środa, 10 lutego 2016

7 NORWESKICH BZIKÓW del 2

Polubiłam pisanie o Norwegach:) 
Nie powiem- czasem wkurza mnie ten naród strasznie i uważam, że często nie doceniają tego co mają, ale zbierając tematy do notek z tej serii stwierdziłam, że nie są jednak tacy straszni, a z niektórych ich bzików mam niezły ubaw:)
Jestem ciekawa co Wam spodoba się najbardziej:)

1. Pić albo nie pić, oto jest pytanie:)
Alkohol w Norwegii to bardzo skomplikowany temat:) Dlaczego?
Wyobraź sobie, że w Polsce, (podobnej rozmiarowo do Norwegii) znajduje się tylko 306 sklepów, w których możesz kupić alkohol powyżej 4,75%.- te sklepy należą do państwa i mają absolutny monopol na sprzedaż mocniejszego alkoholu- nie bez powodu noszą nazwę VINMONOPOLET. 



Wyobraź sobie, że zakupy w tych sklepach możesz zrobić tylko od godziny 8-9 do 18stej na tygodniu i 15 w sobotę- w niedzielę alkoholu nie kupisz nigdzie. 
Wyobraź sobie, że w sklepie typu Bożakrówka, Mrówka, Stonoga i U Pana Władka kupić możesz jedynie piwo i słabe wino poniżej 4,75% - a o godzinie 20stej i w nich dział z alkoholem zostaje zamknięty- wtedy nie kupisz go już nigdzie w całej Norwegii- na benzyniaku też nie. No oczywiście poza barami...ale i w tych godziny serwowania są z góry ustalone. W Oslo ostatniego drineczka dostaniesz do godziny 3 nad ranem ale w innych miejscowościach to może być nawet 23.
A jak z cenami? Nigdy nie byłam w Vinmonopolecie ale sprawdziłam na stronie- najtańsze wino to koszt ok 35 zł (pewnie coś typu Fresco), najtańsza wódka- 250 zł za litr:), piwo kupimy już od 50 zł za litr:) w sumie to się opłaca, bo w knajpie za 1  małe piwko zapłacimy przynajmniej 5 dyszek:)
Aby sobie jakoś radzić Norwedzy robią zapasy w Vinmonopolecie a przed wyjściem do knajpy koniecznie wprawiają się w lepszy nastrój-czytaj- piją w domu aby mniej zapłacić w pubie.
A Polacy? Polacy zawsze dadzą sobie radę:) Wystarczy mieć znajomych, którzy mają telefony do innych znajomych i tak oto w magicznych okolicznościach na stole ląduje butelka rodzimego trunku za 120 zł litr- czyli połowę taniej niż w norweskim monopolowym:) Ale za to praktycznie o każdej porze- a jak nie masz kierowcy- spoko- dowiozą xD
Można też nie pić wcale lub od wielkiego dzwonu tak jak my i problem z głowy i z wątroby:)

2. Podwójne imiona.
Wcześniej takie nazewnictwo kojarzyło mi się tylko z brazylijskimi telenowelami, gdzie nie raz potrzeba było 2 linijek tekstu aby przywołać głównego bohatera:). U nas w Polsce też mamy po dwa albo i trzy imiona (ja np jestem Magdalena Agnieszka Lidia Be:)- ale czy znacie kogoś kto chce aby zwracano się do niego podwójnie? Przecież gdyby mama zawołała "Magdaleno Agnieszko chodź tu w tej chwili" to bym się pod ziemię zapadła.
A tutaj zonk- dwa imiona to dwa imiona. Księżna Norwegii nosi imię Mette -Marit. Nie samo Mette, nie samo Marit. 
Pamiętam zabawny artykuł na ten temat, w którym autor opisywał sytuację ze swojego życia. Nie pamiętał jak się jeden kolega w pracy nazywa więc zapytał kogoś innego jak ma się zwracać. Gdy usłyszał "Per Arne" było dla niego jasne, że ma mówić per "Arne". Dopiero gdy kolega z wyrzutem spytał dlaczego woła go połową imienia zrobiło mu się głupio:)
A ja całkiem niedawno miałam dylemat bo zapomniałam jak pewna pani ma na imię- Kari-Mari czy Mari-Kari:) Na szczęście w Norwegii tak jak w angielskim bez oporów do większości można zwracać się na ty. A skoro już przy angielskim jesteśmy...



