuzja, to wyrywanie ósemki (nie polecam) i tak jakoś wyszło, ale mamy to za sobą! :) W tym miesiącu będzie lepiej :):)

    OdpowiedzUsuń
  13. MAj też był dla mnie dziwny bardzo dużo się działo niektore sprawy były miłe niektóre przkre ale czerwiec zapowiada się imponująco :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Moje postanowienia majowe też były realizowane chaotycznie. Jeden tydzień był niesamowity, a drugi niedopuszczalnie pod kreską. Łączę się w rozczarowaniu majem :) Oby czerwiec dał nam kopa! Lipiec i sierpień, Mada, to już musi być nasz! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Najważniejsze to wierzyć w siebie i się realizować! Tego z całego serca Ci życzę :) Bardzo fajne zdjęcie.. Życzę miłej lektury HP, choć dla mnie wersja filmowa zawsze była zmorą... ale ja już po prostu byłam na to jak tylko się pojawił za stara. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedyś mieszkałem w pewnym miejscu i wszyscy mówili na mnie Harry Potter. Kiedyś nawet przechodziłem obok pewnego domu, a dzieci bawiły się tam na ogrodzie. Gdy mnie zobaczyły, zaczęły krzyczeć Harry Potter! Harry Potter! A gdy przeniosłem się w inne miejsce, to znów Harry Potter! Ponoć bardzo podobny jestem :)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Ktoś mądry kiedyś powiedział "Warto cierpieć, ale krótkotrwale, dla późniejszych długotrwałych efektów i szczęścia, niż chwilowo zaznać szczęścia dla późniejszego cierpienia." Tzn np... Warto jest cierpieć w postaci cwiczen, trzymania diety, dla późniejszej dlugotrwalej satysfakcji i sukcesu niż zjeść ciastko i chwilowo się pocieszyć, a potem cierpieć, że się to zrobiło. Życzę Ci więcej optymizmu i zapału, każdy go w sobie ma tylko trzeba go obudzić :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja z kolei miałam bardzo mało czasu dla siebie... Maj był dość stresujący i wymagał ogromnych pokładów energii, cierpliwości i odporności na niesprzyjające czynniki. Do lata jeszcze czas, więc trzymam kciuki za Twoją motywację. Najważniejsze, że pamiętasz o swoim A, co oznacza, że nie jest z Tobą źle :D :D PS. Wpis o Twojej Mamie jest tak wzruszający, że aż mnie ścisnęło w sercu... Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  19. Harry Potter genialny! Nie martw się (banalnie to brzmi, ale..) będzie dobrze! Po prostu będzie i już :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mogę tylko napisać, że też tak czasem mam. Wszystko wydaje się beznadziejne i nie chce mi się dalej walczyć. Co do biegania, to czuję, że daje Ci to naprawdę bardzo dużo i powinnaś może znaleźć przyczynę tych problemów zdrowotnych i dalej biegać. Może właśnie obuwie, a może technika biegu, może za mało wapnia w diecie ? Będzie dobrze i czerwiec będzie fantastyczny ! :)

    OdpowiedzUsuń