wtorek, 29 września 2015

ZAKUPY do Potarganej chałupki:) cz. 1

Jestem uzależniona- i kocham to moje uzależnienie bardzo! Mogę spędzić każdą wolną chwilę na buszowaniu po sklepach z wyposażeniem do domu- czy to realnych czy internetowych.
Wcześniej  nie miałam takiego w 100% tylko mojego miejsca- nie wynajmowanego, nie dzielonego z bratem i ojcem więc jeśli już coś kupowałam to dlatego, że brakowało szklanek, talerzy, coś się potłukło itp- jednym słowem gdy musiałam.
Odkąd jest nasza potargano chałupka wszystko kręci się wokół planowana co jeszcze zrobimy, jak zrobimy, jak urządzimy itp.
Podczas gdy Adam projektuje w głowie taras, łazienkę i poddasze ja wertuję strony z inspiracjami i...


...latam po sklepach:)

Te białe reklamówki z napisem "TAKK"- czyli "dziękuję" pochodzą z mojego absolutnego faworyta - sekynd hendu "Fretex". Tutaj można znaleźć najróżniejsze cuda zarówno z ubrań jak i akcesoriów do domu. Za każdym razem jak "przypadkiem" zahaczę o ten sklep udaje mi się coś upolować- czasem kilka "cosiów":)

Jest oczywiście również Ikea. W Polsce najbliższą mam chyba w Krakowie czyli ok 120 km- dlatego zakupy robię w Oslo gdzie mam 20 minut autobusem a ceny są wyższe może o 5% a czasem i niższe bo mają duże wyprzedaże. Ale do Ikei przeważnie wpadam raz, kupuję co upatrzyłam wcześniej i czekam do następnego katalogu i nowości:)

Moimi faworytami są jeszcze 2 inne sklepy, które byłyby niemałą gratką dla fanów północnych klimatów. Mimo, że ceny nie są najniższe to wiem, że podobne rzeczy w Polsce są i tak droższe. 


Polecam kliknąć w linki-jest się czym pozachwycać:)

Pokażę Wam dzisiaj część tego co do tej pory upolowałam do potarganej chałupki- ale najfajniejsze rzeczy zostawiam na inną notkę:)

  • ŚWIECZKI z Nille i Ikei:

Uwielbiam fiolet dlatego sporo dodatków jest w tym kolorze:)
Dodam, że to tylko kilka sztuk, pod łóżkiem leży jeszcze masa "tilajtów" i tych...długich:)

Jak świeczki to i świeczniki:




Wszystkie pochodzą z Fretexu- koszt od 5 do 20 nok czyli niecałe 2,50- 10 zł. Ten lampion w choinki zamierzam przemalować bo nie lubię czarnych, źle mi się kojarzą- na święta będzie jak znalazł:) 

Dalej...Miska upolowana za 40 nok ( 20 zł) urzekła mnie...nierównością formy i uroczymi wytłoczeniami- nigdy takiej nie widziałam, jest duża więc na sałatki będzie idealna:



Upolowane w Ikei słoiki- strasznie mi się spodobały te kolory- szary i lekko zielony. W starym domu niestety myszy to norma- podobno dobrały się do suchego jedzenia dlatego potrzebuję dużo szczelnych pojemników- te są przy okazji urocze:)



I moje "zakorkowańce", karafka z Ikei, w której zakochałam się od pierwszego ujrzenia i słoje z Fretexu- mam jakąś fazę na te korki z korka:)


Metalowy świecznik za ok 4.50zł z Fretexu:



I Moje kubanki z Nille również po 4,50 zł za sztukę:) (dokupiłam jeszcze 2 z granatową gwiazdą:))


A teraz hit sezonu-- co może być w pudełku z napisem "mint"?



Uwaga...


Miętowa WAGA!!
Wiem, że to hit na wielu blogach i ja również czaiłam się na nią długo- wiedziałam, że jest w Kremmerhuset ale ociągałam się z kupnem- i bardzo dobrze bo w zeszłym tygodniu czekając na metro postanowiłam "zajrzeć" do sklepu i moja piękna waga była przeceniona o połowę! z ok 90 na 45 zł:) W Polsce do kupienia za ok 150-200 zł...Nawet Lubemu się spodobała:)




Już nie mogę się doczekać wyjazdu do Polski, to za niecałe 5 tygodni!!!
Mam nadzieję, że do tego czasu nie przybędzie mi już zbyt dużo toreb z zakupami bo mnie chłop z domu wygodni. A tak w ogóle to mam cudownego tego chłopa- ja mu pokazuję co kupiłam, zestresowana, że pewnie będzie zły, że za dużo, że niepotrzebne itp-wiecie jacy faceci są- a mojemu Adasiowi wszystko się podoba! Taki mężczyzna to skarb:)

Niżej widać jeszcze osłonki na kwiaty, miętowe podkładki pod talerze i ściereczkę- wszystko z Ikei:)
Ciekawe na ilu zakupowych postach się skończy:)


Ps. Nadal jestem trochę chora, katar się skończył ale zaczął kaszel- babcia zaopatrzyła mnie w syropki własnej roboty więc mam nadzieję, że niedługo i to minie.

Pozdrawiam:)

Klem, klem:)


niedziela, 27 września 2015

Sposoby na przeziębienie + słoneczne Oslo

Miała być fotorelacja z pięknej słonecznej niedzieli w Oslo...i jest ale minimalna. Chciałam Wam pokazać tyyle fajnych miejsc ale niestety przeziębienie wzięło górę, po krótkim spacerze i cyknięciu kilku fotek wróciliśmy do domu.
A było dziś tak pięęęęęknie! 


Pomyślałam jednak, że skoro już biedna wychyliłam się z domu z kipą po pas to mogę te kilka zdjęć wrzucić a przy okazji podzielić się moimi sposobami na przeziębienie.

Umówmy się- jak już jesteśmy w takim stanie gdzie szczypią oczy, jest nam na zmianę zimno i gorąco, kichamy i chwytamy za papier toaletowy bo 20 paczek chusteczek już się skończyło---nie liczmy, że niżej wymienione sposoby postawią nas na nogi. Bardziej chodzi o dodanie sił, poprawę nastroju i o to aby marudzeniem nie doprowadzić bliskich do apopleksji.

Co serwuje mi mój prywatny pielęgniarz Adam:) :

  • czosnek z miodem (ew. cukrem) i ciepłym mlekiem
NIENAWIDZĘ! Piję z zatkanym nosem i przegryzam czymś o intensywnym smaku ale niestety muszę przyznać rację- to pomaga, dodaje energii, rozgrzewa. Nie wyzdrowiejesz po jednej szklance ale lepiej to wypić niż nałykać się cerutinów, gripexów i innych sztucznych leków.
  • czosnek solo
Wczoraj pogryzłam...uwielbiam czosnek...w potrawach, jako dodatek- solo dla ludzi o mocnych nerwach i podniebieniu bo pali strasznie.
  • gorąca herbata
Każdy rodzaj, piję nawet jak czuję, że mam gorączkę, można dodać cytrynę, miód, ale najważniejsze aby była świeżo zaparzona...i w ulubionym kubku ofkors:)
  • lody
Taaaaak! Na ból gardła są wspaniałe! Można wcinać bez wyrzutów sumienia bo to przecież dla zdrowia!
  • olejek kamforowy 
Coś czego obecnie nie mam i dopisuję do listy zakupów w Polsce. Do smarowania pleców i wdychania aby odetkać mój zbolały nos.
  • Ferwex i inne saszetki
Niestety, często naturalne sposoby przynoszą ulgę ale nie są wstanie całkiem wyleczyć. Po saszetki sięgam w ostateczności- wtedy gdy muszę się postawić szybko na nogi- ale nie więcej niż 2 na dobę.

To są moje sposoby, choruję bardzo rzadko, może raz w roku i raczej nie jestem zbyt marudna ale nie ukrywam, że wolałabym jak najszybciej dojść do siebie.
Chętnie dowiem się jakie są wasze sposoby na domowe leczenie. Piszcie jak tylko macie jakieś złote środki, może o czymś zapomniałam a może czegoś jeszcze nie znam a pomoże!

"Aker Brygge"

:):*


A tu coś za co kocham ten kraj---WIDOKI!!!!


Mam nadzieję, że to nie była ostatnia słoneczna niedziela- ale ostatnia z takim katarem. 
Chociaż nie powiem, fajnie jak Luby skacze koło mnie, podaje leki i gotuje pyszności...mogę jeszcze trochę pochorować ale tylko lekko:)


Trzymajcie się ciepło (podobno straszna pogoda w Polsce) i ZDROWO!

Klem, klem:)




piątek, 25 września 2015

Akcja renowacja- stół i krzesła:)

Cykl "renowacyjny" to chyba mój ulubiony na blogu:) 
Pora na mebelki, którymi zajęłam się osobiście.