3. Każdy Norweg zna angielski. 
Przynajmniej ja mam takie wrażenie. Do tej pory pamiętam sytuację gdy spytałam Norweżkę gdzie jest przystanek autobusowy- wtedy pierwszy i jedyny raz w życiu usłyszałam "jeg snakker ikke engelsk"- nie mówię po angielsku- i ja biedna moim kalekim norweskim musiałam tłumaczyć bardziej na migi o co mi chodzi. Najmłodszy osobnik, z którym rozmawiałam miał około 9 lat, najstarszy 90:) Pomijam fakt, że Norwegom angielski wchodzi łatwo, a jak już wejdzie to zostaje na całe życie- oba języki są w dużym stopniu podobne- I can not speak english- Jeg kan ikke snakke engelsk:) 
Jeśli wybierasz się do Norwegii i choć trochę znasz angielski to nie masz się czego obawiać- nawet kilkulatek wskaże ci drogę:)

4. Kiełbaski poproszę! 
Oni mają jakiegoś dosłownego bzika na tym punkcie. W marketach całe lodówy zawalone są dziesiątkami rodzajów...parówek. Swojska, podwawelska, śląska...możesz sobie pomarzyć bo w Norwegii dostaniesz tylko to:


ewentualnie jeszcze to:


Kiełbaski na śniadanie, obiad i kolację, milion wariacji, a parówka w bułce na stacji benzynowej to mast it każdego szanującego się kierowcy xD. 
Spróbowałam może ze 2 razy w życiu tego norweskiego przysmaku i powiem tak- ja dziękuję:) Może i są wersje z zawartością mięsa nawet 90% ale treść jest zawsze zmielona- a mnie to po prostu odstrasza.

5. Nie siadaj koło mnie!
Wchodzisz do metra- jak masz farta jest to początkowy przystanek i możesz zająć sobie miejsce przy oknie (tylko część metra jest pod ziemią, większość linii ciągnie się na otwartym powietrzu i są piękne widoki!)- a potem obserwować ciekawe zjawisko- póki wszystkie miejsca przy oknach nie zostaną zajęte nikt nie usiądzie koło ciebie. Nie dlatego, że każdy chce podziwiać widoki- oni po prostu chcą siedzieć sami, jak najdalej od innych. 
Pamiętam artykuł o pociągach- zakupiono nowe składy za ponad 4 miliardy koron- piękne pociągi nie spodobały się jednak pasażerom bo posiadały za wąskie siedzenia i podróżujący naruszali swoją prywatną przestrzeń. Państwowe koleje w Norwegii działają troszkę inaczej niż polskie- dbają o swoich klientów:) Dlatego szybciutko zamówiono nowe fotele i teraz w jednym rzędzie znajdują się 4 szerokie siedzenia- 2 po prawej i 2 po lewej stronie. Te poniżej były za wąskie dla Norwegów spożywających ok 50 tys ton parówek rocznie.
źródło NSB

Inwestycja kosztowała ponad 5 milionów koron a nowe fotele pochodzą z Polski, a jakże! Mniej pasażerów może usiąść ale ci, którzy już dorwali wolne miejsce, są heppi bo mogą się rozwalić jak książęta i nawet sąsiad nie wadzi bo jest daleko:)
Już widzę jaka by była reakcja PKP:)

6. Brak ocen w szkole.
Czy to jawa czy sen- pomyśli sobie polskie dziecko wkuwające na jedną z miliona klasówek przewidzianych na ten tydzień. 
Szkoła podstawowa w Norwegii to 10 lat nauki- 7 w "podstawówce" i 3 jak w gimnazjum. Przez pierwsze siedem lat "barneskolen" czyli "dziecięcej szkoły" nie ma czegoś takiego jak dziennik z ocenami. Do każdej klasy przydzielona jest osoba, która musi wiedzieć wszystko o dzieciach-znać ich postępy notować problemy i rozmawiać z rodzicami- ale same dzieci nie dostają ocen i nie ma możliwości nie zdania z klasy do klasy. Nie wiem czy to takie cool bo już w "ungdomsskolen" czyli "szkole dla młodzieży" oceniania nie unikniemy i wydaje mi się, że to dla młodych "Norków" lekki szok. Ciekawe jak to jest uczyć się bez stresu, że zapomnę jednej małej rzeczy i już ocena w dół. Ja na szczęście szkołę mam za sobą i teraz uczę się tylko i wyłącznie dla siebie:)

Ostatni, jakże przyjemny, smakowity punkt:



7. MELKESJOKOLADE- czyli norweska czekolada:)
Uznałam, że to będzie bardzo przyjemne zakończenie notki:) 
Nie wiem tylko czy to norweski czy mój osobisty bzik- ta czekolada jest wspaniała! Wszystkie możliwe rodzaje- no ok, nie jadłam wszystkich i nie mam zamiaru, ale zawsze zabieram kilka dla dzieciów w Polsce i są zachwycone! 
Dodam, że w Norwegii nie znajdziecie na półkach, Milki, Alpen Gold czy innych "światowców" Tutaj mamy tylko norweskie marki Freia i Nidar plus ewentualnie jakieś "wykwintne" typu Lindt czy Premium- najczęściej gorzkie. I to jest właśnie norweski bzik- ale wspaniały dla rynku- bo promują tylko swoich producentów a nie obcy kapitał. W każdym razie będąc tutaj musicie spróbować chociaż klasyka- melkesjokolade- i to nawet na diecie- bo w Polsce takiej pyszotki nie spotkacie:)


