poniedziałek, 19 października 2015

Zakupy do POTARGANEJ CHAŁUPKI cz.2

Im bliżej wyjazdu ( 30 października) do Polski, tym bardziej nim żyję- bo pierwszy raz powrócę do innego miejsca niż mój rodzinny dom...dom, który...niestety już dawno przestał być rodzinny i więcej mam tam stresów niż radości. Dlatego tak mnie cieszy nasze nowe "potargane" miejsce. Niby docelowo ma to być tylko domek letniskowy ale ja i tak ciągle przeglądam strony wnętrzarskie i buszuję po sklepach wynajdując coraz to nowe skarby. 
O gustach się nie dyskutuje- dla mnie to skarby, dla kogoś brzydkie starocie:) W każdym razie i tak pokażę Wam resztę moich zakupów bo jestem ciekawa co mi poradzicie- zostawiać je w takim stanie w jakim są, czy przerobić, przemalować itp.

Wszystkie przedmioty pochodzą z Fretexu- norweskiego sklepu z używaną odzieżą i artykułami do domu. Uwielbiam to, że tu nikt nie wstydzi się powiedzieć "kupiłam we Fretexie" i, że można znaleźć prawdziwe perełki w śmiesznych cenach.

Będzie tylko kilka perełek, obiecuję:) 

Na pierwszy ogień idzie mój wielki talerz, który zauroczył mnie jak tylko go zobaczyłam- przypomina mi plaster drewna, uwielbiam te krawędzie:)  
Jego nie mam zamiaru przerabiać:)

 Na warzywa, owoce, świetnie sprawdzi się też jako taca na łakocie:) Ale jako kobieta napiszę- nie ważne na co się przyda, ważne, że mi się podoba:)



Następny talerz to łup z promocji- miałam go kilka dni wcześniej w rękach gdy kosztował 100 nok czyli 50 zł- stwierdziłam, ze to ciut za dużo, kupiłam za...7 zł- i to było idealnie:) Początkowo myślałam, ze go przemaluję na jakiś jasny kolor i dam do pokoju jako podstawka pod wazon, świeczki itp...ale z drugiej strony to piękne, kompletnie niezniszczone drewno...-co myślicie, malować czy nie?


I ktoś teraz pomyśli- szurnięta, jakiś domek dla paków czy co? 


To jest "domek", który ktoś miał zapewne powieszony gdzieś przy wejściu. Napisy są po szwedzku ale ten język jest tak podobny do norweskiego, że bez trudu odczytałam "Jeśli nikogo nie ma w domu napisz notkę i zostaw ją tutaj":) Wskaźnikiem zaznaczało się godzinę planowanego powrotu mieszkańców:)

U nas ten domek będzie miał inne przeznaczenie- zawiśnie w sieni jako schowek na klucze od domu i auta- i już więcej Adam nie będzie się wściekał, że znowu posiał gdzieś kluczyki:)

A teraz chyba mój największy skarb- ręcznie rzeźbiona szkatułka:


Będzie idealna na moje wiecznie poniewierające się  kolczyki, wisiorki, zegarek itp. Nie mam zbyt wiele biżuterii więc wszystko się zmieści:)


Początkowo myślałam o przemalowaniu na jaśniejszy odcień ale chyba tylko delikatnie ją odświeżę lakierem. Jak myślicie?


A na koniec mój uroczy, również ręcznie rzeźbiony dzbanuszek. On będzie miał swoje miejsce w kuchni na kredensie, gdzie ciągle rzucałam jakieś swoje spinki, frotki, paragony itp- teraz będą w dzbanuszku:)


Myślę, że jak dostanę fajny środek do drewna to też delikatnie go odświeżę...Tylko...kiedy ja znajdę na to wszystko czas podczas tygodniowego pobytu w Polsce?:)



To ostatni zakupowy post, teraz myślę tylko o tym aby móc Wam pokazać te przedmioty już na miejscu w potarganej chałupce:)


Poprzedni "zakupowy post"



Klem, klem


6 komentarzy:

  1. szkatułka po prostu przepiękna, zostawiłabym wszystko takie jakie jest, w tych kolorach mają swój urok, a w jaśniejszych myślę będą wyglądać bardziej nowocześnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten "domek" jest super ... Moja mama miała podobny ale na klucze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany. :D Mi w pierwszej myśli ten talerz przywiódł na myśl wieczko o słoika. :D A ten domek prześliczny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeeej...jakie cudne rzeczy wynalazłaś! Każda jedna podoba mi się przeokrutnie! Chyba nie przemalowywałabym niczego, drewno w swoim naturalnym kolorze jest piękne, aby delikatnie odświeżyć i git malyna :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne drewniane akcesoria, aż samemu chciałoby się je mieć ;) będą pięknie wyglądały w waszej "chałupce" ;)

    OdpowiedzUsuń