Krzesła i stół zostawił poprzedni właściciel naszej chałupki. Od początku wiedziałam, że zrobimy z nich użytek:). Krzesła wyprodukowane w Radomszczańskich Zakładach Przemysłu Drzewnego- tyle udało mi się odczytać na naklejkach a pan Google powiedział mi, że powstały prawdopodobnie w latach 50-60tych. Na pewno są wytrzymałe bo w trakcie remontu nie oszczędzaliśmy ich- służyły za drabinę i były całe upaćkane w farbie.
Tutaj już wyczyszczone papierem ściernym:

Nie wiedziałam co z nimi zrobię, pomysł nawiedził mnie dopiero w trakcie buszowania po Castoramie- podczas gdy Luby i mój brat czekali i stękali, że za długo, ja szukałam odpowiedniej farby. Nie pamiętam jaki rodzaj i  firmę wybrałam, w każdym razie "uwidział" mi się jeden z moich ulubionych kolorów czyli fiolet.
Tak wyglądały po pierwszym malowaniu, mi się od razu spodobało, Lubemu nawet bardziej, mimo że w sklepie nie był przekonany do koloru.










A tak już w domku:










Brakło mi fioletu dlatego blat stołu pomalowałam resztkami mlecznej farby- i bardzo dobrze bo myślę, że tak jest dużo lepiej:) Co prawda potem zastanawiałam się czy nie lepszy byłby jakiś pastelowy odcień ale stwierdziłam, że uwielbiam swoje nowe/stare mebelki i nic nie będę zmieniać.

Idealne miejsce do rysowania:) Ps widzicie na kartce portret kota?:)





























Planuję, szukam inspiracji w necie, kupuję:) Wpadłam w wir urządzania- na razie na odległość ale już za 5 tygodni będę mogła przez kilka dni realizować swoje pomysły na miejscu:) Nie mogę się doczekać! 

Kupiłam mnóstwo odjechanych rzeczy w norweskim lumpexie- takich, których nigdzie indziej bym nie znalazła i do tego za grosze:) Chyba nie wytrzymam i Wam kilka pokażę, podpowiecie mi czy coś z nimi robić czy zostawić w takim stanie w jakim są bo sama nie wiem---ale to już w innym poście:)



Klem, klem:)





czwartek, 24 września 2015

Moje 10 sposobów na jesienną chandrę.

Norwegia sama w sobie jest piękna, ale już norweska jesień nie umywa się nawet do naszej polskiej. Zdarzają się oczywiście słoneczne dni ale jest ich jak na lekarstwo, a w deszczu ciężko zachwycać się kolorowymi drzewami, dywanami z liści itp.
Nigdy nie byłam fanką tej pory roku- kojarzy mi się z umieraniem, przemijaniem a gdy już wszystkie liście opadną i dzień staje się naprawdę krótki dopada mnie chandra i tęsknota za moją ukochaną wiosną.
Mam jednak kilka sposobów na radzenie sobie z jesiennym zamułem:)

1. Myślę o czymś przyjemnym co mnie w najbliższym czasie czeka- wyjazd, wycieczka, jakaś uroczystość- banalne? Być może, ale za to działa. 
Ja mam łatwo bo przeważnie myślę o zjeździe do Polski i odliczam tygodnie planując co zabiorę, kupię itp. Teraz powinnam czekać do grudnia ale...lecę do Polski już 30 października!!!:) Co prawda na tydzień tylko ale i tak radość wielka i pozytywne myślenie odganiające jakąkolwiek chandrę:)

2. Spotkanie/ telefon do przyjaciela. Ewentualnie sms lub pisanie na "fejsie". Dla mnie to wcale nie takie łatwe, bo jak mam doła przeważnie zamykam się w sobie i do nikogo nie odzywam. Mam jednak kilka osób, którym nie muszę mówić, że coś jest nie tak, same to wyczują i za to jestem im dozgonnie wdzięczna. 



3. Hobby- nic tak nie odgania smutku jak robienie czegoś co nas interesuje. Lubisz robić na drutach, czytać, tańczyć...nie trać czasu na marudzenie, zajmij się tym co kochasz, co ci daje pozytywną energię.
Ja uwielbiam rysować. Co prawda muszę mieć "natchnienie" ale jak już złapię wenę to pochłania mnie to bez reszty.



4. Robię coś co długo odkładałam- wiem, ciężko się zmobilizować, a jak masz doła to już w ogóle! Ale tylko spróbuj! Nic tak nie poprawia nastroju jak jedna gnębiąca i nagląca sprawa mniej! Ja mam takich kilka...oj gdybym chociaż jedną ruszyła to byłabym w 7 niebie! 

5. Porządkuję otoczenie. Leżenie na kanapie, gdzie wkoło walają się papierki po cukierkach, stos kubków, talerzy, raczej nie wpływa korzystnie na samopoczucie. No okej, wiem, że mając chandrę chce się tylko siedzieć i nic nie robić ale ja akurat lubię sprzątać i dobrze się czuję kiedy mam porządek wkoło siebie. Poza tym to dobry sposób żeby zająć czymś ręce i głowę. Kiedy mam chandrę potrafię wypucować dom od podłogi po sufit. 

6. Palę...świeczki:)
 Tej choroby nabawiłam się w Norwegii. Teraz namiętnie gromadzę świeczki, świeczniki i doprowadzam tym Lubego do lekkiej apopleksji:) 
Ale wczoraj, jak zapaliłam świeczki w moich nowych nabytkach, sam przyznał, że ładnie to wygląda:) Od razu przyjemniej i cieplej się robi w pokoju i na serduchu też:)

"Some people look for a beautiful place, other make a place beautiful"- Nie lubię wszędobylskich angielskich napisów i unikam jak ognia ale temu nie mogłam się oprzeć- ta latarenka musi się znaleźć w naszej potarganej chałupce:)

7. Ulubione filmy/ seriale.
Wiadomo o co chodzi:) "Grę o tron" lub "Wikingów" mogę oglądać do znudzenia, wciągają mnie tak, że zapominam o dołowaniu się:) Z filmami jest gorzej bo mając chandrę wybieram przeważnie wyciskacze łez ale jak sobie popłaczę to jakoś tak lżej na serduchu się robi. Polecam "Mój przyjaciel Hachiko" albo "Psim tropem do domu"- oba o psach i oba piękne.

8. Na łonie natury- spacery, spacery i jeszcze raz spacery! Najlepiej w pięknych okolicznościach przyrody i z aparatem jeśli ktoś się lubi bawić w fotografa. 


Najlepsze co może być to nawdychać świeżego powietrza, zmęczyć, czasem zmoknąć i wymarznąć, a potem wrócić do ciepłego domku, wziąć gorący prysznic i móc powylegiwać się na kanapie, najlepiej w miłym towarzystwie:)

9. Domowe SPA. 
Peeling, maseczka na włosy i twarz, potem długi prysznic i pachnące balsamy- mi na samą myśl robi się przyjemnie:)

10. ZAKUPY- w zasadzie powinnam je wymienić na 1 miejscu hehe. Nic tak kobiecie nie poprawia nastroju jak buszowanie po sklepach! Tu w Norwegii praktycznie nie kupuję ciuchów bo nie ma tu tych sklepów, które lubię- ale za to mają świetne z wyposażeniem do domu, ozdobami itp. Ostatnio mam na tym punkcie bzika i 2 siaty zakupów do naszej "potarganej chałupki" czekają na wyjazd do Polski:)

A Wy jakie macie sposoby na jesienną chandrę? A może nigdy nie łapiecie doła o tej porze roku?



Klem klem:)

wtorek, 22 września 2015

Lunch box czyli moja MATPAKKA

Jeszcze niedawno, bo przed wakacjami, jedynym "posiłkiem" zabieranym z domu były tekturki Wasy przekładane czym popadnie- serkiem albo Żywiecką. Wasa może i była pełnoziarnista i naturalna ale ja zaraz byłam głodna a do tego nieraz miałam rewolucje żołądkowe..

Moje norweskie "matpakki" (czyli nasze "polskie lanczboksy" xD) przygotowuję dzień wcześniej i nie mam możliwości ewentualnego podgrzania dlatego muszą być smaczne na zimno a do tego szybkie i proste do przygotowania. Czasem jest to po prostu połowa obiadu. Jestem typem osoby, która jak coś lubi to może to jeść na okrągło- ja uwielbiam tuńczyka, pieczarki i brokuły i nie pamiętam ostatnio dnia, w którym zabrakłoby w moim menu chociaż 1 z wymienionych produktów.

Matpakka nr 1---mój faworyt! Tuńczyk z awokado:





  • puszka tuńczyka w sosie własnym
  • kapusta pekińska lub sałata lodowa
  • awokado
  • por
  • papryka
  • pomidor
  • sól, pieprz
  • czasem dodatkowo oliwa z oliwek


Uwielbiam i wydaje mi się, że nigdy mi się nie znudzi! Czasem jak nie mam awokado polewam wszystko po prostu większą ilością oliwy (minimum 2 łyżki).
Mój ulubiony pojemnik to zwyklak z Ikei- bo nie potrzebuję przegródek a ten ma idealną pojemność.
Ps. Od niedawna muszę robić 2 porcje bo Lubemu posmakowało:)- to znaczy, że mus być dobre:)



Matpakka nr 2: Mięso mielone z brokułami i pieczarkami:





  • 400 g mięsa mielonego (u mnie z norweskiego kurczaka ale wieprzowe też może być)
  • pieczarki- duuużo pieczarek!
  • brokuł
  • cebula
  • 3 ząbki czosnku (uwielbiam czosnek!)
  • sól, pieprz of kors
  • olej kokosowy do smażenia
To składniki albo na 2 porcje albo tak jak w moim przypadku obiad i matpakke na następny dzień.
Nie prezentuje się może efektownie ale jest bardzo dobre-nawet na zimno!.
Ps. sprawdzajcie skład mięsa mielonego...wiadomo o co chodzi


A Wy co preferujecie- matpakki, kanapki czy jedzenie "na mieście"?

Klem, klem:)

niedziela, 20 września 2015

Akcja renowacja- Szafa:)


Jak pisałam w pierwszej notce "renowacyjnej" w lipcu weszliśmy w posiadanie prawie 80-letniej chałupki:) Poprzedni właściciele przez ok 30 lat traktowali ten dom jako rekreacyjny i zaglądali raz na jakiś czas. "W pakiecie" dostaliśmy prawie całe wyposażenie- większość nadawała się tylko na opał tak więc po wyniesieniu wszystkiego na dwór my zaczęliśmy skrobać ściany a mój Fader zajął się rozbieraniem szlachetnych tapczaników:)



Ale było też kilka perełek! 
Strasznie się ucieszyliśmy jak okazało się że właściciele zostawili również szafę, kredens i kilka innych sprzętów, którym poświęcę osobne notki:)

Zacznijmy od szafy...
W moim rodzinnym domu jest taka sama, robiona w 1947 roku tylko trochę większa. Nie wiem, z którego roku pochodzi nasza ale myślę, że 50tka już jej stuknęła.
W każdym razie na początku ta ciężka bestia została powalona na podłogę i w ogóle nie oszczędzana służyła za  stół na narzędzia i wiaderka:


Dopiero jak skończyliśmy pokój mieliśmy czas żeby się nią "zająć". 



No ok- do tego palca nie przyłożyłam. To był od początku do końca projekt Lubego. Więc podczas gdy "bączek" poszedł w ruch i Adam nadawał naszej szafie nowy wygląd ja...



Zabawiałam naszego cudownego gościa, który kilka razy do nas wpadał i czuł się jak u siebie. Niestety właściciele go komuś wydali:(



Prawda, że kociambra idealnie komponuje się z szafą?:)

Tutaj już cała oczyszczona i w połowie pokryta jakimś niemieckim woskiem. Efekt bardzo intensywnej rudości jest na szczęście chwilowy, następnego dnia szafa pięknie wyschła i zmatowiała.



Wiem, że teraz modne są skandynawskie wnętrza i białe meble a nie takie rude szafy ale to jest nasz rudzielec i nie wyobrażam sobie aby mógł wyglądać inaczej:)

Po prawie tygodniu od rozpoczęcia remontu szafa nareszcie stanęła na swoim miejscu:).



Nie mam niestety zdjęć wnętrza ale są w niej ręcznie strugane drewniane wieszaki-takie haczyki-"czopowane"- jak to ujął Luby czyli "wpuszczone" w deski bez użycia gwoździ itp.