I tym słodkim bzikiem kończę drugą notkę o dziwactwach Norwegów. Pierwszą można znaleźć TUTAJ:) 
Ciąg dalszy zapewne nastąpi:)

Pzdrawiam:)
Klem, klem:)

25 komentarzy:

  1. Aaale ekstra post, czytałam z uśmiechem na ustach. Więcej, więcej! Chętnie poczytam o innych kulturach, mega interesujące sprawy ;D Nie wiem co mnie bardziej szokuje, piwo za 50 zł czy 90-latek mówiący po angielsku... ale na pewno byłabym zadowolona z transportu publicznego, też nie przepadam jak ktoś koło mnie siada ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Spróbowałabym tą czekoladę - wygląda naprawdę smacznie i mam nadzieję, że będę miała okazję :)
    Co do zajmowania w miejscach w pociągach to w Polsce zaobserwowałam takie samo zjawisko - wszyscy najpierw siadają tam gdzie nikogo nie ma (ja robię tak samo :P)
    A imię mam jedno - mój tata nie chciał, żebym miała dwa, bo jego tata miał 2 i nikt nigdy nie wiedział, które jest to pierwsze. A brat mojej koleżanki ma z kolei 4 :D A Magdalena Agnieszka Lidia brzmi bardzo ładnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zawsze siadam tam gdzie nikogo nie ma:) A u mnie nie było problemu z dwoma imionami bo i tak używano tylko Madziora, za to moje trzecie imię jest szczególnie bliskie memu sercu i to nie tylko dlatego, ze sama je sobie wybrałam:)

      Usuń
  3. Czekoladkę z chęcią bym przyjęła :D <3 ale już parówek to za Chiny :P nie ma mowy, szczególnie teraz kiedy dziadek z nudów zaczął robić domowe kiełbasy bez żadnych ulepszaczy :D a parówek się boję po niektórych opowieściach, nie ważne co widnieje na opakowaniu xD :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekolady i zupę rybną rodem z Norwegii miałam przyjemność jeść (i parę innych "drobiazgów") Mój mąż był tam dwa razy - raz kilka tygodni :) no i wtedy te fiordy mu z ręki jadły. Zachwycony był bogactwem ryb i mięsem z renifera (wredal)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mięsa z renifera nie jadłam i jakoś mnie nie ciągnie:) Mi z ręki jada głównie Oslofjord:)

      Usuń
    2. ACHA !!! Zapomniałam o imponującej kolekcji trolli norweskich :) Jakoś tak stwierdził że do Jagi pasują

      Usuń
  5. O kurczę, na serio świetne te bziki. :D O części w sumie troszkę się orientuję, bo trochę znajomych, czy rodzin znajomych do Norwegii się przeprowadziło, to opowieści słyszę. ;) Na pewno chciałabym kiedyś odwiedzić ten kraj. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale świetny wpis! Uwielbiam czytać o takich różnicach pomiędzy różnymi krajami, a już w szczególności gdy są one napisane z taką dawką humoru! O wyprawie do Norwegii marzę już od dawna, a teraz mam nawet nowy powód - muszę spróbować ichniejszej czekolady! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ mi się podobało to, co przeczytałam u Ciebie :) Jakbym sama była w Norwegii... Uwielbiam takie ciekawostki. Na pewno zapamiętam! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To było fajne przeżycie wyobraźnią przenieść się do Norwegii innej od naszej Polski, ale bez wątpienia nie nudnej :) A na te czekolady to bym się chętnie rzucił ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawie piszesz! Aż nie mogę się doczekać wyjazdu do Norwegii, do znajomych. (Dostawa rodzimego trunku oczywiście będzie :D)
    Tylko co ja biedna roślinożerna tam będę jadła, jak wszędzie te parówy? :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tylko pamiętajcie o limitach:) literek na osobę:) Albo bardzo srogie kary. A co do jedzenia to sałaty ci u nas dostatek:):)

