czwartek, 19 listopada 2015

Zmiana odżywiania:)

Na początku, chyba w pierwszej notce, wspominałam o diecie niskowęglowodaowej. Ba, rozpływałam się nad jej dobroczynnym wpływem na moją skromną osobę. 
Owszem, byłam zadowolona ale...zawsze byłam ziarnożercą i po pewnym czasie zaczęłam odczuwać frustrację:( Tym bardziej, że przewijało się u Was tyle pysznych przepisów np z moją ukochaną kaszą jaglaną!

Człowiekowi już zaczyna mieszać się w głowie...całe życie czytałam, że pełne ziarna są zdrowe, że w ich otoczce znajduje się mnóstwo witamin, minerałów i błonnika. Aż tu nagle znalazłam inne artykuły mówiące, że węglowodany pod każdą postacią są be, że trzeba je ograniczyć i wyrzucić wszystkie ziarenka jak najdalej ze swojej kuchni!
Było pięknie dopóki nie dopadła mnie wspomniana frustracja i poczucie, że czegoś mi kurna brakuje! 
I zaczęło się podjadanie- tyle, że zamiast sięgnąć po coś zdrowego rzuciłam się na słodycze.
Efekt jest taki, że z tych moich eksperymentów dietetycznych pozostała mi miłość do jajecznicy z serem żółtym i kilka nadprogramowych kilogramów.
Jestem w lekkim szoku bo od kilku lat moja waga była raczej stabilna i już zapomniałam jak to jest przytyć. 
Teraz mogę powiedzieć, że bardzo takiego stanu nie lubię!
Dlatego będąc w Polsce zaopatrzyłam się we wszystkie najbardziej ulubione przeze mnie produkty i już nie słucham nikogo tylko swojego organizmu!


Nasionka, ulubione chleby, otręby i ukochana jaglanka:)
Jako nowość mąk kokosowa, którą zamówiłam jeszcze do diety niskowęglowodanowej ale nie zmarnuje się. Na pewno wyjdą z niej pyszne gofry:)


Makarony z pszenicy durum, pełnoziarniste mąki, w tym mój faworyt- orkiszowa.


Postanowiłam również wypróbować stewię...maskara, czy ten trawiasty posmak da się jakoś zniwelować? Na razie próbowałam posłodzić tym kawę i to był niewypał, ale może w herbatce będzie mniej wyczuwalna?

Do tego olej z ostropestu, który dawno miałam ochotę włączyć do diety swojej i Lubego.

Olej lniany...który chyba nie na wiele mi się zda, bo ostatnio oglądałam program pani Guzik, w którym mówiła, że ten olej należy kupować tylko w aptece i tylko z lodówki- przechowywany w temperaturze pokojowej traci wszystkie właściwości:( Ktoś coś wie na te temat?



Nieśmiertelne i ukochane od zawsze płatki owsiane:) Plus ulubiona mieszaka siemienia i słonecznika dodawana do wszystkiego.


A na koniec kasza jaglana, pęczak, kuskus, owsiana i orkiszowa (pierwszy raz kupiłam, bardzo dobra!), ryż naturalny, soczewica czerwona i zielona (jak ja za nimi tęskniłam!)


To są produkty, na których od lat opierało się moje odżywanie. Oczywiście do tego mnóstwo warzyw, owoców, nabiał i gorzka czekolada, ryby i trochę mięska. 
Nie wiem dlaczego zaczęłam kombinować...
Mam nadzieję, że po powrocie do dawnych nawyków skończą się napady psychicznego głodu i moja waga jeszcze w tym roku wróci do normy. 
Do tego wróciła mi wena na gotowanie i eksperymentowanie w kuchni dlatego mam nadzieję, że dział na blogu, o wdzięcznym tytule "mniam, mniam", nareszcie się trochę rozwinie:)

Pozdrawiam

Klem, klem:)

10 komentarzy:

  1. O cholera - to ja się tu ciastkami Dr Gerarda opycham a ta z takimi zdrowotnościami wyskakuje - aż wstyd mi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zamiast stewi polecam ksylitol, albo nawet lepiej erytrol ;-) nie mają takiego posmaku ;-) chociaż ja to już się w sumie przyzwyczaiłam :P o tym oleju lnianym też coś kiedyś słyszałam, że trzeba w lodówce trzymać, chociaż nie wiem do końca dlaczego :P w każdym razie tam go trzymam i polewam nim marchewkę jak tylko nachodzi mnie ochota (a ostatnio się od niej uzależniłam <3)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmielone liście stewii nie mają posmaku. Ja przynajmniej w kawie nie czuję

      Usuń
  3. Jako że studiuję technologię chemiczną, to od razu zaciekawiło mnie to, co wspomniałaś o przechowywaniu oleju lnianego. Na ratunek przyszła Ciocia Wikipedia :)
    "Kwas tłuszczowy omega-3 charakteryzuje się dużą nietrwałością – szybko się utlenia. Jeżeli nie przechowuje się go w odpowiednich warunkach, traci on swoje lecznicze i zdrowotne właściwości. Dlatego olej lniany wysokolinolenowy (określany często na opakowaniach jako „budwigowy”) należy przechowywać w ciemnych butelkach, z dala od światła, a po otwarciu – w temperaturze poniżej 10°C."
    A więc wszystko to sprawka zawartych w oleju składników.
    Co do odżywiania, od długiego czasu jestem zdania, że trzeba przede wszystkim słuchać swojego organizmu, zamiast kierować się modnymi dietami, gdyż każdy z nas jest różny i każdemu służy lub szkodzi co innego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najwięcej właściwosći zdrowotnych ma właśnie olej wysokolinolenowym nierafinowany, tłoczony na zimno. Omega-3, znajdujący się w oleju lnianym, pod wpływem światła, powietrza i wysokiej temperatury ulega bardzo szybkiemu procesowi utleniania. Ciocia Wikipedia ma rację - musi być przechowywany w odpowiednich warunkach ;) a zapasy jak na prawdziwą zimę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiem jak to jest odkryć w sobie pasję do gotowania :) Nigdy nie lubiłam gotować, aż przeszłam na wegetarianizm i pokochałam to! To wspaniałe, pod warunkiem, że przygotowujemy dania, na które mamy ochotę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Diety niskowęglowodanowe na dłuższą metę są bardzo niezdrowe, a guru takiej diety Atkins skończył z zawałe. Nie obrazisz się, że napiszę co myślę? Pszenica - najgorsze zboże w ogóle. Żyto i jęczmień również niedobre. Ale ja tylko tak. Bez czepiania się. Dobrze, że jusz jesz więcej węgli.

    OdpowiedzUsuń
  7. ale masz zapasy! :) też ostatnio kupiłam taką mąkę orkiszową, Gdańskie młyny można kupić u nas w każdym sklepie. a jak ogólnie ze zdrową żywnością w Norwegii? Duży wybór macie?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie wyobrażam sobie życia bez mąki w różnej postaci, czy to w omlecie, czy w chlebie. Wiadomo, nie jadam tego w nadmiarze, ale nigdy nie umiałabym tego usunąć. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ohohoh! Powodzenia i trzymam mocno, mocno kciuki!

    OdpowiedzUsuń