środa, 7 października 2015

Akcja renowacja---KUCHNIA!:)


 Nie jest łatwo pokazać metamorfozę naszego kuchnio-salonu tak żeby nie zamęczyć Was dziesiątkami zdjęć, bo tutaj metamorfoza miała wiele etapów i nadal nie jest skończona.

Plan był taki aby w każdym pomieszczeniu odsłonić belki na ścianach-ale gdy
zobaczyliśmy jak ciężko szło w pokoju to w kuchni po prostu odpuściliśmy i wcale nie żałuję- dzięki temu używając tego samego koloru mamy zupełnie inny rodzaj ścian. Nie wiem co byśmy zrobili bez "Fluggera" bardzo mocnej farby przywiezionej z Norwegii, dosłownie zalepił i zakonserwował wszystkie niedoskonałości, których w 80-letniej chatynce było niemało. Jakaś np Śnieżka na takiej nierównej popękanej powierzchni nie dałaby rady choćbyśmy malowali 500 razy.
Poszły 3 warstwy farby- pierwsza biała i 2 x szara.

Brązowe drzwi prowadzą do pomieszczenia, które w latach 40-tych tuż po wojnie służyło za sklep. Było nawet osobne wejście od ulicy, które potem zabudowano.  Teraz jest tam ...łazienka:) Ale kilka elementów ze sklepu pozostawiliśmy- np półki- i wykorzystamy przy urządzaniu:) Bo to półeczki z duszą:)

Tutaj sufit też był pomalowany dookoła wapnem...Adam strasznie się namordował przy czyszczeniu...













Wszystkie drzwi w domu były w rewelacyjnym stanie więc oczywiście je zostawiliśmy. Gorzej jest z oknami, na razie je pozabezpieczaliśmy a z czasem pomyślimy o wymianie. Podczas gdy Adam wykonywał najcięższe prace ja malowałam drzwi, okna i ściany- przez 12 godzin dzień w dzień:)

Taaak ja też krzywo patrzyłam na ten szary kolor- identyczny jest w pokoju ale tam jest mniejsze i widniejsze pomieszczenie- w kuchni myślałam na początku, że będzie jak w grobowcu ale piec, okna i drzwi pomalowałam na biało i efekt końcowy, tak jak zapowiadał Adam, baardzo pozytywnie mnie zaskoczył:)














A tutaj sufit już po czyszczeniu- nie mogłam zrobić zdjęcia w trakcie bo po prostu nie dało się. Było tyle pyłu, że do tej pory zastanawiam się jak Adam dał radę to zrobić, nie udusić się i wytrwać do końca- na prawdę szacun! 
Wcześniej sufit był praktycznie czarny:


Tak wyglądał zaraz po czyszczeniu i częściowym polakierowaniu, a niżej następnego dnia.


Kocham nasz nowy/stary sufit!!! 


Pracowaliśmy do zmroku, jechaliśmy wykończeni do mojego rodzinnego domu 30km po czym rano wracaliśmy do naszej chatki. To uczucie kiedy otwieraliśmy drzwi i przy dziennym świetle i zapachu świeżej farby podziwialiśmy efekty pracy i zmiany jakie zachodziły każdego dnia-cudowne!

No i wcześniej wspomniany piec z prawdziwym najprawdziwszym ZAPIECKIEM:) Siedziałam tam sobie i po wygonieniu 1000 pająków i pomalowaniu jest tam całkiem przytulnie z widokiem na cały domek:)

Niektórzy mówili- eee tyle miejsca ten piec zabiera i pewnie nawet nie działa, trzeba było go zburzyć i postawić nowy albo zwykły kominek".
Ale my powiedzieliśmy NIEEEE piec zostaje i koniec kropka! Bez niego to nie byłaby już ta sama POTARGANO CHAŁUPA:) 

Kuchnia jest w 100% sprawna, daje mnóstwo ciepła, gotowaliśmy już na niej barszczyk i nie mogę się doczekać grzanego winka w zimie:) Do tego między rusztami a okapem odkryliśmy niespodziankę- za tymi drzwiczkami, które były szczelnie zalepione i prawie niewidoczne znaleźliśmy suszarnię a w niej ułożone w gazetach pewnie ze 30-lenie śliwki:) Już sobie wyobrażam suszenie grzybów i owoców! 

