wtorek, 31 maja 2016

Maju! Dlaczego byłeś totalnie do bani?

Dostałam jakiejś totalnej głupawki i przeraża mnie świadomość czasu, który kompletnie niewykorzystany ucieka w błyskawicznym tempie!
Czuję jakby dopiero był 1 maja i planowanie co takiego zdziałam w tym pięknym miesiącu...
Mam też wrażenie, że nie zdziałałam absolutnie nic, a ktoś mi ten miesiąc po prostu ukradł.
Ej, to ja sama go sobie ukradłam przez nicnierobienie...
Też tak czasem macie?
Z majowych postanowień nie wykonałam nic...
Miała być nauka, rzeźbienie sylwetki, uporządkowanie zdjęć i kilku innych rzeczy w moim życiu...
Ach, no i pisać miałam regularnie, a tymczasem notka o Dniu Mamy wisi od tygodnia wprowadzając tutaj jakiegoś totalnego zamuła, a ja przecież nie siedzę i nie płaczę w poduszkę...
Przynajmniej o Adaśka dbałam, ale to akurat robię zawsze więc nie ma się czym szczycić:)
A dlaczego w maju totalnie olałam swoje postanowienia?




środa, 25 maja 2016

O 26 maja, serniku i ZAZDROŚCI.

Mam tysiące fantastycznych wspomnień.
Pamiętam takie sytuacje, na które najczęściej nie zwracamy w ogóle uwagi.

Pamiętam jak jechałam z Nią autobusem, zawsze siadałyśmy na pierwszym siedzeniu tuż przy kierowcy...Na rondzie na "Wojska Polskiego" jak zwykle zarzuciło i aby nie upaść, złapała się za moją rękę ciągnąc tak, że prawie obie zleciałyśmy z siedzenia...a przy tym na cały autobus zawołała wesoło "łiiii karuzeeeela, Lenka trzyyymaj!"

Pamiętam jak poszłyśmy do "dużego tesko" po zakupy i jak zwykle zaopatrzyłyśmy się w bagietkę i teskowe jogurty. Usiadłyśmy sobie potem "na galerii" i wcinałyśmy nasze jedzonko babrając sobie oczywiście nosy i wycierając usta w świeżo kupiony nie-5-warstwowy papier toaletowy. "Ty patrz jak te ekspedientki się na nas gapią, pewnie same by sobie tak normalnie jogurt wypiły ale im głupio jogurt z tesko na galerii pić. A nam nie głupio?" 
Popatrzyłyśmy na siebie, na te nasze nosy i wybuchnęłyśmy śmiechem.

Pamiętam jak dostałam 2= z dyktanda i wróciłam do domu załamana, a Ona wyściskała mnie i wychwaliła, że chociaż raz na 5 lat dwóję do domu przyniosłam...

Z 26 maja nie pamiętam za to nic poza sernikiem.
Jej ulubiony placek i moje nieudolne próby odtworzenia go takim jaki Ona piekła.
Bardzo nieudolne, a i tak Jej radość była ogromna.


Gdy mam "optymistyczne" momenty mówię, że jestem szczęściarą, bo przez 20 długich lat miałam najwspanialszą mamę pod słońcem.

Gdy przychodzą takie dni jak dziś...nie mówię nic- tylko zazdroszczę każdemu kto jutro będzie mógł osobiście lub przez telefon złożyć swojej mamie życzenia.
Bo to jedyne czego ja już nigdy w życiu nie zrobię.
I ósmy raz z rzędu nie upiekę sernika.
I to tak cholernie boli i wcale, mimo upływu lat nie przestaje...

Ale mam mnóstwo pięknych wspomnień...
O najbardziej odjechanej mamuśce pod słońcem;)
I tylko tym się pocieszam.






Zafundujcie jutro Waszym mamom coś na prawdę ekstra.
Niekoniecznie ze sklepu ale na pewno z serducha:)

Klem





piątek, 20 maja 2016

Jak to się popłakałam jak dziecko + odliczanie do WAKACJI!

Dziś miałam strasznie nerwowy dzień, już dawno złość nie doprowadziła mnie do płaczu...
Bo było mi zimno, bo byłam głodna, bo metro 4 przystanki przed domem stanęło, bo czekałam w tym metrze 30 minut aż ruszy, a zamiast tego kazali nam wysiąść i iść sobie na autobus, na piechotę, do diabła, wherever..
Bo wysiadłam i nie wiedziałam dokładnie gdzie jestem, jak dostać się do domu, a Adam nie mógł mnie znaleźć i przebić się przez potężne korki.
Bo po kolejnych 30 minutach czekania na zimnie i deszczu przypomniałam sobie, że przecież mam nawigację....i poszłam na piechotę.
Bo umęczona chciałam chociaż 2 ostatnie przystanki przejechać autobusem, który oczywiście strasznie się spóźnił, a gdy dojechał nie mogłam wsiąść bo był zapchany.
Bo zaczęłam płakać z nerwów i iść przed siebie, a w tym czasie minęły mnie 2 praktycznie puste autobusy jeden za drugim.
Bo gdy mijałam mój przystanek metra okazało się, że pociągi jeżdżą już normalnie...a ja byłam od 3 godzin w drodze do domu i dotarłam do niego umęczona, upłakana jak dziecko i wymarznięta.
A przecież piątek 13-stego był tydzień temu!

No właśnie, a dziś mamy 20 maja.

Gdy sobie to uświadomiłam nagle zapomniałam o nerwach!
Za równy miesiąc też będę umęczona ale tak bardzo, bardzo pozytywnie!
Bo 20 czerwca, po kilkunastu godzinach jazdy i nocy na promie, będę w domu w POLSCE!

A rano wyjrzę przez okno i zobaczę ten wytęskniony widok:)
Dla Ciebie to tylko hydrant a dla mnie AŻ hydrant, bo przed naszą potarganą chałupą!


wtorek, 17 maja 2016

17 maja- ŚWIĘTO KONSTYTUCJI NORWESKIEJ

Ahh jak czekałam na ten dzień!
Ja, plus ponad 4 miliony Norwegów:)
Do tej pory z różnych powodów nie uczestniczyliśmy w obchodach "Grunnlovsdagen" czyli "Dnia Konstytucji" zwanego przez wszystkich po prostu "17 maja".
I co roku robiłam sobie z tego powodu wyrzuty, bo tyle dobrego słyszałam o tym dniu a sama, mieszkając w Oslo, nie widziałam na własne oczy co dzieje się w centrum.
Ale dziś miało być inaczej!
Wskoczyliśmy na nasze hulajnogi i pognaliśmy hen pod Pałac Królewski (czyli ok 10 km).
A tam...co tam się działo!
Najpierw podjechaliśmy pod główny dworzec klejowy od którego zaczyna się centralna ulica Oslo- Karl Johans gate. 
Tłumów jakichś ogromnych pod dworcem nie było- tak jest i w zwykły dzień w godzinach szczytu- ale gdy ruszyliśmy w stronę Karl Johan oczy wyszły mi z orbit! 
Jeszcze nigdy nie widziałam tej ulicy tak zatłoczonej! 
A my mieliśmy przejść nią do samego końca (ok 1,5 km) pod Pałac Króla!
Miałam wrażenie, że jest tam całe Oslo plus kilka innych miast:)
Złapaliśmy hulajnogi pod pachy i ruszyliśmy bocznymi uliczkami, bo inaczej przepadlibyśmy w tłumie:)

poniedziałek, 16 maja 2016

Chleb z kaszy GRYCZANEJ niepalonej

Najdziwniejszy chleb jaki do tej pory przyszło mi piec:)
Gdy trafiłam na ten przepis na stronie NATCHNIONEJ (link) ciekawość była tak duża, że od razu zabrałam się za "nastawianie" kaszy.
Byłam bardzo sceptyczna, bo przy moich umiejętnościach kulinarnych wypiek bez dodatku drożdży czy proszku do pieczenia po prostu nie ma prawa się udać!
Tak sobie przynajmniej ubzdurałam, ale że zapas białej kaszy gryczanej mam spory, to stwierdziłam, że ewentualna utrata 500g jest warta ryzyka:)
A mój bochenek się pięknie upiekł, wyrósł i przez kilka dni jedzenia był cały czas świeżutki i przepyszny!
Chodź tu, patrzaj i wypróbuj!