I tak oto nasze małe wnętrze zyskało niepowtarzalny element:) No bo kto jeszcze ma taką szafę? Ikea na pewno nie posiada:)




Mam lepsze ujęcia ale to przy okazji kolejnych elementów "wystroju":)
Jest jeszcze oczywiście dużo do zrobienia ale urządzanie to już sama przyjemność:) 

Klem, klem:)

sobota, 19 września 2015

"Bedre" znaczy lepiej

Wiecie co jest niesamowite? Jak tylko wywaliłam z siebie, że jest mi źle, już następnego dnia było lepiej- i nie tylko dlatego, że mimo złych prognoz WYSZŁO SŁOŃCE:) 


Kiedy macie załamkę i ktoś mówi "nie martw się, wszystko się ułoży, po deszczu zawsze wychodzi słońce"- nie gotuje się w Was ze złości? Bo we mnie tak- jak jest mi źle to nie wierzę, że będzie lepiej, że to kiedyś minie. A to ZAWSZE mija, czasem bardzo szybko, czasem po kilku latach ale mija...


Nie rozwiązałam swoich problemów w domu i nadal boli mnie to, że nie jest tak jak kiedyś -najbardziej boli świadomość, że już nigdy tak nie będzie. Co dzień myślę, nawet w snach się zamartwiam bo chciałabym żeby moja rodzina była szczęśliwa a wiem, że nie jest. Chciałabym naprawić życie najbliższej mi osoby mimo, że jest dorosły i sam powinien odpowiadać za to co robi.

Nie będę się teraz rozwlekać i filozofować na temat moich wewnętrznych przemian i przemyśleń bo ani ja nie mam na to ochoty ani Wy. Mam tylko nadzieję, że do grudnia wszystko się u mnie w domu ułoży i mój brat- bo to on jest sprawcą całego zamieszania- trochę do tego czasu zmądrzeje...a jak nie to już ja mu w tym pomogę choćby mnie miał całkiem znienawidzić-ale wtedy będę przynajmniej wiedziała, że zrobiłam wszystko co mogłam i co należało do obowiązku siostry.


Bardzo Wam dziękuję za wsparcie- mam nadzieję, że więcej nie będzie mi ono potrzebne-chociaż nie...wiem, że będzie i to bardzo ale o tym napiszę kiedy indziej. 

To taka szybka notka wyjaśniająca, że żyję i mam się już lepiej. Za to, żeby nie zamulać, jeszcze dziś wieczorem dodam notkę z mojej ukochanej kategorii "potargano chałupa" (btw to taka piosenka De Press) czyli AKCJA RENOWACJA:):)
Wkręciłam się w ten temat na amen, co dzień wertuję strony z inspiracjami wnętrzarskimi chociaż wiem, że i tak zrobię po swojemu. Znalazłam już kilka "bajerów" do naszej chatynki w norweskim "sekynd heńdzie" i chyba będę tam stałym klientem:) Mam w głowie mnóstwo pomysłów i nie mogę się doczekać jak zacznę je realizować!! Taki stan u siebie uwielbiam i nawet trochę się cieszę z tych kilku dni załamki- mogłam sobie poukładać w głowie co jest dla mnie najważniejsze i zebrać energię do działania!!!



Jutro ruszamy na grzyby:) Mam nadzieję, że uda mi się sfotografować kilka pięknych prawdziwków- i przy okazji trochę zabrać do domu:)

Klem, klem:)

czwartek, 17 września 2015

Emocjonalnie nie znaczy dobrze...

Emocjnalne  jedzenie. Znacie to pojęcie?---dla mnie to stan, kiedy nie funkcjonuję normalnie- jest godzina 23- wiem, że powinnam już spać-a siedzę i piszę już 3 raz i wszystko usuwam...Poza zdjęciem, które przedstawia naszą wspaniałą dzisiejszą pogodę i moje samopoczucie...



Dziś doszłam do wniosku, że nie mam ochoty skupiać się tutaj na jakichś dietach, przepisach i udawać, że wszystko jest takie piękne i kolorowe jak na zdjęciach.
Kompulsywne jedzenie towarzyszy mi zawsze kiedy mam jakiś problem. Dziś dotarło do mnie o jaki problem chodzi- i to już połowa sukcesu...
Teraz trzeba ten problem rozwiązać- tylko jak, jeśli to nie ja go mam a bliska mi osoba, która nie chce pomocy? 
Staram się o tym nie myśleć, nie dołować się- dziś dotarło do mnie, że założenie tego bloga miało właśnie to na celu-oderwanie się od problemów w domu- 1400km ode mnie...Ale to pomogło tylko na chwilę. 
Mam nadzieję, że wszystko się ułoży...
Pisać będę, ale inaczej, bo teraz już nie muszę niczego udawać..
Mam nadzieję, że jeszcze wyjdzie słońce- i nie mam na myśli pogody.

Klem, klem