niedziela, 24 kwietnia 2016

Moje HITY I KITY kwietnia

Nareszcie! 
2 tygodnie temu cieszyłam się z powrotu Adama. 
Tydzień temu przepłakałam pół niedzieli bo kostka zamiast zdrowieć, bolała i puchła coraz bardziej...
Dziś jestem znowu szczęśliwa bo nie dość, że nie jestem już sama w Oslo i mam Lubego przy sobie, to jeszcze noga całkowicie OZDROWIAŁA!
Przykładałam liście kapusty ze smalcem- sposób babci, zimne okłady z octem, na zmianę lodowate i ciepłe kompresy bo tak wyczytaliśmy....
W ostateczności chyba pomogły okłady z sody oczyszczonej, choć pewności nie mam bo może po prostu noga sama zaczęła dochodzić do siebie...a może to paracetamol łykany 2 x dziennie...
NIE WAŻNE!
Liczy się tylko to, że nic już nie boli i pomału zaczynam znowu ćwiczyć a w następny weekend wracam do biegania:)
Ja bym już dziś chciała spróbować ale Adam zabronił xD
Pańcia trza się czasem słuchać, w końcu trochę się napatrzył jak kontuzjowana ostatnio ryczałam.

A dziś w telegraficznym skrócie, czyli jak zwykle trochę rozwlekle, kilka ostatnich eksperymentów.
Coś wyszło super, a coś totalnie do bani...czyli moje absolutne hity i totalne kity w kwietniu!

Zacznijmy od strasznego zawodu i największego KITU czyli... 


czwartek, 21 kwietnia 2016

muffinki z CIECIERZYCY- bezglutenowe, bez cukru i mąki

Wiosna przyszła!
Nareszcie w Oslo robi się troszkę zielono, pojawiają się pierwsze pączki i zaczyna się przebijać młoda trawa. 
Tak, dopiero:) Wiem, że w Polsce już tak na święta było ale Norwegia zawsze jest opóźniona:)
A ja zamiast się cieszyć i napawać ciepłem, słońcem i kolorami...jestem zła...zła na siebie za to, że po ledwo 3 tygodniach biegania, które wystarczyły, żeby się totalnie w tej aktywności zakochać, złapałam kontuzję.
Ba, żebym chociaż krzywo stanęła, żeby poczuła jakiś ból w trakcie biegu...
A to przyszło niewinnie, lekkim utykaniem i przerodziło się w sporo bólu, opuchliznę i groźbę przymusowego lotu do Polski.
Ale ból ustępuje na szczęście choć kostka nadal spuchnięta.
Zobaczymy, mam nadzieję, że już niedługo wszystko wróci do normy.
Ale, jeśli tylko wrócę do biegania, na pewno nie rzucę się prędko na dłuższe dystanse!

Ale nie o nodze i nie o bieganiu miałam zamiar się dziś rozpisywać.
Dziś wrzucam ku pamięci moje URODZINOWE muffinki:)
Dla niewtajemniczonych- tak, miałam urodziny i nie, nie 20stego jak Adolf a 13stego kwietnia:)
I w tym szczególnym dniu, aby w końcu uczcić nadejście 28 wiosny, postanowiłam upichcić coś tylko dla siebie:)




poniedziałek, 18 kwietnia 2016

6 moich największych DZIWACTW:)

Pomysł na dzisiejszą notkę wziął się od...mrówek:)
Ostatnio zrobiło się już całkiem ciepło i ta mała gadzina jakimś cudem pojawiła się w naszym pokoju! 
Robiły sobie majestatyczny przemarsz od biurka pod okno czyli przez całą długość pokoju i nic sobie nie robiły z tego, że ja postanowiłam poćwiczyć i rozłożyć matę na ich trasie. Mało tego zbulwersowane otoczyły mnie i już chciał przepuścić atak na moją zestresowaną osobę.
Ja sobie t tak w każdym razie tłumaczyłam bo...

