sobota, 5 września 2015

GLINKI---my love:)

Witam piątkowo:)

My dziś nareszcie po kilku dniach deszczu mamy w Oslo piękne słonko. Mam nadzieję, że w Polsce za to solidnie popada bo babcia i ciocia bardzo ubolewają z powodu suszy i braku grzybów.


Dziś trochę kosmetyczny piątek. Wróciłam do domu dosyć wcześnie i postanowiłam zrobić sobie małe spa- a konkretnie upiększyć facjatę. Wytargałam więc z mojej kosmetycznej szafeczki takie oto skarby:






i jeszcze takie:


Moje ukochane, niezastąpione GLINKI!!!

Ja ogólnie nigdy nie miałam większych problemów z cerą, max 2 pryszczyki przed okresem i trochę zaskórników. Wszystko się pogorszyło jak 6,5 roku temu zaczęłam PALIĆ!!! Odradzam z całego serca, jeśli nie ze względu na płuca to chociażby w trosce o skórę- bo na niej od razu było widać, że wpuszczam do organizmu najgorsze syfy. 
Od 13 miesięcy jestem jednak wolna od nałogu:):):) I staram się naprawić szkody jakie wyrządziłam skórze. Do glinek przekonałam się po lekturze bloga niezastąpionej Alinki, z którego czerpię wiele kosmetycznych inspiracji:)

Każda z glinek ma jakieś określone działanie. Pierwsza od góry i moja ukochana to GHASSOUL, która odżywia (magnez, krzem, potas itd) ale przede wszystkim doskonale oczyszcza! Skóra jest po niej gładka jak po mocnym peelingu, mięciutka i tak przyjemna w dotyku, że ciągle się bo mordce macam:) Ja kupuję glinki na Allegro i szczerze mówiąc wybieram przeważnie te najtańsze-ok 7-8zł za 100g. Jeszcze się co do jakości nie zawiodłam a już trochę opakowań poszło bo na ilości nakładanej jednorazowo maseczki nie ma co oszczędzać i lepiej ciut za dużo nałożyć niż za mało.
Ghassoul mam teraz w postaci płatków i jest lepsza niż sproszkowana bo fajnie nasiąka wodą i się nie zbryla. 
Każdą maseczkę przygotowuję tak samo i na oko-garstkę płatków lub ok 2 łyżki proszku plus letnia woda-i tutaj już intuicyjnie totalnie metodą prób i błędów ale lepiej troszkę wody i ewentualnie potem dolać niż przesadzić i mieć wodziankę a nie maseczkę. Można oczywiście zaopatrzyć się w jakieś bajery do odmierzania no ale po co sobie miejsce w szufladzie zabierać. Maseczkę mieszam..palcem:)


Drugą w kolejności ulubienicą jest glinka zielona. Podobno usuwa pryszcze, nie wiem bo ich nie mam ale wiem, że fajnie działa a moją skórę, która po zabiegu jest świeża i również przyjemna w dotyku. Nie ma takiego efektu łaał jak po ghassoul ale za to można się poczuć przez 15 minut jak MASKA-wiecie, ten zielony z filmu:)  Pamiętam jak kiedyś do mojego pokoju wpadło nagle kilku znajomych-z zaskoczenia bo chcieli złożyć życzenia urodzinowe mojej połówce. A ja sobie siedzę zielona na gębie centralnie na wprost drzwi- i prawie mi te drzwi wyłamali jak się na klamce uwiesili żeby się nie przewrócić ze śmiechu:) Chciałam ładnie wyglądać na imprezie urodzinowej lubego a zostałam przemianowana na Szreka-na szczęście szybko zapomnieli:)

Raz na jakiś czas stosuję również glinkę czerwoną- bo wyczytałam, że jest dobra dla cery naczynkowej. Ja mam na policzku od kilku lat jedną malutką pajęczynkę, z daleka wygląda może jak pryszcz albo zaczerwienienie. W sumie przyzwyczaiłam się do tego mojego pęknięcia i nawet je lubię ale wolę żeby się nie rozrosło i liczę, że glinka czerwona jakoś to załagodzi. Jak po każdej glince tak i po czerwonej mam efekt fajnej odświeżonej skóry-a do tego bardziej rumianej:)


Mam też glinkę żółtą- użyłam raz jak do tej pory ale szczerze mówiąc nie pamiętam efektu. Na opakowaniu napisane jest, że do cery trądzikowej. W każdym razie jak już ją mam to pewnie mi nie zaszkodzi:) 
Jak już zamawiam to masowo więc wrzuciłam "do koszyka" i glinkę niebieską. Jeszcze jej nie testowałam i nie wiem czym się kierowałam przy kupowaniu- chyba tylko ciekawym kolorem bo napisane jest, że do cery dojrzałej a jeszcze jakaś stara nie jestem. W każdym razie musi fajnie wyglądać na twarzy, niebieska jeszcze nie byłam:)  

A Wy moje drogie Panie i być może i Panowie- stosujecie gliki? Jeśli nie to bardzo gorąco polecam bo nie kosztują wiele a działanie mają lepsze niż pewnie niejeden krem za xxx zł:)

Ps. Za tło dla glinek posłużyła moja zjawiskowa bawełniana torebka- z tego co widzę na ulicach to ostatni krzyk mody, teraz takie są bardziej trendi niż "szanelki":) A była "trochę" tańsza bo 9,99zł :)


A na koniec, na dobry wieczór, a w zasadzie to już a dobranoc:


Ps, pamiętajcie aby maseczka nie wysychała na twarzy bo inaczej przez jakieś 30 minut po zmyciu będą czerwone plamy- ja co 2-3 minuty psikam ją wodą--na zdjęciu widzę, że już za dużo podeschła stąd botoksowy napięty uśmiech:)

Klem, klem:):)

5 komentarzy:

  1. Uwielbiam zieloną maseczkę z glinki 100% naturalna z Nacomi 200ml za 20 zł :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nigdy nie mam cierpliwości do maseczek, a palę - wiem o czym mówisz, też nigdy nie miałam pryszczy a teraz jest o wiele gorzej :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba i ja zaopatrzę się w glinki. Cena naprawdę atrakcyjna. Często coś mi wyskakuje na czole :( a z tego co piszesz potrafią zdziałać cuda :) Co do pogody to w Warszawie chyba zaraz będzie padać. Na niebie dużo chmur i ogólnie jest już zimno. Zapewne nadchodzi jesień a pomyśleć, że jeszcze tydzień temu biegałam w krótkich spodenkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już przywykłam do chłodu- w Oslo ok 15 stopni od dwóch tygodni, musiałam się pogodzić z długimi spodniami i kurtką:( Na niechcianych gości na czole polecam ghassoul bo cudnie oczyści i zieloną-bo podobno specjalna na wypryski:)

      Usuń
  4. Chyba musze się zaopatrzyć :) nigdy nie stosowałam. :) Zapraszam na mojego bloga adzioorek.blogspot.com . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń