sobota, 29 października 2016

HALLOWEEN?

Już jutro o tej porze będę w Potarganej Chałupce z moimi chłopakami!
Tylko kilka dni a raczej aż kilka dni.
Najważniejsze, że będę z bliskimi w dniu Wszystkich Świętych, że będę mogła zapalić świeczkę na grobie najważniejszej, najbliższej mi osoby...
Pamiętam moją mamę siedzącą na środku kuchni i robiącą wianuszki, dookoła porozrzucany mech, wstążki i niesamowity zapach lasu i ziemi.
Pamiętam porozkładane na stole gazety, gorący wosk w wielkim garze stojącym na kuchni, jego intensywny ale i przyjemy zapach. 
Miałam może z 8-10 lat, siedziałam i kręciłam knoty a potem miałam frajdę z odklejania porozlewanego i zastygniętego wosku z tych gazet- odbijały się na nim literki:)
Pamiętam prawie 4 kilometrowe marsze na cmentarz, rok w rok obładowane wiankami, z siatami pełnymi zniczy. Nie było auta, czasem ktoś podwiózł ale rzadko. 
Potem spacer między grobami, nie mogłam zrozumieć dlaczego moja mama to lubi- zawsze mówiła, że ją to odpręża, uspokaja. 
Pokazywała mi groby, kwiaty i mówiła "ooo Lenka, zobacz jakie ładne, ja też chcę żeby mój grób tak wyglądał, ma być skromnie ale ładnie, pamiętaj!"
Ależ się o to złościłam na nią!
Teraz dzwonię do babci, cioci, planujemy co która kupi, jakie kwiaty, jak udekorujemy i czy jej by się to podobało. Ja wiem, że tak, sama mi przecież wielokrotnie mówiła co lubi...
Ale!
Już się nie dołuję! Już nie chodzę zamulona z zaczerwienionymi oczami
Teraz wspominam z uśmiechem te wspaniałe chwile z moją niesamowitą mamą.

Dla mnie Wszystkich Świętych i Zaduszki zawsze będą takim czasem zadumy, wspomnień, płaczu, który przynosi ulgę, spotkań z rodziną...


Nie lubiłam i nie chciałam Halloween, wkurza mnie, że wszystko co "hamerykanckie" musi prędzej czy później przeniknąć do naszej kultury.
Z drugiej strony domyślam się, że dla dzieci to frajda móc się przebrać, zbierać łakocie, straszyć, czy chociażby wycinać twarze w dyniach. Dla dzieci i pewnie dla niektórych dorosłych również.
A może da się pogodzić jedno i drugie?
Może mogę wspominać zmarłych i jednocześnie bawić się beztrosko z tymi, którzy nadal żyją?
Przecież moja mama się nie obrazi jak zjem trochę żelków w kształcie wampirzych szczęk i wydłubanych oczu:) 
Sama by mi pewnie takie łakocie kupiła:)
Spróbuję:)

Wszystkich Świętych to też jedyny dzień w roku kiedy obowiązkowo z moją psiapsiółką wybieramy się wieczorem na cmentarz. W żaden inny dzień bym się na to nie odważyła! 
I o ile nie toleruję robienia zdjęć na cmentarzu, to zeszłoroczne święto musiałam uwiecznić. 
Magia!


Jestem też ciekawa jak Wy spędzacie te dni, czy podoba wam się Halloween, te straszące dyniowe lampiony i "cukierek albo psikus"?
W Norwegii ta tradycja już na dobre się zadomowiła tym bardziej, że nie obchodzi się tutaj Wszystkich Świętych bo i katolików wśród Norwegów praktycznie brak.

Cieszę się, tak strasznie się cieszę na jutrzejszy lot!

Do zobaczenia za tydzień!

Klem, klem!


niedziela, 23 października 2016

Chrupiemy warzywa, owoce i...suszony RAW chlebek:)


Czekam
Na słońce, którego nie widziałam od ponad 2 tygodni- nawet jednego malusieńkiego promyczka! I tutaj witamina D w kapsułkach, nawet w zdwojonej dawce, nastroju raczej nie poprawi...
Na wyjazd do Polski, który już, już bliziutko- dokładnie za tydzień o tej porze będę zapewne już w Potarganej Chałupce:) Chyba, że korki na trasie Kraków- Kielce znowu nas spowolnią o ponad 2h ale to nie waaażne:)
No i Wszystkich Świętych, na które faktycznie czekam i to nie ze łzami w oczach jak przez ostatnie kilka lat, a z radością, że mogę w takim ważnym dniu osobiście zapalić znicze a nie siedzieć w Oslo i płakać z tęsknoty.
A tymczasem, poza czekaniem, siedzimy sobie razem z Chrupkiem i wcinamy zieleninę i mnóstwo kolorów coby jakoś nadrobić brak słońca, światła i ogólny depresyjny nastrój na zewnątrz.
Niedługo minie miesiąc odkąd nie jem mięsa i nawet tego nie zauważam, a takie kolorowe zakupy, spożywane w 90% na surowo, napełniają mnie jakąś niesamowitą energią.
Moja psiapsiółka napisała mi ostatnio, że też myśli o wegetarianizmie ale boi się bo jest bardzo mało warzyw, które lubi...pierwsze co sobie pomyślałam to "Krejzolku ale mi Ciebie szkoda, warzywa są takie genialne, nie wiesz co tracisz";)

