czwartek, 3 września 2015

Low carb- czyli baj baj słodkości:)

Dieta, tak to się nazywa, po polsku NISKOWĘGLOWODANOWA. Myślę, że większość osób siedzących trochę w temacie odżywiania słyszało o niej a ja nie będę tutaj punktować kropka w kropkę tego co można wyczytać w necie. 
Ktoś, kto ewentualnie zna mnie"w realu" pomyśli sobie pewnie -po co i na co jej to, przecież wygląda normalnie, ni to chudzina, ni to grubasek, na co jej jakieś diety?
Bo dla mnie to jest sposób odżywiania a nie odchudzania, ale po kolei:

W moim 27-letnim życiu przeszłam już większość diet i zaburzeń odżywiania, a tabele kaloryczne do tej pory mniej więcej znam. Mogłam ważyć 52 kg przy wzroście 173 i się odchudzać po czym przez rok wskoczyć na 72 kg i płakać nad beznadziejnością swojej egzystencji. Potrzeba mi było wielkiego kopa od życia żeby zrozumieć, że to nie na jedzeniu wszystko się skupia, są większe problemy niż to co zjem na kolację żeby nie przekroczyć limitu kcal...Ten kop był bardzo, bardzo duży i bolesny, miałam 20 lat i świat mi się wywrócił do góry nogami. Nie potrzebowałam diety żeby schudnąć, stres, nerwy i problemy rodzinne zrobiły to za mnie i mniej więcej od tamtej pory zapomniałam o istnieniu wagi.

Ale stare zmory lubią powracać. Jedzenie w smutku, radości, odreagowywanie problemów łakociami, jedzenie w nerwach...ktoś to zna?

Zaczęłam szukać złotego środka, nie dla figury, nie dla czteropaku na brzuchu (no ok, trochę tak:)) ale dla zdrowia i dobrego samopoczucia.


Dlaczego "low carb"- bo odkryłam, że wszystkie zmory z przeszłości spadają gdzie pieprz rośnie jak odcinam mojemu kochanemu organizmowi dostęp do węglowodanów. Oczywiście nie całkowicie bo móżdżek coś jeść musi żebym nadal była taka mądra jak jestem:)


Dla porównania:

Śniadanie przed wakacjami- spora miseczka płatków owsianych górskich z otrębami, siemieniem, sezamem i mlekiem 3,2%-na prawdę solidna porcja= ja po 2 godzinach myślałam co by tu wszamać- i mimo porządnego śniadania podjadałam cały dzień po to aby na noc dowalić sobie jeszcze trochę słodyczy...
Śniadanie dzisiaj- jajecznica: kilka plasterków sera i kiełbasy żywieckiej, szpinak, olej kokosowy i 2 jajka. Jestem syta i szczęśliwa przez minimum 5 godzin, nie podjadam, nie ciągnie mnie do słodkiego, czuję się fantastycznie---i chyba o to chodzi prawda?

To na pewno nie ostatni post odnośnie low carb bo coraz bardziej wkręcam się w ten temat:)


To może tak teraz mój mózg zużyje trochę węgli na naukę norweskiego:)





Cóż za artystyczna jajecznica:) Uwielbiam:)

Klem klem:)


4 komentarze:

  1. dobra jajecznica zawsze poprawia humor :) choć ja wolę omlet i sadzone bo jakoś nawet jajecznicą a 3 jajek ciężko mi się najeść :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego dodaję ser i kiełbaskę:) bez tego też pewnie nie najadłabym się 2 jajkami:)

      Usuń
  2. O Jezusienku uwielbiam jajecznicę, przez Ciebie jestem głodna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co za pyszna jajeczniczka, chyba jutro na śniadanko wciągnę takie cudo! :)

    OdpowiedzUsuń