Ściany i sufit na gotowo, drewno to potęga:)


I nareszcie mamy w domu WODĘ:) Wcześniej trzeba było wchodzić do wielkiej beczki wkopanej w ziemię na środku podwórka, odkręcać stopą zawór i łapać w wiadra wodę z plastikowej rury wystającej z ziemi:) Uff
Takie tam wspomnienia:)
I tak dobrze, że w ogóle był przeciągnięty wodociąg:) Rury idą po ścianie ale nam to kompletnie nie przeszkadza, nawet tego nie zauważamy:)

Jest i KUCHNIA! Czyli jak to na szybko, podczas gdy hydraulicy przeciągali wodę, pojechaliśmy do Castoramy i kupiliśmy drewniany, surowy blat, zlew i najzwyklejsze szafki. Fronty są z jak z papieru ale chodziło nam tylko aby mieć na czym położyć blat a później już ja coś z nimi wymyślę:)


Tu już wszystko prawie gotowe, czekaliśmy tylko na pralkę i kuchenkę- nigdy więcej nie zamówię przez sklep internetowy- z dwóch dni zrobił się tydzień, kuchenka przyjechała obita i sami 3 dni przed wyjazdem do Norwegii musieliśmy ją przewieźć do sklepu i brać w zamian towar z ekspozycji bo nie było "na stanie". Ale najważniejsze, że wszystko się udało i przez ostatnie dni mogliśmy sobie pichcić w naszej małej kuchni. (Po dwóch tygodniach jedzenia z grilla zwykła zupa była nagle wspaniałym rarytasem:))

Ps widzicie w piecu jajowatą dziurę? To nie na odświeżacz powietrza- mój dziadek nas oświecił, że ta wnęka służyła do kiszenia barszczu- jak dla mnie bomba- będziem kisić!:)



I już można pichcić:) Miejsca może za dużo nie ma ale to i tak o wiele więcej niż mieliśmy do tej pory:)

Luby z siostrą:)
A nad kuchenką "sklepowa" półeczka:)

Wróćmy do początku...


Jest jeszcze sporo do zrobienia, w kuchni przede wszystkim podłoga, która nadal jest nierówna i pomalowana na zjawiskowo rudy kolor...ale wszystko w swoim czasie:)
Nie mogę się doczekać kiedy będę na miejscu i znowu zabiorę się za upiększanie naszej potarganej chałupki:):)

12 komentarzy:

  1. Fajnie tam u was, tylko jakoś tak pusto. Bez kuchni się obędzie, jak przyjadę w gości, to zjem wszystko na surowo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomysłowe, zwłaszcza zainteresowałaś mnie tą kuchenką, taka niespotykana :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak już wiesz wszelkie zmiany wyglądu starych budynków bardzo mi się podobają. Uwielbiam oglądać programy na DOMO+, gdzie jest mnóstwo metamorfoz. Czy mogłabyś umieścić, gdzieś swój mail, bo chciałam się skontaktować z Tobą osobiście. Czy jest w ogóle taka możliwość?

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie domki mają niesamowity klimat, ale wielu ludzi psuje je remontując i wprowadzając elementy zakłócające tą niesamowitą energię, jaką mają tylko stare chatynki. Po prostu zabijają ich duszę. Fantastycznie, że zostawiacie dużo starych elementów :) Jestem pewna, że jak już wykończycie i urządzicie całość, to będzie cudnie i dobrze będzie się wam tam mieszkało :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Już nie mogę doczekać się aż skończycie i zademonstrujesz efekt końcowy, bo już mi się podoba :) I Odetchnęłam z ulgą czytając, że piec zostaje - ma swój urok! I dziękuję za nominację :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna kuchnia :). Razem z M. zawsze o podobnej marzyliśmy. Niestety nie udało się :/

    OdpowiedzUsuń
  7. nie mogę się napatrzeć na te zdjęcia! świetna kuchnia, a ten sufit - mega!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak ja uwielbiam takie klimaty! Świetna sprawa z takim sufitem, nie mogę się doczekać, jak będzie wyglądać całość!

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie to wygląda, widać że włożyliście dużo pracy. Jak tylko przeczytałam opis Twojego bloga stwierdziłam, że muszę zostać na dłużej! Norwegia.. jedno z ulubionych miejsc.
    Założyłam dzisiaj bloga. Chciałabym Cię zaprosić.
    better-for-myself.blogspot.com

    :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Sufit mnie zauroczył, wygląda jak z katalogu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam remonty :) Tak wiem .... pewnie nie jestem całkiem normalna

    OdpowiedzUsuń
  12. uważasz, że macie małą kuchnię? nie mam nawet tyle, bo mamy tylko aneks kuchenny :D a tak serio, domek wygląda coraz lepiej! :)

    OdpowiedzUsuń