niedziela, 12 lutego 2017

Co robimy jak nas tu nie ma?:)


Ciężko, coś ciężko jest mi się zebrać, pisać regularnie, planować i panować jakoś nad każdym dniem tak aby nie marnować tyle czasu ile marnuję obecnie...
Wymówek i usprawiedliwień jest co najmniej tyle ile "od jutra".
Ale luty i tak jest lepszy mimo, że był bardzo stresujący. 
Pokazał mi przynajmniej, że nie jestem wcale taka beznadziejna jak mi się wiecznie wydaje (przynajmniej jeśli o język norweski chodzi:)
A tymczasem mamy zimę pełną parą i, choć zdjęcie wykonałam kilka dni temu, to krajobraz tu w Oslo wcale się nie zmienił. 
Przynajmniej tak jest cały czas u mnie na osiedlu domków, bo już w ścisłym centrum 6 km dalej śniegu totalnie brak i czuję się jak debil paradując w śniegowcach:)
Ale tutaj nikt nie zwraca uwagi na "odmieńców" i właśnie za to bardzo sobie cenię te skandynawskie ziemie:)




Chrup niezmiennie jest moim pocieszaczem i rozweselaczem nr 1.
To niesamowite jak taka mała puchata kulka może uspokajać i poprawiać nastrój...no chyba, że gryzie kable:)


Skoro już przy moich instagramowych zlepkach jesteśmy to poniżej mój najnowszy gadżet, oczywiście fioletowy:) (w rzeczywistości kolor jest dużo cieplejszy)
Jococups wypatrzyłam u @nerada_plytvam i od razu go zapragnęłam:) 
A że przy okazji znalazłam na norweskiej stronie 60% obniżkę...:)
Będziemy testować na spacerach a przede wszystkim w podróży. 
Już nie będę ładować kawy w śmieciowy kubek na cpn-ie i choć nadal produkujemy sporo odpadków to każde ograniczenie wyrzucania śmieci jest dobre:) 


Jest też sporo dobrego jedzonka u mnie.
Cały czas próbuję nowości i testuję przepisy.
Sprawia mi to ogromną satysfakcję i frajdę i utwierdza w przekonaniu, że kuchnia wegańska jest naprawdę smaczna, prosta i inspirująca!
Ale o tym napiszę innym razem:)
Poniżej ulubiona micha pierwszy raz z czerwonym ryżem i tempehem (te brązowo żółte paski) czyli fermentowaną soją, do tego awokado, fasolka mung, bezsmakowy pomidor i ukochana papryka:)
Różowe skarpetki w bonusie:)


A tutaj pierwszy przepis z La Veganisty.
Zawsze zastanawiałam się jak smakuje burrito, tak popularne w hamerykanckich serialach:)
I choć przepis miał milion składników, co powinno mnie zniechęcić, to jednak ciekawość wygrała:)
Jeśli ktoś chce przepis to dajcie znać, podam w komentarzu:)
Farsz z czerwonej fasoli, pieczarek, soku z cytryny, awokado i sosu pomidorowego wyszedł super! 
Muszę tylko nad tortillami popracować bo za bardzo je wysuszyłam, ale i tak eksperyment uznaję za udany:)


I dzisiejszy obiad podpatrzony na norweskim blogu VEGETARBLOGGEN (link)
Makaron ala carbonara z tofu i szpinakiem.
Wykonanie trwa nie dłużej niż gotowanie makaronu a takie przepisy lubię najbardziej!
I do tego efekt końcowy! Niebo w gębie!
Strona jest norweska ale jak teraz sprawdziłam translator to całkiem nieźle tłumaczy więc spokojnie można podglądać przepisy.
Ja podaję tutaj w telegraficznym skrócie.


Spagetti a'la carbonara z tofu i szpinakiem

200g tofu naturalnego
200g dowolnego makaronu
1 cebula
3-4 ząbki czosnku
1 łyżka oleju koko
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżki płatków drożdżowych
1 łyżeczka papryki wędzonej
ok 150 ml wody
ok 100 ml śmietanki (użyłam sojowej)
pieprz, sól

Wykonanie:
Nastawić makaron.
Tofu odcisnąć z nadmiaru wody, pokroić w drobną kosteczkę, podsmażyć na oleju kokosowym.
Gdy tofu się zrumieni dodać pokrojoną w kostkę cebulę i czosnek.
Podlać wodą aby się nie przypaliło, dodać sos sojowy, płatki drożdżowe i paprykę, dokładnie wymieszać i dusić kilka minut.
Na koniec dodać śmietankę, doprawić solą i pieprzem, dusić aż cebula będzie miękka lub po prostu taka jaką lubimy (ja wolę twardszą).
Na sam koniec, dosłownie chwilę przed zdjęciem z palnika dorzucić garść porwanych liści szpinaku, wymieszać.
Można dolać wody jeśli sos jest za gęsty.
Pałaszować ze smakiem!