1. BOJĘ SIĘ MRÓWEK!

niedziela, 17 kwietnia 2016

bezglutenowe BROWNIE Z KASZY JAGLANEJ

Niedawno pisałam, że wyjazd Adama spowodował u mnie totalny brak weny do gotowania czy pieczenia.
Ale Luby już wrócił, a wraz z nim tona chęci do eksperymentowania w kuchni:)
Czasem te eksperymenty wychodzą strasznie...brzydkie, jak to brownie, które oklapło i pomarszczyło się...
Ale! Wyszło absolutnie, totalnie przepyszne, dlatego muszę je tu wrzucić, chociażby dla siebie aby zapamiętać przepis.
A jest on banalnie prosty:)
Znalazłam go u NIEMODELKI (link), zamieniłam tylko masło na olej kokosowy i wyszło mega kakaowe, wilgotne i wbrew pozorom wcale nie surowe ciacho;)


czwartek, 14 kwietnia 2016

PORTRETOWO #3 bracia


Jedną z największych zalet długiego dnia jest to, że mogę wrócić to tego co tak bardzo kocham- do RYSOWANIA!!!
To hobby, którego nie zamieniłabym na żadną inną umiejętność bo sprawia przyjemność mi i tym, dla których przygotowuję portrety (mam nadzieję:))
Nie potrafię rysować przy żarówce, muszę mieć dobre, dzienne światło.
Dlatego też nie byłam wstanie przygotować tego portretu wtedy kiedy chciałam, czyli w lutym na urodziny Adama.
Swój właściwy prezent dostał zatem dopiero w niedzielę po powrocie do Oslo:)
Nie mam super zdjęć porównawczych- zawsze obiecuję sobie, że w trakcie pracy będę systematycznie robić równe zdjęcia w podobnym świetle, tak aby było widać postępy.
Ale kiedy zaczynam rysować zapominam o bożym świecie i cykam fotki byle jak byle były:)
W każdym razie zawsze zaczynam od bezkształtnego szkicu, potem mając gotowy zarys potrafię po kilkanaście razy zmieniać szczegóły, ścierać oczy, przestawiać nosy itp póki nie zobaczę charakterystycznego spojrzenia czy wyrazu twarzy i nie zostanę usatysfakcjonowana.
Dodam, że nigdy nie jestem w pełni zadowolona z efektu końcowego ale taki już urok bycia perfekcjonistką- przynajmniej jeśli o rysowanie chodzi:)


wtorek, 12 kwietnia 2016

Radość, słońce i...kontuzja...

Jestem, żyję i mam się bardzo bardzo dobrze:)
Życie jest dużo przyjemniejsze kiedy jest się do kogo przytulić, z kim podroczyć, pośmiać czy zwyczajnie patrzeć w tym samym kierunku.
Ale najbardziej cieszę się, że po prostu nie siedzę już tu sama:)
A szczególnie jutro:)

Ale w sumie to jest coś co mnie niesamowicie denerwuje.
Pierwsza kontuzja:(
A wszystko przez moją nadgorliwość!
Wybiegałam się w sobotę, pękła pierwsza dyszka i czułam się wspaniale.
W niedzielę przed powrotem Adama postanowiłam też pobiegać, tym bardziej, że pogoda była niesamowita!
Biegłam nie dla czasu czy dystansu ale dla słońca, widoków i wiosny w powietrzu:)
Pękło 12 km tyle tylko, że potem pojawił się ból w kostce, który tak na prawdę był jeszcze przed biegiem, ale gdy się rozgrzałam przestałam go odczuwać i zbagatelizowałam sprawę.
Teraz siedzę na tyłku już drugi dzień i szlag mnie trafia bo pogoda nadal boska a ja nie mogę wskoczyć w legginsy:(
Mogę normalnie chodzić, kostka nie jest skręcona, ale coś ewidentnie sobie naciągnęłam i nie mam zamiaru pogarszać sprawy dlatego na kilka dni muszę spasować. 

