wtorek, 31 stycznia 2017

Mała puchata kulka

Ostatecznie nie robiłam podsumowania 2016 roku.
Po wielu przejściach w życiu wychodzę z założenia, że nie powinnam patrzeć wstecz.
Jestem wdzięczna za każdy rok, który przeżyłam i który oddala mnie od złych wspomnień, a te dobre i tak mam zakodowane w głowie, nie muszę sobie ich w styczniu specjalnie przypominać:)

Ale o jednej niesamowicie pozytywnej zmianie, która nastąpiła w moim życiu w 2016 roku muszę tutaj napisać.

Dokładnie 7 sierpnia, pamiętam bo właśnie szykowaliśmy się z Adamem na poprawiny, zadzwonił mój brat, kazał mi poczekać bo właśnie do mnie jedzie i ma dla mnie niespodziankę.
To źle wróżyło bo nigdy nic od niego nie dostałam...
Ale byłam wściekła!
Nie mamy czasu, już jesteśmy spóźnieni a mój braciszek coś sobie w tej swojej pecynie uroił!
W końcu przyjechał i wyciągnął z kieszeni małą włochatą przestraszoną kuleczkę...
I tak oto poznaliśmy CHRUPKA:)



sobota, 28 stycznia 2017

Sałatka z SOCZEWICY z BURAKIEM i sosem MUSZTARDOWYM

Zaskakujące jest to jak w życiu zmieniają się smaki.
Kiedyś buraki tolerowałam tylko i wyłącznie w formie zawekowanej paćki domowej roboty, którą moja mama każdego roku wytwarzała w ilości hurtowej.
Niezależnie od tego czy słoiczków było 10 czy 50, nigdy nie zdarzyło się aby choć jeden wiosny doczekał:)
Barszcz czerwony był za to moją zmorą. Zresztą które dziecko go lubiło? 
W szkole na stołówce panie pilnowały nas tylko w ten dzień gdy podawano właśnie barszcz. 
Nie można było wstać od stolika póki w talerzu nie było widać dna.
To był koszmar, który sukcesywnie zniechęcił mnie do buraków!
Na szczęście mama w domu nas barszczem czerwonym nie katowała i ogólnie nigdy nie zmuszała do jedzenia czegoś na co nie mamy ochoty.
I chwała jej za to bo dzięki niej szybko zaczęłam sama przekonywać się do wszystkich warzyw i owoców a na starość pokochałam nawet ten feralny barszcz i wszystko co ma cokolwiek z buraczkami wspólnego:)
Dzisiejsza sałatka to kolejna propozycja, tuż po "sznyclach z kaszy gryczanej i pieczarek" (link) z książki "Wegan Nerd. Moja roślinna kuchnia" Alicji Rokickiej, autorki bloga WEGAN NERD (link).
Do wypróbowania czeka cała kolejka przepisów i jeśli wszystkie są tak ciekawe i smakują tak zaskakująco dobrze, to podejrzewam, że wyżej wymieniona książka kucharska stanie się moją ulubioną:) Ale na szczegółową recenzję jeszcze chwilkę niech sobie poczeka:)

A tymczasem przyjrzyjmy się sałatce, która poprzez obecność surowego buraka miała według moich przypuszczeń okazać się totalną porażką i ohydą.
A wyszło niebo w gębie!


czwartek, 26 stycznia 2017

"Glutenowe kłamstwo i inne mity o tym, co jemy"

W ciągu ostatnich kilku miesięcy nabyłam sporo książek dotyczących odżywiania.
Sporo?
W sumie całą masę.
Kilka już przeczytałam i w końcu zabieram się za ich omawianie a zacznę od dopiero co ukończonej, bo tę mam najbardziej w pamięci i...w zasadzie mam o niej najmniej do powiedzenia.
Dlaczego?



niedziela, 22 stycznia 2017

Sznycle z kaszy gryczanej i pieczarek

Czekałam na nią odkąd tylko wyszła na rynek.
To był jeden z najlepszych prezentów świątecznych jakie mogłam sobie sprawić:)
Książka kucharska autorstwa Alicji Rokickiej prowadzącej bloga WEGANNERD (link).
Wegańska, różnorodna a jednocześnie łatwa i dostępna kuchnia i dla trawo i dla mięsożerców:)
Już bym chciała się tutaj pozachwycać nad całą książką ale to zostawię sobie na później, gdy tylko wypróbuję więcej przepisów:)
Pierwszy wyszedł genialnie:)
Przedstawiam Wam dziś pyszne sznycelki, które świetnie zastąpiły mi tradycyjne mielone.
Swoją drogą, nigdy nie lubiłam kotletów z mielonego mięsa, za to te dzisiejsze w wersji roślinnej będę powtarzać na okrągło!


czwartek, 19 stycznia 2017

Dobrze jest mieć dokąd wracać

Mamy już prawie koniec 3 tygodnia nowego roku a ja dalej jestem mocno w tyle. 
Nie mogę się jeszcze odnaleźć po powrocie do Oslo a do tego dostałam totalnego nieroba i cały wolny czas marnuję dosłownie na nic.
Nie jest to zapewne dobre rozpoczęcie roku dlatego muszę się, jak to mówią młodociani, "ogarnąć" i zabrać do pracy, pracy nad sobą, bo dużo bym chciała w tym 2017 roku dokonać i zmienić.
Ale zanim o zmianach, postanowieniach i planach na następne 50 tygodni to wrzucam to co mnie raduje, do czego ciągle wracam wspomnieniami i co czeka na publikację i już długo zalega w zakładce "kopie robocze"
Ostatnia zdjęciowa notka z naszego świątecznego pobytu w Potarganej Chałupce gdzieś na końcu świata:)

piątek, 6 stycznia 2017

Święta w Potarganej Chałupce

Dzień dobry cześć i czołem w tym nowym 2017 roku!
Ja jak zwykle przychodzę spóźniona i podczas gdy większość z Was pewnie już zapomniała o świętach, ja będę tutaj wstawiać zaraz zdjęcia choinki.
Ale tak już jest.
Przyjeżdżając do Potarganej Chałupki mamy zawsze mnóstwo zajęć a gdy już ogarniemy dom i pozałatwiamy najważniejsze sprawy chcemy się zresetować.
Dlatego robię zdjęcia i nie myślę o tym kiedy uda mi się je wstawić:)
Napiszę tylko, że miałam fajne święta, pierwsze bez płaczu, złych wspomnień, myśleniu o tym, że jest jedno puste miejsce przy stole a powinna na nim siedzieć mama.
Pierwsze święta bez zadręczania się i to było na prawdę wspaniałe:)
Mam nadzieję, że i Wasze takie były!