Taką śmietankę kupiłam jeszcze w Polsce w sklepie Vegekoszyk.pl (stacjonarnie w Kielcach)
Miała najlepszy skład ze wszystkich dostępnych i wręcz cudowny na tle tych, które znalazłam w Oslo. 
Raz na jakiś czas nie zaszkodzi ale i tak będę się starała unikać tego typu sojowych wynalazków z toną emulgatorów i dodanymi olejami.





Pobawiłam się też w małe DIY.
Kiedyś pisałam, że nie lubię angielskich napisów.
Serio, mam tylko 1 kubek z tekstem po angielsku a tak to unikam wszelkich "home", "love", "keep calm" itp
Jeśli coś ma mieć jakikolwiek tekst to tylko po polsku lub po norwesku:)
Niestety takie kalendarze spotykałam tylko z angielskimi miesiącami ale dobrze się złożyło.
Ten poniżej dorwałam z wyprzedaży za całe 20 nok (ok 10 pln) bo miał zdublowane cegiełki.
Kupiłam w Polsce próbkę farby za całe 2,5 pln i zaczęła się zabawa.
Nie pytajcie mnie czemu akurat róż.
Pewnie dlatego, że fiolety były brzydkie a ja mam ostatnio jakąś fazę na intensywne kolory xD
W każdym razie białe "ala skandynawskie" akcenty, tudzież miętowe, mnie nie kręcą, mam ich już po dziurki w nosie.





No cóż...
Czeka mnie kolejne DIY
Kalendarz trochę postarzymy, powycieramy i pogrubię literki/cyferki najlepiej innym kolorem bo ten czarny jakoś mnie razi...
Więc to taki trochę diy niewypał ale będę kombinować:)
Za to ramki mi się bardzo podobają:)
Szare zwyklaki dorwane w promocji teraz już dla mnie nie są zwyklakami:)
Swoją drogą Norwegia jest bardzo drogim krajem, to wam każdy powie, ale za to promocje mają nieziemskie! 
Ramki przecenione z 30 na 5 koron (2,5 pln) mogę kupować w ciemno- jeśli nie mi to komuś innemu się przydadzą:) 
Zawsze można na nich też poeksperymentować bez strachu że zniszczymy coś drogiego:)



Królikowelove:)



A kwiatek urodzinowy i oficjalnie Adama ale ja go sobie przywłaszczyłam:)
Mój mężczyzna 7 lutego świętował po raz kolejny 20stkę:)
W piątek wyprawialiśmy i jeszcze dziś, w niedzielę dochodziliśmy do siebie:)
Nie no nieee, ja tylko trochę wina wypiłam, w sumie trochę dużo ale fason i pamięć do końca imprezy zachowałam:)
Tylko w sobotę coś tak głowa bolała:)
Dlatego cały weekend odpoczywaliśmy ciesząc się promieniami słonka...przez okno:)







On mi się nigdy nie znudzi:)


I tym pozytywnym akcentem kończymy, żegnamy się i lecimy szykować na poniedziałek.
Nowy tydzień, nowe możliwości!

Pozdrawiamy!
Klem, klem!:)

17 komentarzy:

  1. Widać, że Chrupi to urodzony model i uwielbia pozować :)
    Twoje dania wyglądają pysznie - lubię takie bogactwo na talerzu :)
    Kubek też bardzo mi się podoba. I w ogóle to bardzo lubię czytać, co u Ciebie słychać :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj z tym Chrupem i jego pozowaniem to wcale nie jest tak lekko- na 10 zdjęć czasem jedno się nadaje hehe bo wierci się jak postrzelony! Ale i tak uwielbia latać za nim z aparatem:)

      Usuń
  2. Jeeeju Twoje superpysznie wyglądające jedzonko strasznie mnie kusi do jedzenia zdrowo i wypróbowywania nowych przepisów, ale jako że mieszkam w domu tłustożerców i pizzożerców jest trudno i za często się poddaję :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej ale u Was śniegu dużo! U mnie ni ma nic :( jeśli chodzi o norweskie promocje - to jest coś co uwielbiam <3 normalne ceny mają drogie, więc dzięki temu mają z czego obniżyć xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie uroki mieszkania w Hordaland, u Was najczęściej angielska pogoda ale mam nadzieję, że trochę śniegu jeszcze zobaczycie! ps a z tymi promocjami to nie dość że mają z czego obniżać to potrafią to robić o nawet 80% :)