sobota, 14 maja 2016

O bieganiu, priorytetach i braku czasu + zdjęcia:)

5 maja, to było wczoraj? Nie! 9 dni temu!
Jak to się dzieje, że czas pędzi tak szybko i dlaczego nie zdążyłam przez tyle dni dodać choć jednej krótkiej notki?
Lubię tu "być", ale w ostatnich dniach wolałam być gdzie indziej:)
Bo do Oslo zawitało lato! 
Mieliśmy ponad 20 stopni, w porywach do 30!
Do tego piękne słońce i widniutko do 22giej!
I co my wtedy robimy?
Siedzimy w domu przed komputerami?
NIE!
Po pracy, zmęczeni czy nie, późno czy jeszcze całkiem wcześnie, gorąco czy trochę chłodniej, oboje z Adaśkiem woleliśmy wychodzić choć na krótkie spacery, byleby tylko być na zewnątrz a nie kisić się w mieszkaniu.
Bo czasem trzeba ustalić sobie w życiu inne priorytety, tak aby efekt końcowy nas uszczęśliwiał.
A mnie najbardziej uszczęśliwia bycie z ukochaną osobą, piękna pogoda, wiosna, natura, cudowne widoki i...bieganie:)
Wiem, banalne, ale zawsze na pierwszym miejscu:)
Teraz też piszę trochę na szybciocha bo idziemy na nasze ulubione wzgórze wylegiwać się na trawce:)
Ale wrócę tu, obiecuję:) 
A tymczasem po raz kolejny moja ukochana trasa biegowa.
Takie widoki sprawiły, że po pierwsze zakochałam się w tym sporcie, po drugie dobrze czuję się w Norwegii (choć tęsknię już bardzo za moimi świętokrzyskimi krajobrazami!)


czwartek, 5 maja 2016

7 postanowień na MAJ:)

Podobno miałam się urodzić 12 maja jako chłopak:)
Dostarczono mnie miesiąc wcześniej jako dziewczynkę, ale maj to i tak chyba mój ulubiony miesiąc.
W Polsce wiosna już pełną parą, za to w Oslo rośliny dopiero zaczynają budzić się do życia i pomału wszystko zaczyna przybierać barwę najpiękniejszej soczystej zieleni jaka może być:)
Dla mnie maj to taki "początek dobrego", bo już niedaleko do wakacji, już dzień coraz dłuższy i jest na prawdę pięknie- ale jednocześnie jeszcze daleko do ponurej jesieni i coraz dłuższych, ciemniejszych wieczorów.
Jednym słowem alleluja, żyć nie umierać!
I cieszyć się na maxa tą wspaniałą, moją ukochaną wiosną!

Ale nowy miesiąc to też nowe postanowienia!
Jakie tym razem?:)


niedziela, 1 maja 2016

kwiecień w ZDJĘCIACH

Kwiecień zdecydowanie nie był dla mnie dobrym miesiącem.
Strasznie cieszę się, że nadszedł maj i mam co do niego na prawdę duże oczekiwania:)
Ale póki co to co działo się w ostatnim miesiącu czyli 30 dni z pasjonującego życia barana:)

Początek kwietnia to samotne siedzenie w Oslo i wyczekiwanie na Adaśka...
Przy okazji BIEGANIE!!! 
Rozpoczęte pod koniec marca i z coraz większym entuzjazmem kontynuowane w kwietniu!