czwartek, 7 kwietnia 2016

O szczęściu, priorytetach i...braku czasu:)

Jutro mija 2 tygodnie od wyjazdu Lubego do Polski. 
Strasznie mi się dłużył ten czas, mam wrażenie, że nie ma go tu ze mną w Oslo już z miesiąc.
Ale, ale! 
Już w niedzielę wraca i nie ma słów, które opisałyby moją ogromną radochę! 
JÆÆÆÆÆÆ :):)
Rozsadza mnie energia, jestem pełna optymizmu, biegam z uśmiechem na ustach i mam tyle do zrobienia, że jedyne co mnie martwi to to, czy uda mi się wszystko ogarnąć.
Ale to właśnie w takich momentach najbardziej doceniam to co mam i czuję się najszczęśliwszą babeczką na świecie- mimo, że nie bezglutenową:)


Planowałam wykorzystać moje samotne dni na dbanie o siebie, eksperymenty w kuchni, naukę i rysowanie.
Jedyne na co kompletnie nie miałam ochoty to pichcenie.
Ostatnio na blogu ciągle pojawiały się jakieś wypieki, chlebki, granole itp. Teraz po prostu mi się nie chciało. Po powrocie do domu myślałam tylko o szybkim obiedzie, najczęściej rybka i warzywa, czasem po prostu cieciorka z sosem pomidorowym albo pieczarki z brokułem. 
Dania w 10 minut, nie wyróżniające się na tyle, żebym miała je tu publikować bo raczej nikt by się nie zainspirował:)
To nie znaczy, że źle się odżywiałam!. 
Tyle brukselki, marchewki, sałatek i pomarańczy co ja wszamałam przez ostatnie naście dni to chyba nikt z Was nie zjadł przez cały rok:)
A jak już się zabierałam za pichcenie od razu w ruch szło kilka garnków i patelni na raz i gotowanie na 2 dni żeby później mieć więcej czasu na inne, dużo bardziej absorbujące mnie czynności:)


A co jest w tej chwili dla mnie priorytetem i jednocześnie największą radością? 
BIEGANIE!!!!
Wiecie, jeśli po ciężkim dniu siedzę padnięta w metrze i jednocześnie uśmiecham się do siebie i niecierpliwie odliczam przystanki bo nie mogę się doczekać gdy wpadnę już do domu, przebiorę się i ruszę przed siebie...to chyba coś jest na rzeczy:)
Na przykład wczoraj- w planach miałam odpoczynek, ale jadąc do domu nareszcie po kilku dniach zobaczyłam słońce!  Mnie tu w Oslo pogoda od 2 tygodni nie rozpieszcza. Ciągle chmury, pada, szaro i ponuro, ale wczoraj było pięknie!
Musiałam to wykorzystać i biegało się wspaniale!


Zaraz po dobiegnięciu do domu pojawiły chmury, grad, deszcz a Oslo dosłownie zatonęło, ale to mnie już nie obchodziło bo ja byłam heppi i jedyne co mi grozi to uzależnienie od tych biegowych endorfin- ale chyba nie powinnam się tego obawiać.
W każdym razie nie raz jeszcze będę o tej mojej nowej miłości pisać, czy to się Wam podoba czy nie:)
A wiecie co jest najlepsze w bieganiu po Oslo?
WIDOKI!
Ale aby można było się nimi napawać najpierw trzeba wleźć, a w moim przypadku wbiec pod często nie małą górkę:)


Jak widać tutaj zielono jeszcze nie jest i nie będzie przez najbliższe 2-3 tygodnie.
Dziwnie mi jak widzę fotki znajomych w plenerze a tam teraz trawka, kwiatki, kwitnące drzewa- no szok:) Tu jeszcze łyso ale i tak pięknie, nawet w te obecnie szare i ponure dni.