A Chrupek wbrew pozorom gardzi marchewką, za to jarmuż i szpinak pochłania ekspresowo, aż mu się dosłownie uszy trzęsą:)



czwartek, 13 października 2016

Jesień, książki i krokiety

Usiadłam w moim ulubionym rogu kanapy.
No ok, zaległam raczej bo nogi jak księżniczka wyciągnęłam na szezlongu.
Zaraz, chwila, wstanę zapalić moją wiśniową świeczkę.
Ok, ready
Właśnie Chrupek wskoczył na oparcie kanapy i zaczął robić to co uwielbia czyli chrupać- zostawiam mu tam ogonki od jabłek, które uwielbia:)
Aż dziwne, że na takiej diecie rośnie w oczach, dopiero ważył 600 gram a już mu prawie 900 wskoczyło. Nie jedzcie mlecza i trawy- od tego się tyje:)
Biedak siedział jak za karę gdy go w misce na wagę kuchenną kładłam- ale sånn er livet- takie jest życie Chrupku:)
Piję ciepłą wodę z łyżeczką miodu spadziowego (z robaczkowych kupek) i sokiem z połowy cytryny- ciepłą, nie gorącą, bo gorąca zabija witaminki...
Obgryzam od jakiegoś czasu policzki, nigdy nie obgryzałam paznokci to na polikach się wyżywam.
Nie wiem czemu, czy to z nerwów? 
Jeśli tak to jakich, przecież ja oazą spokoju jestem.
Przez ponad tydzień nie mieliśmy internetu.
Tym oto sposobem zakończyłam wzruszającą historię Lou zapisaną w dwóch 500-stronicowych tomach. No i mogłam obejrzeć film, poryczałam się jak głupia.
Chyba już się stara robię.
W każdy razie polecam, jeśli jest ktoś, kto jeszcze nie czytał tych bestsellerów, to na prawdę warto.
Oba tomy dają do myślenia. Jutro zabieram się za kolejną książkę Jojo Moyes i pękam z dumy, że tak sprawnie czytam i rozumiem po norwesku mimo, że używanie tych słówek i zwrotów w mowie nadal idzie mi opornie. Bo baran ze mnie.
Rzadko kiedy trzymam się postanowień ale to z niejedzeniem mięsa przychodzi mi tak łatwo, że nawet nie odczuwam braku czegokolwiek. Silna wola może zostać złamana gdy Adam kupi wątróbkę, lubię wątróbkę, bardzo!
Adam w niedzielę jedzie do Polski. Będę płakać a Chrupek mnie będzie pocieszał.
Ale po dwóch tygodniach się znowu zobaczymy- w Krakowie na lotnisku:):) Całe 5 dni w domu będę! Krótko ale i tak szaleję z radości! Potargano Chałupka na mnie czeka!
A dziś zrobiłam krokiety:)
Takie brzydkie ale pysze, że hej!
Aż sobie tutaj przepis niżej zapiszę coby zapamiętać:)
Nie lubię jesieni, stale i niezmiennie nie lubię, mimo tych kolorowych liści.
Zwijam się w kłębek w moim rogu kanapy i czekam na zimę, na biel za oknem rozjaśniającą coraz krótsze dni.
Ej, przecież ja się nie mogę zwinąć w kłębek, mam laptopa na brzuchu...

sobota, 1 października 2016

Wrzesień w zdjęciach

Wrzesień, wrzesień i po wrześniu.
Wszyscy dziwią się, że tak szybko minął a mi się nawet dłużył bo był miesiącem wchodzenia w stare rutyny i przyzwyczajania się na nowo do Norwegii po dwóch miesiącach spędzonych w Polsce.
A to trwa:)
Wrzesień miałam spokojny ale i w pewien sposób rewolucyjny- a to za sprawą pewnej książki, która odmieniła moje podejście do odżywiania- na lepsze!
Ale zacznijmy od pięknych norweskich widoków.
Aż trudno mi uwierzyć, że jeszcze 3 tygodnie temu mogłam wyskoczyć w sukience i sandałach i złapać trochę słońca. Wtedy jeszcze nie dotarło do nas zimne jesienne powietrze...