sobota, 6 lutego 2016

Eating Disorders

Między chęcią bycia FIT, pieczeniem ultra zdrowych batoników, szykowaniem kolorowych sałatek do pracy i smażeniem jaglanych naleśników z owocami zamiast "tłustoczwartkowegopączka", nachodzą mnie również o zgrozo...refleksje...


Bo to jest tak, że pokazanie swojej twarzy czasem powoduje chowanie tej prawdziwej...
Pewien baaardzo mądry facet napisał mi ostatnio coś, czego on sam pewnie już nie pamięta a mi się wryło w pamięć tak, że musiałam się na chwilę odciąć od wszystkiego.
"...dbaj o zdrowie coraz bardziej, możesz dużo osiągnąć, pozbyć się nałogów..." 
Rozkminiam już od wielu tygodni, miesięcy- w sumie to od 13 lat. Kurde, prawie połowę życia rozkminiam i dalej jestem głęboko w...dole. 
Te cud miód dania, wypieki, fit przepisy i próby bycia aktywną, mają za zadanie zagłuszyć wyrzuty sumienia i odciągnąć mnie od faktycznego problemu.
Choćbym wpierdzielała całą listę "super fudów" każdego dnia, nałykała się tranu, wit D i nadrobiła wszelkie inne niedobory- zdrowa będę dopiero jak pozbędę się ED- Eating Disorders. To, że czasem przycichną, czasem znikną na kilka miesięcy, to że udaję, że nie zauważyłam ich powrotu- nie znaczy, że nie ma problemu.
Uległam chyba presji otoczenia. Każdy prezentuje teraz zdrowy styl odżywiania- strasznie mi się to podoba bo ja na prawdę wolę dania w wersji "fit" z mnóstwem kolorów, witamin i ciekawych smaków. Ale w życiu nie zawsze jest tak kolorowo jak na talerzu.
Wiem, że jeśli nie przyznam się tutaj i przed samą sobą, że nadal, z małymi przerwami ale jednak wciąż mam ten cholerny, przygniatający i destrukcyjny problem z odżywianiem- to będę wiecznie odgrywać szopkę jaka to ja jestem fit, szczęśliwa, pełna energii i mega zdrowa...
Nie wiem jeszcze czy to mi coś da, nie wiem czy nie usunę tej notki zaraz po przebudzeniu się. Kompulsy to coś czego najbardziej w swoim życiu się wstydzę i nawet w tej chwili zastanawiam się czemu do jasnej cholery piszę to na blogu, na którym są moje zdjęcia, ktoś mógłby mnie rozpoznać- a o moich problemach wie maksymalnie 6 osób, z którym i tak o tym od lat nie rozmawiałam. 
Chyba chociaż raz chcę być całkiem szczera, choć i tak wiem, że to mnie nie uleczy- ale im więcej osób zna mój "sekret", tym bardziej motywuje mnie to do pracy nad sobą. 
Rano będzie inna walka...usunąć? Czy nie usunąć....oto jest pytanie...A Teraz idę spać, 00.43 to już najwyższa pora...

Klem




10 komentarzy:

  1. Nawet nie wiesz jak bardzo ten post trafia do mojego serca, bo doskonale wiem co czujesz. Jak się okazuje chyba nasza historia jest bardzo podobna..
    Takie problemy nie znikają, ale trzeba walczyć tak, jakby mogły zniknąć! W sumie cieszę się, że przeszłość wyglądała tak jak wyglądała, bo bardzo dużo mnie to nauczyło i teraz zdecydowanie więcej potrafię zrozumieć.
    I nigdy nie bój się pisać tego co myślisz, co czujesz i jaka jesteś. Bo naprawdę nie ma czego się bać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie miałam ED (choć robię wiele rzeczy które mogłyby na to wskazywać), więc pewnie do końca Cię nie zrozumiem, ale wierzę, że nastanie taki moment, w którym poczujesz, że jesteś całkiem zdrowa i tego Ci życzę :) Ja akurat bardzo lubię zdrowe jedzenie i wolę zjeść warzywa z kaszą i soczewicą niż hamburgera czy frytki, właśnie ze względu na smak, ale smutne jest, w jak wielu przypadkach zdrowe odżywianie i chęć schudnięcia prowadzi właśnie do choroby :/ Ważne jest żeby zachować we wszystkim umiar.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uporanie się z łatwym problemem daje małą satysfakcję. Te znaczące zwycięstwa przychodzą najtrudniej, a dumna będziesz do końca życia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam problemu zaburzeń odżywiania, ale wiem jak to jest zmagać się z kompulsywnością. Jedyne co mogę Ci powiedzieć to nie poddawaj się, rób dalej to co robisz, czyli traktuj siebie po królewsku jedząc zdrowo, wysypiając się i spędzając czas aktywnie a Twoja psychika i ciało odpłacą się najlepiej jak mogą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też z tym walczę, a przyznać się głupio i mnie :/. Najgorsze, że ja uwielbiam wieczorem zajadać stresy. Nie martw się, trzymam kciuki za Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma się czego wstydzić, wielu ludzi przez to przechodzi, najważniejsze to próbować dalej :-) będzie dobrze, trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Sama nigdy nie miałam zaburzeń odżywiania. A może nawet nie wiem, że je mam? Odnoszę bowiem wrażenie, że wiele osób nie potrafi nazwać problemu. Lub nawet go nie widzi. A to niestety fakt, że jedzenie jest dużą i nieodłączną częścią naszego życia i dużo osób próbuje radzić sobie z problemami właśnie za pomocą jedzenia.
    Mogę tylko mocno trzymać za Ciebie kciuki i mam ogromną nadzieję, że będzie dobrze :) Pamiętaj, by w razie czego od razu uderzyć do bliskich, poprosić o wsparcie. Może nawet teraz, warto porozmawiać z kimś bliskim o tym rozkminianiu? :) Na pewno lepiej Ci będzie, wiedząc, że obok jest ktoś, komu możesz się wygadać i ktos, kto zawsze pomoże, więc leć na pogawędkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Daję Ci ogromny, ciepły uścisk! :* Słuchaj, brawo za odwagę! Najtrudniejsze zawsze to przyznać się przed samym sobą, że ma się coś, z czym trzeba walczyć i drugie to podjąć walkę. Kurcze, tak sobie myślę, że to naprawdę nie jest łatwe. Przeczytałam jednym tchem, czując choć część Twoich emocji, a wiem, że nikt nie jest w stanie zrozumieć Cię tak dokładnie, jak Ty sama. "Nikt nie mówił, że będzie łatwo" - to cytat, którym się kieruję.
    Przybijam Ci piątkę! Wierzę, że małymi kroczkami Ci się uda. Trzymaj się pozytywnie. Będę ciepło o Tobie myślała :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję odwagi :* Trzymam za Ciebie kciuki i głęboko wierzę, że będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  10. Poruszyłaś mnie tym wpisem... Bardzo nawet. Bo czytając regularnie Twoje wypociny - na które poświęcam najwięcej czasu ze wszystkich blogów <3 - jakoś nie przyszłoby mi to do głowy. A przeciez zazwyczaj tak jest, że nie chcemy dzielić się ułomnościami i zabiegamy o to, aby wykreować najznakomitszy obraz samego siebie, ukrywając tym samym błędy/problemy/smutki... Wspieram Cię, jestem z Tobą i cieszę się, że jesteś w blogosferze, ściskam!

    OdpowiedzUsuń