To jezioro, które upodobałam sobie ostatnio jako cel moich biegowych wycieczek, to rezerwat i jest tu mnóstwo ptaków, Nie można się nie zatrzymać chociaż na chwilkę:)


Druga sprawa, która bardzo mnie w tym tygodniu ucieszyła to wiadomość o tym, że na następnym ( i jak na razie ostatnim ) kursie norweskiego będzie nauczyciel, na którego czekałam od października (ale ciągle trafiałam na innych, średnio fajnych). On uczył mnie przed wakacjami i jak dla mnie jest nr 1 bo nikt nie potrafił tak wytłumaczyć każdego słówka, zdania czy gramatyki jak on właśnie.
Z drugiej strony stresuję się bo wiem, że on pamięta swoich uczniów i teraz będzie ocenianie moich postępów. Ale na mnie taki stresik działa mobilizująco więc przez najbliższy miesiąc to nauka będzie moim priorytetem.
I bieganie:)

I...rysowanie:)


Jak nie pracuję, nie biegam, nie uczę się i nie dodaję notki na blogu to znaczy, że pół-leżakuję na kanapie i relaksuję się z ołówkiem w dłoni:)
A w tej chwili jest to dla mnie ważniejsze niż blog czy nawet nauka- bo rysunek nad którym teraz pracuję to prezent dla Adaśka i do niedzieli muszę go skończyć. 
Mam nadzieję, że go zaskoczę i, że mu się spodoba:)

Ostatnio znajoma napisała mi "wpadaj do nas co będziesz sama siedzieć i się nudzić"
Nie wpadłam- nie tylko dlatego, że tej znajomej nie lubię- ale dlatego, że ja się nigdy nie nudzę, po prostu nie mam na to czasu:)

I dlatego też jest mnie trochę mniej tutaj czy u Was, ale czasem po prostu trzeba ustalić sobie inne priorytety.
Ale nadrobię:) Do niedzieli wszystko u mnie stoi na głowie, ale jak już skończę rysunek, nacieszę się trochę z powrotu Lubego i nadrobię zaległości do kursu to już tylko pozostanie mi pogodzić blogowanie z bieganiem:)
Damy radę:)


Ps. Wspominałam już, że jestem bardzo, bardzo szczęśliwa?:)

Pozdrawiam!
Klem, klem:)

28 komentarzy:

  1. Faktycznie aż to szczęście bije z Twojego posta :) Pomyśl jak bardzo wzrośnie kiedy Luby wróci!

    Na prawdę przepięknie rysujesz! Twarze są bardzo realistyczne, jestem w szoku! Od ilu lat się tym zajmujesz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pierwszy realistyczny portret narysowałam mając ok 12 lat, miałam 7 letnią przerwę i dopiero rok temu wróciłam do rysowania. dziękuję, efekt końcowy zaprezentuję zapewne na blogu:)

      Usuń
  2. Pozytywna z Ciebie babeczka :) (bezglutenowa) :P Udanego weekendu, biegania, rysowania i przede wszystkim niedzieli! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać, że pożytecznie spędziłaś czas, a i od gotowania czasem warto odpocząć, a proste dania mogą być równie pyszne :)
    Gotowanie na kilka garnków nie jest mi obce i raz w tygodniu urządzam wielkie gotowanie na 5 palników :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jeszcze w tym roku biegać nie zaczęłam :)
    Jakoś nie mogę się zmotywować :)

    A rysunki.. podziwiam talent :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Życzę ci aby ukochany wrócił jak najszybciej, a czas ci się już tak nie dłużył. Świetny post, buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dopisek PS sprawił, że taaaki mi się uśmiechnięty banan na twarzy pojawił! :D
    Ja ostatnio nałogowo chrupię surowe warzywa. :DDD Mega fajnie, że złapałaś tego bakcyla na bieganie i, że Cię to tak uszczęśliwia. :D
    Dzień mógłby być czasem, kurka, dłuższy. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam Twój post i teraz siedzę i uśmiecham się, bardzo pozytywny i nawet sama poczułam się trochę szczęśliwsza. W Gdańsku pogoda też nie za bardzo nas rozpieszcza, we wtorek było +20,a wczoraj wieczorem +4 i deszcz, dzisiaj znów ciepło, ale słońce co chwila chowa się za chmurki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Haha czuć przez taką odległość, że rozpiera Cię energia i jesteś szczęśliwa :) Nic dziwnego!
    Jejku, jak pięknie rysujesz! Podziwiamy baardzo szczerzę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale entuzjastyczny post! Bije od niego energia i to do tego stopnia, że sama mam ochotę wskoczyć w dres i biegać! Albo czytać :) Albo gotować... Mam ochotę zrealizować każdy z miliona planów, które kłębią mi się teraz w głowie ;)
    Poproszę o więcej takiej motywacji do działania!