Ale muszę pokazać kilka zdjęć z niedzielnego biegania!



czwartek, 7 kwietnia 2016

O szczęściu, priorytetach i...braku czasu:)

Jutro mija 2 tygodnie od wyjazdu Lubego do Polski. 
Strasznie mi się dłużył ten czas, mam wrażenie, że nie ma go tu ze mną w Oslo już z miesiąc.
Ale, ale! 
Już w niedzielę wraca i nie ma słów, które opisałyby moją ogromną radochę! 
JÆÆÆÆÆÆ :):)
Rozsadza mnie energia, jestem pełna optymizmu, biegam z uśmiechem na ustach i mam tyle do zrobienia, że jedyne co mnie martwi to to, czy uda mi się wszystko ogarnąć.
Ale to właśnie w takich momentach najbardziej doceniam to co mam i czuję się najszczęśliwszą babeczką na świecie- mimo, że nie bezglutenową:)


poniedziałek, 4 kwietnia 2016

5 ulubionych NORWESKICH blogów

Był taki etap w moim życiu kiedy każdego dnia przeglądałam pewien serwis plotkarski:)
Ratlerek czy jakoś tak:)
Nie żałuję czasu zmarnowanego na czytanie nie potrzebnych informacji o życiu gwiazdeczek, ponieważ właśnie na tym portalu przypadkiem trafiłam na dwa artykuły.
Tytuł pierwszego krzyczał "zobacz ile zarabiają najpopularniejsze norweskie blogerki"
I wtedy mnie olśniło!
Kurde, przecież w Norwegii też są blogi! To może być dla mnie skarbnica wiedzy!
Zobaczę jak żyją mieszkańcy północy i przy okazji spróbuję uczyć się języka poprzez czytanie!
Alleluja...
No i tak to się zaczęło:)
Trafiłam na platformę blogg.no i spis setek blogów, z których z czasem wybrałam kilka ulubionych.
Drugi artykuł z "ratlerka" krzyczał- "szokujące zdjęcia norweskiej blogerki 3 dni po porodzie"...i tak znalazłam swojego ulubionego bloga i jego autorkę Caroline:)

5 poniższych blogów odwiedzam każdego dnia.
Jedne przeglądam z ciekawości, inne z zazdrości xD a dwa bo są kopalnią wiedzy.
Zacznę od faworyta.

1. CAROLINE BERG ERIKSEN link
Podobno najbardziej znana norweska blogerka. 
Żona piłkarza Larsa Kristiana (ah te podwójne imiona!)- czy ktoś o nim słyszał? 
Raczej nie:) Wcześniej ona była znana dzięki niemu a teraz on dzięki niej.
Caroline bloguje od 2009 roku, przez ten czas zmieniła się z tlenionej blondynki z doczepkami i w lekko tandetnych "ałtfitach" w super wystylizowaną babeczkę. 
Choć jak dla mnie wcześniej wyglądała ciekawiej a teraz jak taka stara maleńka a ma dopiero 29 lat.
W każdym razie Caroline jest perfekcjonistką, dodaje idealne zdjęcia, pracuje, wychowuje dziecko, trenuje, zarabia zapewne bardzo dużo, dodaje fajne przepisy.
Mówi, że trzeba zaakceptować siebie takim jakim się jest a jednocześnie poprawia usta, doczepia rzęsy, często również włosy i  robi sobie wyrzuty jeśli ominie jeden trening.
Jest trochę kontrowersyjna ale mimo to lubię podglądać jej życie.
Na początku z zazdrością, teraz tylko z ciekawością bo trochę jej współczuję. 
Biedna nawet w łóżku czy na treningu musi pozować idealna w pełnym makijażu. 
No i motywuje mnie do treningów mimo, iż jej sylwetka wcale mi się nie podoba.
Na jej blogu znajdziesz notki w wersji norweskiej i angielskiej ale myślę, że warto zajrzeć chociażby ze względu na ładne i na maxa dopracowane fotki. A zaczynała od wrzucania fotek z telefonu:)
Oto Caroline:
carolinebergeriksen.no

piątek, 1 kwietnia 2016

MARZEC w zdjęciach:)

Marzec...kolejny miesiąc, który minął zbyt szybko, ale to mnie akurat bardzo cieszy.
A dlaczego?
Bo wiosnę, WIOSNĘ mamy:)
To moja ukochana pora roku i choć tutaj w Oslo nie jest jeszcze tak widoczna jak w Polsce, to ja już ją od dawna czuję w powietrzu:)
Mimo, że początek marca nie zwiastował nadejścia cieplejszych dni...