      Usuń
  10. Ciekawe są twoje spostrzeżenia, uwielbiam poznawać w ten sposób inne kraje.
    Co do parówek i hot-dogów to w Polsce must eat to oczywiście drożdżówki. Są wszędzie i każdy je kupuje :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No tak, będąc Polką nie mogę nie dziwić się punktowi dotyczącemu alkoholu :) Norwegowie są pewnie najzwyczajniej w świecie do tego przyzwyczajeni, jednak gdyby u nas nagle wprowadzić coś takiego, byłby lament i płacz. Nie wiem, czy sprzedaż alkoholu w taki sposób miałaby na to jakikolwiek wpływ, ale może dzięki temu byłby mniejszy problem z alkoholizmem? Z drugiej strony jak ktoś chce, zawsze sobie poradzi i znajdzie, co trzeba...
    Przyznam szczerze, że każdy Twój kolejny post o Norwegii coraz bardziej mnie ciekawi i sprawia, że chętnie odwiedziłabym ten kraj :) Niestety niskie temperatury nieco mnie odstraszają... Ale myślę, że dla pięknych widoków i tak ciekawych, osobliwych zwyczajów warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Norwedzy podobno chlali strasznie- dlatego wprowadzono ograniczenia- i tak piją ale na mniejszą skalę i za większe pieniądze:)
      Ps. niskie temperatury to mit- wyjaśnię przy następnym poście o Norwegii:)

      Usuń
  12. Słyszałam, że Norwegowie mają polską naturę-też lubią wypić. Nic dziwnego, w tych temperaturach! I że jak ktoś za często bywa w monopolowym to ma wizytę z opieki społecznej. Bo może ma problem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to słyszałam! Ale nie wiem jak często trzeba tam chodzić i jak dużo kupować żeby się przyczepili xD

      Usuń
  13. Dla mnie sklepy z alkoholami mogłyby nie istnieć, więc w Norwegii czułabym się dobrze pod tym względem. :D
    Co do imion to miałam przechlapane, bo mam tylko jedno w dokumentach wpisane. :D
    Co do metra/SKM - to w Polsce jest tak, jak jest, bo pasażerowie chyba nie są wymagający. Poza tym państwo swoich rodaków chce wykorzystać do cna, a nie chce im się robić wszystkiego, żeby innym żyło się lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi imionami chodzi o to, że np ja mam Magdalena Agnieszka ale używam tylko pierwszego, a gdybym była Magdalena-Agnieszka każdy musi się zwracać dwoma imionami. Zdecydowana większość Norwegów ma tylko 1 imię:) (ale 2 nazwiska hehe). Co do metra i pociągów- tak, szanują tutaj podróżnych ale co rok podnoszą cenę biletów co już mnie wkurza bo na przestrzeni 3 lat bilet miesięczny podrożał o 200 koron (100 zł) czyli prawie o 20%. Więc mają za co dbać o klientów..

      Usuń
  14. Powinnam była urodzić się w Norwegii, bo też nie lubię, gdy ktoś siedzi koło mnie w pociągu i uważam, że mają świetne podejście do alkoholu xd
    Ale mi narobiłaś ochoty na taką dobrą czekoladę!

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja nie wyobrażam sobie systemu edukacji bez ocen. Myślę, że polscy uczniowie nie byliby wystarczająco zmobilizowani do nauki. Wiem, że oceny równa się stres, ale ile my dorośli ludzie mamy tego stresu w życiu codziennym. Nie wiem czy osoba młoda, która prze 19 lat życia przeszłaby bezstresowo byłaby przyczajona do normalnego życia. Nie wiem czy dobrze kojarzę, ale dzieci w Norwegii są wychowywane bezstresowo. Czy o tym był ten film z Agnieszką Grochowska o rodzinie, która musiała walczyć o dziecko, które zostało im odebrane???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio nauczycielka na kursie powiedziała jak to faktycznie wygląda- szkoła podstawowa i średnia kieruje sie w Norwegii swoimi prawami- ale studia to studia i punktacja i wymogi międzynarodowe- dlatego normą jest że na 1 roku startuje 180 osób a do 3ego dociera max 60. Inni rezygnują bo za dużo pracy i nauki...Myślę, że zawdzięczają to właśnie "lajtowej" edukacji przed studiami.

      Usuń
  16. Osobiście nie piję alkoholu i z mojego punktu widzenia takie ograniczenia alkoholowe by się przydały w Polsce, choć może się mylę i to by nic nie zmieniło.
    Ciekawie musi być zwracać się do siebie dwoma imionami. To brzmi tak dostojnie i pi królewski :D widzę, że angielski to ich mocna strona i gdy będę się tam wybierała to nie będę myślała, że muszę koniecznie nauczyć się norweskiego :) co do kiełbasek to ich słaby punkt, bo nie sądzę, żeby to wychodziło im na zdrowie.
    Niezła historia z tym siedzeniem. Z moich obserwacji wynika, że Polacy nawet wolą się dosiadac.
    Muszę spróbować ich czekolady i podoba mi się dbanie o swoje rodzime marki :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Super artykuł. :-) Od dawna podoba mi się Norwegia, więc Twój wpis jest dla mnie źródłem cennych i ciekawych informacji. ;-)

    Serdecznie zapraszam do siebie: http://www.fitnesswomen.pl

    OdpowiedzUsuń