    OdpowiedzUsuń
  11. No i powiedz gdzie tu czas na nudę ?? W rysunkach się zakochałam - to jest dopiero talent.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pięknie rysujesz! Ja też ostatnio dużo się uczę ale angielskiego ponieważ jest na tragicznym poziomie:) Miłej nauki i biegania :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Po pierwsze masz niesamowity talent, Twoje rysunki to czysta radość dla oko - cudo. Po drugie zdjęcie z z łabędziami ma w sobie coś niesamowitego, aż musiałam to napisać. A po trzecie to bardzo, ale to bardzo zazdroszczę Ci tej radości z biegania! Sama od kilku miesięcy zakochałam się w siłowni, ale bieżnia to dla mnie do tej pory przykry obowiązek, który po prostu odbębniam, a wszyscy mi tak gwarantowali, że bieganie uzależnia... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę że mnie bieżnia zniechęciłaby bardzo szybko jeśli nie już na starcie- to co mi daje takiego powera to bieganie w norweskich okolicznościach przyrody a nie w pomieszczeniu:)Musisz spróbować na świeżym powietrzu:)

      Usuń
  14. Kochana moja! Masz niesamowity talent! Pięknie rysujesz! Zawsze mi się marzyło, żeby mieć taki portret w ołówku, ale niestety, ani ja, ani mój Ukochany nie mamy takich umiejętności. Nie myślałaś, żeby na tym zarabiać? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nieee, rysuję tylko dla przyjemności i czasem gdy ktoś mnie poprosi o portret ale to bardzo rzadko i tylko jeśli zdjęcie mi się spodoba:)

      Usuń
  15. Piękne zdjęcia <3 Uwielbiam rysować. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pięknie rysujesz!
    A szczęście iż bije po twarzy z tego posta, cieszę się, że u Ciebie wszystko dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ty tak pięknie rysujesz?? Fantastyczne są te twarze, bardzo mi się podobają :) co do biegania, to też ostatnio sprawiło mi przyjemność, po wielu miesiącach bez biegania, wreszcie wyszłam i nie było aż tak źle :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Po takim wpisie człowiek od razu uśmiechnięty i zmotywowany do działania :) Rysunki świetne! Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  19. Wow świetnie rysujesz :) Jak ja dawno łabędzi nie widziałam. Ja zawsze na bieżąco gotuje i to jest mój błąd, ale za to bataty obowiązkowo w lodówce na wypadek gdybym nie miała czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę spróbować gotowanych batatów bo pieczone mi nie posmakowały:(

      Usuń
  20. Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojego talentu! Przepięknie rysujesz! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Ty za to robisz kulinarne arcydzieła:)

      Usuń
  21. Ostatnio sama odnajduje wytchnienie w bieganiu. A to, że bez swojej połówki wytrzymałaś miesiąc. Wielki szacunek! Ja po ponad tygodniu wracałam do M. Jak uskrzydlona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś jak Adam był sam w Norwegii musiałam wytrzymać i 3 miesiące bez niego:) Teraz to było "tylko" 2 tygodnie ale o te 2 tygodnie za długo:)

      Usuń
  22. Też miałam taki czas, że nie miałam weny na nowe dania i po prostu robiłam już to, co znane i przetestowane, ale taka przerwa też jest potrzebna. To bieganie to niesamowita motywacja i nawet jeżeli jesteś padnięta, to coś wewnątrz Ciebie mówi Ci, żeby pobiegać. Jak TY pięknie rysujesz !!!

    OdpowiedzUsuń