      Usuń
  4. Nikt nie jest beznadziejny - każdy z nas jest wyjątkowy a to co sprawia nam trudność z czasem przestanie, trzeba tylko ćwiczyć :)
    Chrupek jest przesłodki, ale o tym już wiesz. Wszystkie zwierzęta są cudowne - mają niesamowity dar i umiejętność, której nie posiada każdy człowiek. Wystarczy tylko przytulić taką puchatka kulkę, pogłaskać... wystarczy tylko ich spojrzenie, aby wszystkie problemy odeszły a my poczuli się lepiej, nabrali sił, uśmiechnęli :)
    Twoje jedzenie prezentuje sie bardzo smacznie - zjadłabym takiego świeżego pomidorka z ogródka, ale jeszcze musze poczekać :) Bardzo podoba mi się talerz/tacka na którym ułożyłaś warzywa - z widelczykiem tworzy uroczy komplet ;)
    Burrito również wgląda smakowicie - tak naturalnie i zdrowo, tak jak i makaron, ale jednak wolę burrito - nie jestem "kluskową panną" ;D
    Według mnie kalendarz, który zrobiłaś jest bardzo ładny... nabrał zupełnie innego wyrazu, ale rozumiem, że jeszcze chcesz nad nim popracować :) Ramki również są przepiękne :)
    Spóźnione wszystkiego co najlepsze dla Adama - dużo zdrowia, spełnienia marzeń i samych wspaniałych chwil :) Swoją drogą.... ile razy można świętować 20stkę? :D Wypitym winkiem się nie przejmuj - wino zdrowe a poza tym to był wyjątkowy dzień i trzeba było uczcić :)
    Bardzo cieszę się, że napisałaś ten post - czekałam na to, aż coś napiszesz :) Mam nadzieję i życze Ci aby każdy dzień był dla Ciebie szczęśliwy i pełen cudownych wspomnień - bez stresu i nerwów o których wspomniałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. talerz tacka kupiłam w sklepie z używanymi rzeczami za ok 15 zł i też go uwielbiam:) A ja jestem bardzo kluskową panną hehe:) uwielbiam makarony pod każdą postacią nawet jedzone solo bez dodatków:)
      Przekażę Adaśkowi życzenia- w jego przypadku to już druga dwudziestka :) (roczni 77 więc staruszek ale za to jaki kochany!:) Dziękuję Ci za tak piękne życzenia i ciepłe komentarze! ściskam mocno!

      Usuń
    2. Świetny zakup - też bym go kupiła :D
      Oby w takim razie jak najwięcej było tych dwudziestek a On jak najdłużej cieszył się zdrowiem, pełnią sił i optymizmem. A w to, ze jest kochany nie wątpię :)
      Ja również ściskam ♥ Buziaki :)

      Usuń
  5. Czasem z tą organizacją bywa różnie i doskonale rozumiem, że ciężko się jest zebrać. Sama, choć staram się jak mogę, to mam wrażenie, że czas ucieka przez palce i moje plany rozjeżdżają się czasem z rzeczywistością.
    Bardzo mi za to poprawiłaś humorek Twoimi zdjęciami z Chrupciem :) Kochany jest, jak zawsze! Razem wyglądacie przepięknie.
    Kwiatuszek urodzinowy bardzo mi się podoba... a z tymi urodzinami po 20... najlepiej by było, żeby każdy kolejny rok znów był tą cudowną dwudziestką.
    Farbka w odcieniu różu mi się akurat podoba. Nie mam nic do tego kolorku i też się łapie czasem na tym, że podświadomie przygarniam do domu coś akurat w różowych odcieniach.
    Kochana, życzę Ci udanego tygodnia! Buziaki! No i królisia wygłaskaj ode mnie.
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. króliś wygłaskany! Właśnie siedzi koło mnie i myje się bo już chyba lulanie będzie:)
      Również pozdrawiamy!:)

      Usuń
  6. Ło jezu jaki piękny puchacz <3
    Przeuroczy ten róż DIY, dobra robota. Zawsze mi się marzył taki kalendarz kostkowy, muszę się za nim rozejrzeć :) No i jak zwykle czad jedzonko!

    OdpowiedzUsuń
  7. I mi ciężko ostatnio regularnie pisać na bloga, więc Cię doskonale rozumiem. Pięknie śnieżnie za oknem i słonecznie - a ta kombinacja zawsze poprawia mi humor :) Pysznie tu u Ciebie - śledzę instagrama, więc widziałam i świetny kubek (zazdroszczę ! Zamówiłam jakiś czas temu podobny w Ikei, czekam jeszcze na zamówienie), tak jak i widziałam te pyszne dania :) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widziałam te kubki w Ikei! Nawet pomyślałam że to byłoby dobre zastępstwo dla mojego Joco ale jednak gorzej leżą w dłoni bo mają taki trochę dziwny kształt. Są jednak w dobrej cenie więc warto kupić:) a ręka jakoś się przyzwyczai:)

      Usuń
  8. ale piękna zima :) a na talerzu same pyszności ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakie pyszności sobie serwujesz! Wszystko wygląda bardzo smacznie :)
    Chrup nam też się nigdy nie znudzi więc możesz pstrykać mu tyle fot ile chcesz a nam je wszystkie pokazywać :D
    Ten drewniany kalendarz wygląda bardzo ciekawie! Nigdy takiego nie widziałyśmy :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Wpis obfituje w piękne zdjęcia i treść - aż nie wiem do czego nawiązać. Moje życie płynie równie intensywnie i mam wrażenie, że im mniej mam na głowie, tym trudniej zmobilizować się do działania i poukładać sobie wszystko... Ale to chyba dobrze - zasuwam jak mały robocik nie czując przy tym zmęczenia :) PS. W Polsce (nad morzem) świeciło dziś piękne, wiosenne słońce! Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń